Twoje domowe jedzenie może być szkodliwe dla kota

„Domowe lepsze od kupnego” – mawiały nasze babcie i matki, mając na myśli oczywiście jedzonko. Faktem jest, że chyba do końca życia nie zapomnę smaku domowego makaronu do domowego rosołu i nic go nie zastąpi.
Na fali rosnącego zainteresowania zdrowym żywieniem nie tylko sami zaczynamy więcej (albo w ogóle) gotować w domu, ale i gotować dla naszych zwierzaków. W myśl zasady, że domowe mu nie zaszkodzi, a na pewno lepsze niż sklepowa chemia. To nie do końca prawa. Co smaczne i zdrowe dla nas, niekoniecznie musi być takie dla naszych kociaków.

 

Wyniki badań opublikowane niedawno przez Feline Nutrition Foundation dowodzą, że większość domowych posiłków nie zapewnia kotom odpowiedniego żywienia. Co gorsza, popularność domowego jedzenia dla kotów sprawiła, że w Internecie znajdziecie tysiące stron z tysiącami przepisów na „zdrowe kocie jedzenie domowej roboty„.

Problem w tym, że karma dla zwierząt domowych wprowadzana do obrotu handlowego musi spełniać mnóstwo wymogów zarówno żywieniowych jak i dotyczących bezpieczeństwa, a nie ma takiego wymogu w przypadku przepisów, które można znaleźć w Internecie lub w książkach.

Na potrzeby badań grupa weterynarzy pobrała próbki 114 przepisów domowej roboty, które były podstawą codziennego pożywienia dla kotów. Okazało się, że żaden z przepisów nie spełniał w 100 procentach wytycznych National Research Council dotyczących karmy dla zwierząt domowych, a zaledwie pięć (na dodatek autorami tych przepisów byli weterynarze) osiągnęło zadowalający wynik.

Niektóre z brakujących w domowych posiłkach składniki odżywcze to witaminy i minerały, o których możesz nawet na co dzień nie myśleć: na przykład cholina, żelazo, tiamina i cynk. W kilku przypadkach przepisy na karmę dla kotów nie zawierały wystarczającej ilości białka.

Wiele przebadanych przepisów zawierało również niejasne instrukcje. Na przykład to, czy po ugotowaniu odsączasz tłuszcz z mielonej wołowiny, ma duży wpływ na zawartość tłuszczu i witamin w pożywieniu. Niektórzy wzywali do dodania suplementu witaminowego, ale nie mówili, jakiej marki i jakiego rodzaju. W wielu przepisach brakowało instrukcji lub ostrzeżeń, na przykład przepis obejmujący kości bez zwracania uwagi na to, że kości muszą być dokładnie zmielone, aby mieć pewność, że nie wyrządzą krzywdy zwierzęciu.

Autorzy badań sugerują, że jeżeli już naprawdę chcesz karmić kota domowym jedzeniem, to lepiej, a przede wszystkim bezpieczniej, poprosić certyfikowanego dietetyka weterynaryjnego (notabene, są tacy w naszym kraju?) o pomoc w znalezieniu lub napisaniu odpowiedniego przepisu. Jeśli oznacza to dla Ciebie zbyt wiele zachodu i/lub wydatków, to lepiej poprzestań na dotychczasowej karmie sklepowej lub weterynaryjnej.

A Wy częstujecie swoje koty swoim domowym jedzeniem? Tradycyjnie zapraszam do komentowania na naszym fanpejdżu KociaKolyskaCats.

Jeżeli szukasz rankingu dobrych karm dla kotów to zapraszam gorąco!

Koty to lenie! Naukowcy potwierdzają to, co kociarze wiedzą od dawna.

Koty to lenie patentowane! My, kociarze, wiemy o tym od dawna, ale od niedawna mamy na to naukowy dowód. 

Typowy dzień kota: leniwie przechadza się po mieszkaniu, rozgląda za nowymi smakołykami i atrakcjami, pacnie kilka razy myszkę zabawkę,  a kiedy napełni brzuszek natychmiast układa się do drzemki. Strasznie się zmęczył przeżuwaniem i musi odpocząć. Nie udało mi się ich jeszcze przyłapać na tym z obiektywem, ale moje koty wręcz patrzą na mnie zszokowane, kiedy przerywam poobiednią drzemkę wcześniej od nich. Tak, przejąłem od nich ten nawyk. Tylko że moja drzemka trwa jakieś pół godziny. Kiedy ja się podnoszę one podnoszą głowy z wyrazem twarzy, który mówi: „Co? Już wstajesz? Zwariowałeś???”

Jak wiadomo, koty mogą spać ok. 12 godzin na dobę. No, chyba że są wyjątkowo zmęczone, wtedy dłużej. Próbujemy wciągnąć je w zabawę, wymyślamy wciąż nowe atrakcje, ale to na nic. Behawioryści zwierząt polecają różnego rodzaju zabawki interaktywne, w tym najpopularniejsze – podajniki na smakołyki. „Niech kot przypomni sobie, co to polowanie. Niech zapracuje na michę” – mówią.

Ale to też na nic, o czym przekonali się naukowcy z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Wyniki najnowszych badań przedstawione na spotkaniu Animal Behavior Society jasno dowodzą, że koty to małe leniwe dranie, które potrafią wejść na nieznane nam poziomy lenistwa.

Prowadzący badania byli przekonani, że pobudzenie instynktu łowieckiego, chociażby poprzez wspomniane wcześniej zabawki, musi zadziałać. Działa przecież u wielu gatunków zwierząt, zarówno domowych jak i dzikich, poczynając od psów i szczurów po szympansy i ptaki. Może to naturalny instynkt łowcy. Może okazja, by zrobić coś fajnego. A może po prostu jedzenie lepiej smakuje, jeżeli musimy je samemu zdobyć.

Ale koty są inne.

Tak wynika z nowych badań przeprowadzonych przez zespół badawczy UCDavis. Owszem, koty nie zignorowały całkowicie łamigłówek premiowanych jedzeniem, ale wykazały zdecydowanie większe zainteresowanie łatwo dostępną zdobyczą.

Koci behawiorysta Mikel Delgado wraz z ekipą badawczą dał 18 domowym kotom wybór pomiędzy zabawką z jedzeniem i jedzeniem ogólnie dostępnym w misce. Koty, oczywiście, częściej wybierały michę, spędzały też przy niej więcej czasu.

„To nie jest tak, że koty w ogóle nie korzystały z zabawek-łamigłówek, po prostu korzystały z nich rzadziej, jadły z nich mniej i zazwyczaj najpierw zjadały karmę łatwo dostępną” – mówi Mikel Delgado z UC Davis.

Jeśli chodzi o to, dlaczego kotom nie podoba się podajnik jedzenia – oprócz ich wrodzonego lenistwa, oczywiście – jest kilka teorii, które już pobudzają naukowców do przeprowadzenia kolejnych badań. Jedna z teorii głosi, że powodem jest nudna niewola kotów domowych. Inna, że zabawki takie nie mają nic wspólnego z pobudzaniem prawdziwego, dzikiego instynktu łowieckiego.

 

Hollywood kocha koty! Z cyklu: Oni mają kota.

W Hollywood roi się od celebrytów z kotami i kocich celebrytów z człowiekami. Do kolejnego odcinka cyklu Oni mają kota wybrałem sześć doskonale Wam znanych postaci. Na pewno tych ludzkich, bo o ich kotach może nie wszyscy słyszeli. Oczywiście, jest ich o wiele więcej, niektórzy zasługują też na osobną opowieść. Spodziewajcie się ich niebawem.

Charlie to ukochany kot Kourtney Kardashian. Celebrytka nowego członka rodziny przedstawiła na Instagramie wraz z życzeniami świątecznymi. Na szczęście, nie był to jedynie prezent gwiazdkowy, o czym świadczy to, jak często Charlie pojawia się na profilu modelki. Co warto podkreślić, i co godne pochwały – Charlie jest kotem adoptowanym. Mamy nadzieję, że słodziakowi nie przewróciło się w głowie po tym, jak trafił do sławnego i nieco szalonego klanu Kardashian.

Martha Stewart, amerykańska bizneswoman polskiego pochodzenia, osobowość telewizyjna, pisarka, wydawca, ma wiele psów i kotów, ale wszystkie bije na głowę Księżniczka Peony. Popatrzcie tylko na jej skwaszoną minę! Z takim kotem nie trzeba robić memów – Peony sama w sobie jest jednym wielkim memem.

Aktorka Miley Cyrus praktycznie prowadzi prywatne schronisko dla zwierząt, w którym przebywa nie tylko wiele kotów, psów, ale i świnek. Oczywiście, dla kociarzy najważniejsza będzie puszysta biała kotka Shanti Om Bb, która doczekała się nawet własnego profilu na Instagramie: @shantiombb.  Opis mówi chyba wszystko: „I love you. You love me. I’m Shanti Om Bb! PS for bookings DM me.”

Kotka Taylor Swift, Meredith Grey, to już prawdziwa gwiazda mediów społecznościowych. Chyba nie powinno to dziwić, wystarczy popatrzyć na jej pozy! Na niektórych wygląda, jakby ją specjalnie ułożono w pozycji do zdjęcia.

Ed Sheeran, brytyjski piosenkarz i aktor jest prawdziwym miłośnikiem kotów. Na dodatek aktywnym nie tylko w mediach społecznościowych, ale i w życiu.  Uratował już kilka kociąt, w tym tę kuleczkę, której zdjęcie towarzyszyło informacji o… zdobyciu przez Eda dwóch nagród Grammy! On chyba naprawdę musi kochać koty!

Może nie wszyscy wiedzą, ale Katy Perry, amerykańska piosenkarka popowa, aktorka i przedsiębiorca, jest również filantropką oraz ambasadorka dobrej woli UNICEF. Nie dziwi zatem, że ma i kota, a kot, Kitty Purry,  ma nawet swoją kocią fortecę.


Oni mają kota: sir Anthony Hopkins i gwiazdor Niblo

zdjęcie główne: https://www.instagram.com/shantiombb/

11 niewinnych rzeczy, których panicznie boją się koty

Pomysł taki przyszedł mi do głowy, raczej nie całkiem nowy. By ze względu na weekendu początek stworzyć bardziej rozrywkowy zakątek. Ot, taki Piąteczek, czyli rozrywkowy koteczek. Ok, starczy tych częstochowskich rymów. Chodzi o to, że postanowiłem w piątki publikować lżejsze gatunkowo posty, zabawne, śmieszne nierzadko. Choć to pojęcie względne, w końcu nie każdy musi mieć podobne do mojego poczucie humoru.

Nie zastanawiałem się długo, kim, czym i jak otworzyć rozrywkową puszkę Pandory. To muszą być „amerykańscy naukowcy”! Specjaliści od wszystkiego, którzy odkryli mięso w parówkach, jak żyć, skąd biorą się frytki i jak zginął prezydent Kennedy. Ręka do góry, kto nie zna memów z ich odkryciami?

Tym bardziej że znalazłem ostatnio w sieci artykuł „11 niewinnych przedmiotów, których koty irracjonalnie się boją”. Mam wrażenie, że w jego powstaniu maczali palce amerykańscy naukowcy. Postanowiłem Wam ją przedstawić, a na koniec podać listę alternatywną – przetestowaną na żywych organizmach moich kotów.

Lista 11 niewinnych rzeczy, których panicznie boją się koty
wg magazynu Catitude Daily

1. Ogórki

Ogórkofobia objawiła się kilka lat temu za sprawą tysięcy filmików z serwisu YouTube pokazujących, jak przerażające mogą być dla kota niewinne ogórki. Z czasem urosła do gigantycznych rozmiarów, dzisiaj na hasło „cat cucumber” Google podaje 47.000.000 wyników, w tym ok. 1.440.000 dla samego wideo!
Chociaż strach przed warzywkiem, które nas przecież nie ugryzie, wydaje się głupi, eksperci mają już naukowe wyjaśnienie problemu „dlaczego koty boją się ogórków” (o tym w jednym z kolejnych odcinków cyklu Piąteczek, czyli rozrywkowy koteczek).

2. Balony

Dziwaczne twory, które nie wiadomo jakim cudem unoszą się w powietrzu i poruszają się bez ich dotykania. Podobno koty do tego stopnia boją się balonów, że na sam ich widok chowają się pod łóżkiem.

3. Cokolwiek nowego

Koty mają szósty zmysł, dzięki któremu natychmiast rozpoznają każdą nowość. Bez względu na to czy będą to nowe produkty przyniesione z zakupów, czy fotel przestawiony w inny kąt pokoju. Większość kotów uważa wszelkie zmiany za niepożądane. Nawet niewinna kartka papieru położona „znienacka” na biurku może sprawić, że kot przez dłuższy czas będzie jej unikał.

4. Lustra

Pierwsze spotkanie kota z lustrem jest kluczowe. Albo jest zaintrygowany, albo stoi jak skamieniały. Kim jest ten kot?! A co najważniejsze, jak się znalazł po drugiej stronie i jak do niego podejść. Według Animal Health Foundation koty (i większość zwierząt) „nie czują siebie”. Oznacza to, że nie mogą rozpoznać siebie w lustrze, a niespodziewany widok jest przez nie odbierany jako zagrożenie.

5. Okulary przeciwsłoneczne

Zdaniem amerykańskich naukowców zwykłe okulary są okej, ale przeciwsłoneczne to już horror. Zasłaniają oczy, a to może co najmniej zdenerwować kota, a nawet przestraszyć. Kot martwi się, że nie dość, że coś nam się przyczepiło do twarzy, to jeszcze skradło oczy.

„Przerażony” Lucky rozpakowuje nowe paczki.

6. Odkurzacze

Ten strach nie jest tak do końca irracjonalny. Szybko poruszający się wąż, wydający głośne dźwięki, połykający wszystko, co stanie mu na drodze, może być naprawdę niebezpieczny. A już odkurzacze-roboty, które mkną same (za kotem!) po całym mieszkaniu, to istoty z (kociego) piekła rodem!

7. Mopy

Dodając punkt 6. do 7., możemy dojść do wniosku, że koty po prostu nie lubią, kiedy jest czysto. Nie lubią też wody, którą zostawia za sobą taki mop.

8. Podłoga

Podobno niektóre koty boją się niektórych rodzajów podłóg. Jedne puszystych dywanów, inne paneli podłogowych. Amerykańscy naukowcy mają wyjaśnienie naukowe: w długie włókna dywanów mogą się zaplątać kocie pazury, a na twardych, śliskich powierzchniach złamać lub niepotrzebnie wyostrzyć. Jedno i drugie bolesne i niepotrzebne.

9. Obroże

Spróbuj wytłumaczyć drapieżnikowi, że musi wyjść na spacer w obroży. Większość ucieka gdzie pieprz rośnie (najczęściej na najwyższą szafę) na sam widok obroży czy smyczki w Twoich rękach.

10. Figurki, maskotki, pluszaki

Im bardziej realistyczne sztuczne zwierzę, tym większe prawdopodobieństwo, że Twój kot wpadnie na ich widok w panikę.

11. Telewizja

Niektóre koty wręcz uwielbiają oglądać wraz z Tobą telewizję. Są też takie, dla których ruchome obrazy i zaskakujące dźwięki mogą być naprawdę przerazić. Dla nowo adoptowanych bezdomnych telewizja to zupełnie nowe i przerażające doświadczenie.

Aneks do listy
według mieszkańców Kociej Kołyski

  1. Lucky bardzo lubi jak wszystkie warzywka.
  2. Nie testowałem, bo nie jestem idiotą – sam balon może nie przestraszy, ale jak pęknie i huknie, to każdy się przestraszy.
  3. Naszym zdaniem, to już wierutna bzdura! Przysłowiowa ciekawość kotów sprawia, że każda, ale to KAŻDA nowość jest fantastyczna, fascynująca, nadająca się do natychmiastowego sprawdzenia (czy to może da się zjeść?).
  4. Reszka „grała” modelkę. Jak to kobieta. Lucky przed lustrem wygląda, jakby się zawiesił. Dla jego dobra wolę myśleć, że medytuje.
  5. W zwykłych chodzę na co dzień, przeciwsłoneczne zakładam rzadko, jedyna reakcja, jaką zauważyłem – po pewnym czasie koty załapały, że jak zakładam ciemne okulary, to zbieram się do wyjścia. Pilnują wtedy drzwi.
  6. Hm, to chyba JEDYNA rzecz, której faktycznie się BOJĄ.
  7. Zabawne, bo akurat wczoraj myłem podłogi. Z przerwami, bo mop do tego stopnia zafascynował kocurki, że próbowały na niego zapolować. Kiedy się nie udało, próbowały się na niego uwalić. Co do czystości… coś w tym może być. Czysta podłoga jest czysta tylko przejściowo. Natychmiast pojawiają się na niej ślady kocich łapek, tudzież ścieżki żwirku. Jak widać, odpada również strach przed wodą.
  8. Koty testowane na każdym niemal podłożu. Każde, ich zdaniem, nadaje się do tego, by uciąć sobie na nim poobiednią drzemkę.
  9. Jak to mawiają marketerzy: „to zależy”. Dla Reszki – radość, bo wychodzimy na spacerek, na ogródek. Lucky przyzwyczaił się po pewnym czasie. Jak to typowy samiec, za obrożą nie przepada, no, ale jak kobieta patrzy…
  10. Faktem jest, że niektóre są tak realistyczne, że sam się ich boję nocą w ciemnym pokoju. Koty nie. Rozłożyły śliczną, śnieżnobiałą lamę na czynniki pierwsze.
  11. To zależy. Lucky lubi filmy akcji, jak sporo „miga” na ekranie (czego akurat boją się „amerykańskie” koty), ucieka natomiast przerażony, kiedy wrzeszczą i piszczą blondynki w horrorach. Przyznaję: uciekam razem z nim.

Jest jeszcze najmłodszy domownik – Pepe. Ale on nie boi się nawet… Lucky’ego!

„Strach? A co to jest strach?” – zapytał Pepe atakując 3 x większego od siebie Lucky’ego

A jakie są Wasze przerażające historie? Podzielcie się nimi na fanpejdżu i/lub na Grupie Kocia Kołyska.

Andrzej

Wszyscy kochamy koty! Podsumowanie wyników ankiety Kocia Kołyska

Jak pewnie wiecie, niedawno pozwoliłem sobie przeprowadzić skromną ankietę wśród miłośników kotów. Chciałem Was lepiej poznać, po to, by dostarczać Wam lepszych treści. Dziś macie okazję poznać samych siebie. Oto podsumowanie ankiety, której wyniki nie zaskakują, choć jest kilka niespodzianek, przynajmniej dla mnie.

Kociara rządzi!

Nie zaskakuje fakt, że zdecydowana większość ankietowanych to kobiety (84,2 procent). Jakoś tak się utarło w powszechnej świadomości, że jak Kot, to automatycznie Kociara. Dowodem mogą być, chociażby tysiące memów z samotną (koniecznie samotną!) kobietą otoczoną gromadą kotów. Chyba najzabawniejszym przejawem tego stereotypu jest fakt, że swoistej kocio-kobiecej dyskryminacji doświadczyłem na własnej skórze. Kiedy zacząłem udzielać się na różnego rodzaju forach dyskusyjnych czy grupach na Facebook»u, grupowicze odnosili się do mnie w komentarzach jak do kobiety. Było to w pewien sposób słodkie, kiedy czytałem coś w stylu „Kochana, powinnaś zrobić tak i tak”. Starajcie się jednak unikać stereotypów. Nie jestem starą panną, a też mam i kocham koty.

Wszyscy kochamy koty!

Jeżeli chodzi o wiek, statystki nie są już tak jednoznaczne. Nie ma wyraźnej dominacji jakiejś grupy i procentowy udział rozkłada się w miarę równomiernie. Mnie osobiście cieszą dwie skrajne wartości: mamy reprezentację osób w przedziale wieku 17 lat i mniej oraz przedstawicieli grupy 65 lat i więcej. O czym to może świadczyć? Że bez względu na wiek, wszyscy kochamy koty!

infografika – wiek miłośników kotów

Koci eksperci

Niespodzianką, przynajmniej dla mnie, są odpowiedzi na pytanie o etapy rozwoju Kociary/Kociarza. Przyznaję, rozpoczynając przygodę z kocim blogiem myślałem, że większość Czytelników to będą — podobnie jak ja — początkujący kociarze. Osoby poszukujące w sieci podstawowych informacji na temat żywienia kota, pielęgnacji kota, zdrowia kota itp. Tymczasem z ankiety wynika, że większość (57,9 proc., tyle samo ankietowanych ma też kota) to osoby mające już spore doświadczenie, natomiast początkujących kociarzy nie ma w ankiecie w ogóle! Przypadek? Mamy w tym kraju samych kocich ekspertów? A może sami chcemy się za takich uważać?

Jak pisać o kotach?

Dla mnie jest to bardzo ważna wiadomość. Podobnie, jak i odpowiedzi na pozostałe pytania. Muszę zatem skupić się na nieco innej grupie docelowej, jak to mawiają marketerzy, zadbać o cykliczność i regularność publikacji (większość ankietowanych życzy sobie, by posty pojawiały się 2-3 razy w tygodniu). Gorzej z tematyką postów. Równie wielu ankietowanych chciałoby zarówno więcej, jak i… mniej (?!) informacji z poszczególnych kategorii. Przyznam, że na tych wynikach się rozłożyłem i nie bardzo wiem, jak je interpretować. Może znajdzie się tu jakiś specjalist(k)a od analizy i pomoże? Zapraszam do kontaktu, na fanpejdż i dedykowaną grupę tematyczną na FB.

infografika – czego szukają kociarze

Kosmetyczne poprawki

Niewielki (ale jednak!) procent ankietowanych miał również zastrzeżenia co do intuicyjności i ogólnego wyglądu strony. Trzeba będzie i to poprawić. Tak czy inaczej, czeka mnie mnóstwo pracy. Jestem jednak dobrej myśli, że uda mi się temu wyzwaniu podołać. Dla Was. Zostańcie zatem z Kocią Kołyską, bo teraz będzie już tylko lepiej!

Andrzej

Oni mają kota: sir Anthony Hopkins i gwiazdor Niblo

Z prawdziwą radością przedstawiam Wam nowy, weekendowy cykl na Kociej Kołysce pod nieco przewrotnym tytułem „Oni mają kota”.

Oni — znani, lubiani i podziwiani. Koty — są ich oczkiem w głowie. Kochają je, rozpieszczają, z dumą prezentują je całemu światu. Czy mają też kota na punkcie kota? W to nie wnikam, przekonajcie się sami.

Trudno chyba o lepszych bohaterów pilotażowego odcinka jak Sir Anthony Hopkins i jego kot Niblo.

Ten pierwszy: walijski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, kompozytor i artysta malarz, niezapomniany filmowy Hannibal Lecter. Uważany za jednego z najwybitniejszych aktorów współczesnych, laureat Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego (1992), trzech nagród BAFTA, dwóch nagród Emmy i Nagrody im. Cecila B. DeMille’a. Uhonorowany Odznaką Rycerza Kawalera, Kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego.

Ten drugi: węgierski, niegdyś bezpański, porzucony kociak, dziś żyjąca w prawdziwym luksusie gwiazda mediów, w tym również mediów społecznościowych.

Jak do tego doszło, jaka jest ich historia? Znamy ją dzięki relacji Bernarda Fekete, węgierskiego marszanda sztuki, udostępnionej później przez magazyn Szeretlekmagyarorszag.

Fekete został zaproszony do domu aktora w Malibu w sprawie obrazu przedstawiającego gwiazdę filmu „Dwóch papieży” z żoną i kotem. Wówczas Hopkins opowiedział, jak doszło do tego, że walijski aktor adoptował węgierskiego kota.

Pewnego dnia do konsjerża hotelu, w którym Anthony Hopkins przebywał podczas kręcenia zdjęć w Budapeszcie, przyniósł bezdomnego kotka, z prośbą, by znajomy konsjerż znalazł właściciela tego biednego zwierzaka. Już następnego dnia Hopkins wraz z żoną urządzili pokój dla kociaka i zamówili samochód ze wszystkim, czego tylko koty potrzebują. Czekali, aż pojawi się właściciel, ale na próżno. W międzyczasie, jak mówi Bernard, sir Anthony Hopkins i jego żona Stella oszaleli na punkcie kota do tego stopnia, że ​​w końcu zdecydowali się zabrać go ze sobą do Malibu.

Życie pokrzywdzonego przez los zwierzaka zmieniło się w jednej chwili o 180 stopni. Dotąd bezpański kociak stał się pełnoprawnym domownikiem prowadzącym godne pozazdroszczenia luksusowe życie.

Jak ogromne panuje między nimi przywiązanie, jak wielką rolę Niblo odgrywa w jego życiu, o tym aktor nie raz opowiadał na swoich profilach w mediach społecznościowych.

Chyba wszyscy znają też filmik, na którym Sir Anthony Hopkins gra na pianinie swojemu kotu. Wzruszający post w ciągu niecałej doby zebrał prawie 150 tysięcy „lajków” (dziś jest ich już ponad milion!), a fani w komentarzach chwalili aktora nie tylko za piękne wykonanie, ale przede wszystkim za podejście do zwierząt.

 

Niblo dba o mój stan zdrowia, w zamian oczekuje, żebym go zabawiał. Koty…” – wyjaśnia w powyższym wpisie gwiazda „Milczenia owiec”.

Kotek jest nie tylko melomanem, ale i… modelem! Został już uwieczniony na kilku obrazach, które trafiły w ręce prestiżowych handlarzy dziełami sztuki, były też wystawiane w galeriach.

Hopkins i Niblo wspólnie zabawiają swoich fanów w mediach społecznościowych. Przytulają się do siebie na Instagramie, bawią w filmikach na Facebooku, w ciężkich czasach pandemii koronawirusa podtrzymują na duchu. I muszę przyznać, że codzienna, naturalna radość Anthony’ego Hopkinsa i Niblo jest zaraźliwa.

Czy Kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego ma kota na punkcie kota? Nawet jeśli tak, to jest to na pewno zdrowy i szczęśliwy kot!

Andrzej

 

Kocia Kołyska – Wszystko o kotach

Exit mobile version