Canadian Cat – żwirek bentonitowy dla wymagających. Nasz test!

Temat żwirków dla kotów poruszany był już na blogu kilkukrotnie. Jest to jednak wiecznie żywy temat wywołujący wieczne dyskusje o wyższości jednego żwirku nad drugim.

My przeprowadzamy testy na żywych organizmach (br, już widzę te miny obrońców zwierząt) wychodząc z założenia, że nikt lepiej od kotów nie wie, co naprawdę dobre dla kotów. Tak się składa, że po raz drugi do testów trafił żwirek dla kota Benek. Poprzednio testowaliśmy żwirek kukurydziany dla kota, dziś jest nowość, żwirek bentonitowy Canadian Cat.

Canadian Cat Super Benek na pierwszy rzut oka

Pierwsza wrażenia: pozytywne i zaskakujące. Bardzo spodobało mi się eleganckie wręcz opakowanie w czarnej tonacji. Psychologia koloru mówi, że czerń jest luksusowa, elegancka, wyszukana i ponadczasowa. Kolor czarny to klasyka odpowiednia do sprzedawania wysokiej jakości produktów. Pomyślicie zapewne – ja też tak w pierwszej chwili pomyślałem – że to trochę zabieg na wyrost w przypadku takiego produktu, jak żwirek dla kota. Ma to jednak swoje uzasadnienie, o czym poniżej.

Odrobinę zaskakujący był dla mnie natomiast sam żwirek – niezwykle drobny, sypki, drobniejszy chyba niż piasek na plaży w Saint Tropez. Pomyślałem, że taki miałki żwirek nie będzie spełniał dobrze swojej roli, ale tu też się myliłem.

O kocich pierwszych wrażeniach trudno mówić, bo wiadomo, że każda nowość jest dla kota absolutnie fascynująca.

Żwirek potrójnie aktywowany

Producent podaje, że Canadian Cat to „żwirek potrójnie aktywowany”. Świetnie, brzmi super, ale co to tak naprawdę znaczy? Odpowiedź, wbrew pozorom, jest prosta. Dzięki tej metodzie:

  • żwirek szybciej wchłania mocz, a tym samym nie przykleja się do kuwety
  • żwirek formuje się w płaską grudkę, a mocz jest wyłapywany zanim zdąży dotrzeć do dna kuwety.
  • żwirek dodatkowo został pozbawiony frakcji pylistej
  • można go też nasypywać nieco mniej do kuwety, więc w trakcie zakopywania kot mniej rozrzuca żwirek wokół kuwety

Sprawdzone, wszystko zgadza się w 100 procentach. Mieliśmy już na stanie żwirek, do którego trzeba by chyba używać glebogryzarki. Praktycznie nie zbrylał się wokół moczu kota, lecz tworzył błotne kałuże, mocno przywierające do dna kuwety. Ich czyszczenie przypominało bardziej kopanie rowów melioracyjnych (nazwę tej marki, z litości pominę milczeniem).

Czyszczenie kuwety dla kota wypełnionej żwirkiem Canadian Cat to zaledwie kilka ruchów, zero pyłu unoszącego się w powietrzu i co bardzo istotne – przynajmniej dla mnie – nie trzeba za każdym razem zamiatać całego pokoju zasypanego kocim żwirkiem.

Jaki żwirek dla kota, żeby nie śmierdziało?

Takie pytanie bardzo często pada na forach czy grupach dla kociarzy w mediach społecznościowych. Sam byłem ostatnio świadkiem sytuacji, kiedy od tego właśnie pytania pani rozpoczęła rozmowę w sklepie zoologicznym. Nie ma co ukrywać, radosna twórczość kotów w kuwecie może czasami przyprawić o… powiedzmy, że ból głowy. W przypadku Canadian Cat z pomocą przyszły najnowsze technologie, dzięki którym ten żwirek naprawdę doskonale maskuje przykre zapachy. Wiem, co mówię, bo moje kotki potrafią nieraz „dać czadu”. Producent zapewnia również, że unikalna formuła produkcji i specjalnie wyselekcjonowany materiał użyty do produkcji ogranicza również rozwój bakterii, które są główną przyczyną brzydkich zapachów. Tego akurat nie sprawdziłem, nie chciało mi się szukać bakterii z mikroskopem w ręku.

Czy żwirek może być ekskluzywny?

Wydawać by się mogło, że samo pytanie brzmi śmiesznie, by nie rzec – głupio. Żwirek w eleganckim opakowaniu, dedykowany najbardziej wymagającym… Ludzie, przecież to tylko kocia toaleta! Może powinniśmy dokupić do niego jeszcze pozłacaną kuwetę?

Ekskluzywność żwirku bentonitowego Super Bene Canadian Cat nie przejawia się jednak w nikomu niepotrzebnym i niczemu nie służącym blichtrze. Wręcz przeciwnie – ekskluzywność to w tym przypadku użytkowość!

O praktycznych cechach żwirku powiedziałem już sporo powyżej, teraz małe podsumowanie.

  • Maskuje zapachy, co jest szczególnie istotne dla osób wrażliwych, o czułym powonieniu.
  • Drobniutkie ziarenka idealnie formują się wokół kocich pozostałości, co ułatwia czyszczenie kuwety. W połączeniu z wyjątkowym wchłanianiem sprawiają, że Canadian Cat jest wyjątkowo wydajny i ekonomiczny. Jest to jak najbardziej w duchu „zero waste” – nie marnujemy żwirku wygarniając za jednym razem pół kuwety. Drobne, delikatne ziarenka to także cudowna sprawa dla kotów, a dokładniej – ich delikatnych łapek! Zauważyłem, że po styczności z tym żwirkiem koty tak często, jak dotąd, nie czyszczą łap – czyli najwyraźniej ten żwirek nie przyczepia się do nich.
  • Nie pyli się, co jest szczególnie ważne dla zarówno dla właścicieli, jak i kotów z astmą.
  • Nie roznosi się! A to piękna wiadomość dla osób, które podobnie jak ja, za sprzątaniem nie przepadają (delikatnie mówiąc).

Koty wiedzą lepiej!

Mamy 3 kuwety dla 2 kotów. Specjalnie dla celów testu tylko 1 kuwetę wypełniłem żwirkiem Canadian Cat. Jaki efekt? Od ponad dwóch tygodni czyli od momentu, kiedy zaczęliśmy go testować, czyszczę tylko jedną kuwetę – tę ze żwirkiem Super Benek Canadian Cat. Dobra wiadomość dla kotów, gorsza dla mnie, bo zostałem z zapasem poprzedniego żwirku, co nie jest już takie „zero waste”. Ale przecież koty nie mogą się mylić.

Andrzej

Żwirek Canadian Cat dostępny jest w wersjach baby powder, lavender oraz unscented.

 

Ankieta Kocia Kołyska dla wszystkich miłośników kotów!

Kochane Kociary i Kochani Kociarze! Nie chcę pisać w ciemno, do „niewiadomokogo„. Chcę, by ten blog stanowił dla Was źródło przydatnej na co dzień wiedzy i odrobinę dobrej rozrywki jednocześnie. Dlatego też proszę Was, weźcie udział w naprawdę króciutkiej, ANONIMOWEJ ankiecie, która pozwoli mi lepiej dopasować treści i formę do Waszych oczekiwań. Jeśli w Waszej rodzinie, w gronie znajomych online lub offline są również miłośnicy kotów, prześlijcie im link do ankiety. Im więcej opinii się zbierze, tym większe będzie i Wasze zadowolenie!

Kot albo ja! Wyobrażacie sobie takie ultimatum?

Dziewczyna powiedziała mu „Kot albo ja!”. Chłopak wybrał… kota. Wyobrażacie sobie taką historię? Zdarzyła się ona naprawdę, a opowiedział ją jeden z użytkowników popularnego serwisu Reddit.

Byli ze sobą od siedmiu miesięcy, kiedy to jego dziewczyna postawiła mu ultimatum: pozbądź się kota albo to koniec naszego związku!

Wybrał kota.

Cóż, może nie doszłoby do tak drastycznej sytuacji, gdyby tylko wcześniej zauważył niepokojące znaki ostrzegawcze.

„Jest bardzo konserwatywną weganką i już na początku naszego związku dała mi jasno do zrozumienia, że priorytetem jest dla niej świat i życie wolne od okrucieństwa. Będąc już pescatarianinem nie miałem trudności z przejściem na dietę w pełni roślinną. Moja dziewczyna była ze mnie dumna, że uwolniłem się od okrucieństwa i wszystko wydawało się w być porządku”.

Po nawróceniu się zostali najprawdopodobniej najbardziej znaną parą wegan na całym kampusie uniwersyteckim. Miss Vegan rozpoczęła realizację planu pt. Stworzenie Idealnego Chłopaka.

„Sprawy nabrały tempa przez pandemię koronawirusa i kwarantannę. Siłą rzeczy spędzaliśmy ze sobą więcej czasu, zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości naszego związku, zaczęliśmy poważnie rozważać kupno wspólnymi siłami nowego mieszkania albo też by jedno z nas wprowadziło się do drugiego.

Jednak po wielu rozmowach i planowaniu moja dziewczyna sprowadziła mnie na ziemię zrzucając prawdziwą petardę. GF posadził mnie i zrzucił na mnie pocisk bombowy. Powiedziała, że jeśli myślimy poważnie o związku, to ona nie widzi w tej przyszłości mojej kotki. Stwierdziła, że posiadanie kota jest nie do przyjęcia dla wegan, ponieważ koty polują na myszy i jedzą mięso, a sam fakt posiadania zwierzaka jest naruszeniem zasad wegańskich.”

Jeśli czytając te słowa uważasz, że to pokrętna logika, nie jesteś jedyny: dziewczyna faceta chce, żeby porzucił ukochane zwierzę, ponieważ kot je mięso i może polować na myszy (choć z posta nie wynika czy kot jest wychodzący, a myszy chyba na amerykańskim kampusie nie ma).

Ale to nie wszystko!

„Byłem w szoku. Powiedziałem jej, że absolutnie nie mam zamiary rezygnować z kota, a kociak nie ma innego wyjścia, jak tylko jeść mięso. Moja dziewczyna wściekła się i powiedziała 'Ile mięsa zjada ten twój kot? Ile zwierząt zginęło, by wyprodukować całe to jedzenie? Czy gdyby to było ludzkie mięso też nie miałbyś nic przeciwko temu?’”

Wtedy to już się wściekłem i powiedziałem mojej dziewczynie, że byłbym wdzięczny, gdyby opowiedziała mi o swoich teoriach na temat kotów zanim zaczęliśmy być ze sobą poważnie. Ale ona ciągle mówiła tylko o kotach zabijających zwierzęta. Byłem tak zły, że trzasnąłem drzwiami i opuściłem mieszkanie mojej dziewczyny. Po powrocie do domu przytuliłem się do mojej kotki! Od razu poczułem się lepiej, ale tylko do czasy, kiedy moja dziewczyna wysłała mi link do wątku na Reddit, w który ludzie opowiadają się za… wytępieniem kotów domowych. Brak słów!”

Wątpimy bardzo, by Miss Vegan, (była) dziewczyna bohatera naszej opowieści, naprawdę przemyślała kiedykolwiek to, co mówi.

Koty żyją z ludźmi od tysięcy lat. Proces udomowienia skutkuje zmianami genetycznymi, które czynią koty bardziej przyjaznymi, towarzyskimi i ciekawskimi niż ich dzicy przodkowie, kosztem cech – takich jak agresywność i ostrożność – które pomogłyby im utrzymać się przy życiu na wolności. To kompromis natury i zdarza się to u każdego udomowionego gatunku.

Innymi słowy, koty domowe nie mają „naturalnego środowiska”. Nie mają domu na wolności i znajdują się pod opieką i ochroną dobrych ludzi.

Udomowiliśmy je, więc naszym obowiązkiem jest o nie dbać.

Jeśli weganom rzeczywiście zależy na tym, by położyć kres cierpieniom zwierząt, to eksterminacja całej populacji kotów – milionów zwierząt – wydaje się co najmniej dziwnym sposobem. Delikatnie mówiąc, bo ja ująłbym to dosadniej. Szalonym, chorym, bezdusznym, który mógł się narodzić jedynie w wyjątkowo popapranym umyśle.Podobnie sprawa ma się z porzucaniem zwierząt, które będą potem skazane na krótkie, niebezpieczne, koszmarne życie bez ludzkiej opieki.

Na szczęście nasz bohater odmówił porzucenia swojego kota, z którym był już ponad trzy lata, porzucił za to Miss Vegan.

„Oczywiście zerwaliśmy” – napisał w ostatnim poście. „Nigdy, przenigdy nie oddałbym mojej kici. Wielu użytkowników komentowało, że ta sytuacja odnosi się raczej kontroli, a nie weganizmu. Patrząc na to z perspektywy czasu widzę, że faktycznie, była to próba przejęcia kontroli nad moim życiem przez moją dziewczynę. Musiałem być wtedy ślepy”.

I to się nazywa prawdziwa miłość! Do kotów, rzecz jasna.

PS A może to była zwykła kobieca zazdrość? Jak myślicie? Dajcie znać w komentarzach!

źródło: Reddit, foto: Hutomo Abrianto z Pexels

Czy koty widzą w nas swojego Pana czy… Pupila?

Na pewno nie raz zastanawialiście się, jak postrzegają nas koty? Z psami – z całym szacunkiem, nie obraźcie się psiarze – sprawa jest prosta. Może to i politycznie niepoprawne, ale sprawa jest jasna: jest Pan i jest Pies (żeby już nie powiedzieć sługa). W naszym, kociarzy przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana. Zastanówmy się zatem wspólnie czy koty widzą w nas swojego Pana czy może raczej… Pupila? Kto ma kota (a nie dopiero o nim marzy), ten wie o czym mówię.

Czy kot przybiegnie na każde Wasze zawołanie? Czy ślini się na Wasz widok? Czy kot potulnie skuli pod siebie ogon, kiedy coś nabroi? Czy kot aportuje na rozkaz? Czy kot wie, że wolno mu leżeć tylko na specjalnie wyznaczonym legowisku? Tak… i w tym miejscu rozlega się chóralny i gromki śmiech wszystkich kociaciarzy.

Bo wiemy, że kot, niczym wiatr, chodzi gdzie chce, robi co chce, a na dodatek uważa to za zupełnie naturalne. Wszyscy znamy chyba ten wyraz kociego niedowierzania, „a co się stało, że niby coś złego zrobiłem, że niby ja???” Po doświadczeniach z naszymi kotami wiem, że owszem, reagują na swoje imię, ale głównie wtedy, kiedy dotyczy to napełniania miski z karmą albo czyszczenia kuwet. Ba, nasza Reszka i Lucky nawet aportują! I to jak! Z biegiem z przeszkodami, z przewrotkami, z aportem pod same ręce, nogi. Problem w tym, że głównie wtedy, kiedy Gytha Ogg wybiera się do pracy albo robi obiad, a ja siedzę przed monitorem przygotowując kolejny niezwykle interesujący, fascynujący, no piękny po prostu koci artykuł specjalnie dla Was.

Dość gadania, przechodzimy do konkretów. Zatem: Czy koty widzą w nas swojego Pana czy Pupila?

Przede wszystkim, koty nie są zwierzętami stadnymi, dlatego też nie ma wśród nich jasnej hierarchii.  Oczywiście, istnieją koty dominujące i koty uległe, ale w przeciwieństwie do psów rzadko można znaleźć wśród nich osobnika w rodzaju „kota alfa”. Udowodniły to liczne obserwacje w kocich enklawach, jak na przykład na Aoshimie, jednej z japońskich „kocich wysp” (swoją drogą, fajna ciekawostka, kiedyś do niej wrócimy!).

To już pierwszy powód, dla którego w ogóle nie powinniśmy używać określenia „Pan” w stosunku do kotów. Jeżeli już koniecznie chcecie się jakoś nazwać, określić w tym ludzko-kocim związku, to najbardziej właściwe będzie określenie „życzliwy dostawca”. Wy zapewniacie im miejsce do spania, jedzenie, rozrywkę i towarzystwo, a to zachęca kota do pozostania z Wami. [1]

Jednym z zabawniejszych aspektów relacji człowiek-kot, jest to, że niektóre koty postrzegają nas jako… opóźnionych w rozwoju i niekompetentnych.

Czy komuś z Was zdarzyło się, że kot przyciągnął do domu na wpół martwe zwierzę? Myśleliście, że to prezent? Przemyślcie to sobie jeszcze raz. Kot zapewnia w ten sposób łatwą zdobycz, uważając Was za zbyt głupich lub nieudolnych, by złapać żywą, zdrową mysz. Myli się? Złapaliście kiedyś mysz?

Nawet miauczenie jest również – w pewnym sensie – oznaką tego, że kot uważa Was za upośledzonych na umyśle. Koty komunikują się miedzy sobą mową ciała, zwłaszcza ogonem. [2]
Ludzie na ogół kiepsko interpretują to, co koty chcą nam powiedzieć, więc jedyną opcją jest krzyczenie na nas. Biorąc pod uwagę długą historię wspólnego życia kotów i ludzi stało się to już standardem.

A czy ktoś z Was kiedykolwiek pomyślał, że kot może uważać nas za swojego zwierzaka? Przecież kotom nie tylko brakuje wiedzy na temat zwierząt domowych i ich roli na Ziemi, ale też jesteśmy zbyt duzi, zbyt potężni i zbyt „uparci”, aby być zwierzętami domowymi (na pewno?). To bardzo skomplikowana relacja. Koty postrzegają nas jako większe koty, ale jednocześnie uznają, że nie jesteśmy tacy sami jak one.

Ok, było trochę zabawnie, na koniec poważny fakt dotyczący relacji człowiek-kot, o którym niestety zbyt często zapominamy.

Pamiętajcie, jak wspaniała oznaką wielkiego zaufania jest to, że kot w ogóle zbliża się do człowieka. Brutalnie mówiąc, fizycznie jesteśmy w stanie zabić kota domowego znajdującego się w zasięgu ręki, a mimo to kot leży na naszych kolanach i pozwala się głaskać. Wyobraźcie sobie, że dla kotka nowego domownika jest to doznanie takie, jakbyście Wy siedzieli na kolanach niedźwiedzia Grizzly albo czyścili swoją szczoteczkę zęby rekina żarłacza białego.
Więc kiedy następnym razem będziecie głaskać kotka, zastanówcie się przez chwilę nad tym, jakim zaufaniem musi Was darzyć, jak wielką w Was wiarę pokłada, że ten mały drapieżnik jest w stanie – dla Was! pokonać instynkt walki lub ucieczki.

Tak, koty są inne. Jak mawia Eli, „koty to czuby„. Na szczęście, mówi to pieszczotliwie, więc jej wybaczamy.

[1] Można to zastosować tylko do kotów, które mają dostęp na zewnątrz, w przeciwnym razie kot nie ma tak naprawdę wyboru.
[2] Dobrym porównaniem byłaby tu osoba, która mówi monotonnym głosem i nie porusza twarzą. Utrudniłoby to jakąkolwiek interakcję społeczną.

Andrzej

Jak sprawić, by dwa koty się polubiły – głosy w odwiecznej dyskusji

Co może być lepsze od kota? Dwa koty! Tak, to odwieczny dylemat, wieczna dyskusja wśród kociarzy. Każda opcja – jeden kot lub więcej kotów – ma równie wielu zwolenników, co przeciwników. Jednym z najczęstszych argumentów „przeciw” jest to, że koty się nie polubią. Że dojdzie do konfliktów, by nie powiedzieć zażartej walki o terytorium, jedzenie i codzienne pieszczoty.

Poruszaliśmy już ten temat we wpisieDwa koty w domu – dają radę? (…) na naszym własnym przykładzie Reszki i Lucky’ego, ale jak wynika z rozmów i szperania w sieci, temat wciąż jest żywy i mocno komentowany.

Skorzystaliśmy z serwisu Reddit, agregującego linki do najróżniejszych informacji, które ukazały się w Internecie. Nie mogło tam oczywiście zabraknąć informacji i o kotach. Reddit ma około 174 miliony zarejestrowanych użytkowników, jest więc z czego wybierać. Kilka porad, naszym subiektywnym zdaniem najciekawszych, najbardziej trafnych, wybraliśmy dla Was. Jeżeli macie problemy ze swoimi miziakami, może się Wam przydadzą.

Użytkownik cputnik proponuje proste rozwiązanie: wielokrotnie drapać je czule pod brodą tą samą ręką. Spowoduje to zmieszanie ich feromonów i ostatecznie pomyślą, że pochodzą z tej samej paczki i same dzielą się feromonami.

Inni użytkownicy reddit’a twierdzą, że działa to nawet z innymi zwierzętami, np. psami. Jeden z nich do ukrywającego się w łazience kota wpuszczał pojedynczo psy (ma 3 psy i 1 kota). Następnie głaskał jednocześnie psa i kota obiema rękami na zmianę. W ten sposób też zmieszały się psie i kocie feromony. Podobno teraz cała banda zwierzaków je razem, śpi razem i… rozrabia w całym domu również razem.

Zmodyfikowaną wersję proponuje chefyaboy_rd. U niego podziałało podawanie tą samą ręką w tym samym czasie suchej karmy albo kocich przysmaków. Po pierwsze, zmusiło to dwa koty, które jak wiadomo są łakomczuchami, do podejścia do niego jednocześnie. Koty są też ciekawskimi łakomczuchami, dlatego też z czasem zaczęły się obwąchiwać i pocierać pyszczkami. Przecież trzeba sprawdzić czy on/ona nie dostali czegoś lepszego, prawda? I w ten sposób także dochodzi do mieszania feromonów, a co najważniejsze, rozkwita poczucie bliskości. 

Bardzo wiele, w zasadzie wszystko, zależy od nas. To nas najpierw kot musi polubić (jak do tego dojść opowiemy wkrótce). Jeżeli nie lubi nas, nie ufa nam, na niewiele zdadzą się nasze zabiegi. Po prostu je zignoruje. To my musimy zadbać o to, by każdy z naszych kotów czuł się komfortowo na swoim terytorium. Musimy je także zachęcać do interakcji, która pomaga kotom poczuć się częścią tego samego stada, a nie konkurencją lub potencjalnym drapieżnikiem.

Jak my poradziliśmy sobie z naszymi dwoma kotami, które w pierwszych dniach pałały do siebie nienawiścią i agresją, a teraz kochają się jak wariaty? Poczytajcie o tym we wspomnianym wpisieDwa koty w domu – dają radę? (…) . Zdradzimy tylko tyle, że postawiliśmy na… naturalność!

 

4 projekty DIY, które możecie wraz z dziećmi zrobić dla swoich kotów

Utknęliście w czterech ścianach na przymusowej kwarantannie? Nudzi Wam się, a macie dzieci i koty? Hm, jeżeli macie dzieci i koty, to na pewno Wam się nie nudzi, ale i tak spróbujcie oderwać się od telewizora, komputera i zróbcie coś dobrego. Dla całej rodziny. Mamy na to przepis.

Połączcie przyjemne z pożytecznym: zaangażujcie do wspólnej zabawy dzieciaki, a przy okazji sprawcie miłą niespodziankę kotu. W sieci (no tak, mieliście się oderwać od komputera, ale zróbcie wyjątek) bez problemu znajdziecie setki poradników, instrukcji, a nawet filmików na różnego rodzaju kocie DIY (Zrób To Sam). Wybrałem dziś dla Was kilka najprostszych – bo sam mam dwie lewe ręce i z daleka omijam rzeczy, do których instrukcja liczy więcej niż pół strony tekstu. Na tyle prostych, że bez problemu zrobicie je z dziećmi w dowolnym – prawie – wieku. Dla równie, co ja, leniwych dodałem też autorskie przepisy na stworzenie prezentowanych poniżej gadżetów.

1. Legowisko dla kota bez szycia

Będziesz potrzebował:
Dwa kawałki polaru dokładnie tego samego rozmiaru
Jedna niepotrzebna poduszka albo stare podpinki, wypełniacze, itp.
Nożyce
Linijka
Taśma, np. dwustronna lub maskująca.

Instrukcja:
Dopasuj kawałki tkaniny, zwiąż delikatnie na rogach. Do środka włóż poduszkę lub wypchaj innymi, dowolnymi „wypełniaczami” (miękkimi!). Zwiąż mocniej rogi tkanin. Możesz je także dodatkowo zabezpieczyć taśmą. Boki tkaniny możesz przyciąć nożyczkami, postrzępić, tworząc gustowne frędzelki.

Moja wersja: Zostaw otwartą szafę z półkami na ubrania, wysuniętą szufladę na skarpetki. Kot sam zorganizuje tam sobie natychmiast najlepsze legowisko na świecie.

Na sweterkach i dżinsach śpi się najlepiej

2. Zabawka dla kota z wkładu po ręcznikach papierowych (lub papierze toaletowym)

Będziesz potrzebował:
Pusta kartonowa rolka-wkład po ręcznikach papierowych lub papierze toaletowym
Nożyce
Smakołyki (opcjonalnie)

Instrukcja:
Nacinanamy rurkę na obu końca tworząc paski szerokości palca. Wyginamy nacięte paski na zewnątrz. Zawijamy je ze sobą, przeplatając tak, żeby utworzyły bryłę. Do środka można wrzucić kocie smakołyki albo kocimiętkę.

Moja wersja: Po prostu rzuć kotu wkład po rolce. Jeszcze zabawniejsze jest rzucenie całej rolki papieru toaletowego, ale ten w dzisiejszych czasach lepiej oszczędzać.

Jak mawiali moi rodzice: dobre dziecko byle czym się zabawi

3. Zabawka z kocimiętki z polaru

Będziesz potrzebował:
Kwadratowy kawałek polaru lub dowolnej tkaniny dowolnego rozmiaru
Kocimiętka.

Instrukcja:
Wytnij z tkaniny kwadrat, połóż na twardej powierzchni. Na środek tkaniny rozsyp trochę kocimiętki. Zwiąż mocno wszystkie przeciwległe rogi.

Moja wersja: Zaparz sobie herbatę miętową albo ziołową. Lucky, dla przykładu, dostaje świra na punkcie herbatki dla wrzodowców. Porywa torebkę, rozrywa, tarza się w niej, wącha, galopuje z nią i wokół niej, jakby wstąpił w niego demon. Norma.

W oczekiwaniu na popołudniową herbatkę

4. Domek dla kotka

Będziesz potrzebował:
Kartonowe pudełko
Markery, farby, naklejki lub inne ozdoby (przyjazne i bezpieczne dla kota!)

Instrukcja:
Weź kartonik, pudełko i… puść w ruch wyobraźnię! Możesz w nim wyciąć otwory różnego kształtu, dać dziecku do ręki markery, farby i niech szaleje! Może pomalować pudełko na różne kolory, przyozdobić naklejkacmi

Moja wersja: Nie spiesz się i nie męcz się z rozpakowywaniem paczki, która właśnie do Ciebie nadeszła. Kot poradzi sobie szybciej i mniej się przy tym zmęczy. Ba, nawet będzie się dobrze bawił. Nie spiesz się z wyrzucaniem pudełka na śmietnik. Kotu posłuży jeszcze długo (do czasu nadejścia kolejnej paczki).

Very Important Pet
To ja ci pomogę to rozpakować…

A może sami stworzyliście już jakiś koci gadżet? Pochwalcie się nim na naszym fanpejdżu KociaKolyskaCats!

Andrzej

Kocia Kołyska – Wszystko o kotach

Exit mobile version