Dzień Czarnego Kota 2019 już jutro! Bo czarne jest piękne!

Dzień Czarnego Kota 2019 już jutro, w niedzielę, 17 listopada! Święto wyjątkowo, bo honorujące wyjątkowego w historii, a i obecnie kota. Czarnego Kota!

Jutrzejszego, dorocznego święta proszę nie mylić ze Światowym Dniem Kota, które to święto przyda na 17 lutego. Jutro balują wyłącznie czarnulki. Dość się bidulki, że tak do rymu powiem, przez lata nacierpiały. Czas sobie pobalować! Swoją droga tak, jakby koty nie balowały sobie na co dzień.

Przewrotne koleje losu Czarnego Kota

A czemu wycierpiał? No właśnie, nie wiadomo! Ale to one mają najgorszą sławę wśród kotów! Przyznać się, kto choć raz w życiu się nie zawahał, kiedy drogę przebiegł mu czarny kot? Brrr, straszne! A czy RZECZYWIŚCIE spotkał Was po takim zdarzeniu jakiś PECH?

Czarne koty mogą mieć zakodowany genetycznie lekki zawrót… świadomości – raz były ubóstwiane, raz prześladowane. W starożytności były uważane za zwierzęta święte. Czarna była egipska bogini Bastet i dwa koty z zaprzęgu germańskiej bogini Frei. W średniowieczu – za zwierzę nieczyste, dziecię szatana i służebnicę czarownicy. Do życia codziennego weszły jako symbol pecha.

Zapracowały na to latami tylko i wyłącznie przez… swój kolor! Czarny kojarzył się co niektórym z tajemnicą (to akurat prawda), a dalej idąc – czarną magią. Czyż to nie przejaw rasizmu?

Dzień Czarnego Kota 2019

Na szczęście Czarny Kot doczekał się swojego święta! Dzień Czarnego Kota obchodzony jest 17 listopada (to już jutro!). Święto to ustanowione zostało dopiero w 2007 roku przez włoskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt i Środowiska (AIDAA) oraz Ruch Obrony Czarnych Kotów. Żeby było jeszcze bardziej magicznie i tajemniczo, ustanowiono je w dzień wyjątkowy – w piątek 17 września o godzinie 17. A żeby było jeszcze bardziej przewrotnie – liczba 17 jest we Włoszech uważana za najbardziej pechową, 17. dzień miesiąca jest tam najbardziej pechowy, a na dodatek Włosi nie mogą się wypierać, że to właśnie w Italii czarne koty były – i są! – wyjątkowo prześladowane. Według statystyk sprzed kilku dobrych lat, we Włoszech żyje ponad milion czarnych kotów, a co roku około 30 tysięcy ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Przypadek? Raczej nie – mówi się o praktykach satanistycznych i składaniu czarnych kotów w ofierze.

Symboliczne znaczenie Dnia Czarnego Kota

Celem tego święta jest zwrócenie uwagi na konieczność opieki nad czarnymi kotami, ale i walka z uprzedzeniami oraz przesądami, które są wyjątkowo niebezpieczne dla czarnych kotów. Nawet jeżeli nie macie w domu czarnego kota, z którym wspólnie będziecie jutro świętować, i tak możecie coś zrobić dla czarnej społeczności: „Zachęcamy wszystkich właścicieli i miłośników czarnych kotów do zapalenia świecy w oknie lub na balkonie, aby pokazać miłość do tych zwierząt i powiedzieć dość praktyce zabijania czarnych kotów” – mówił swego czasu Lorenzo Croce, prezes AIDAA.

Kilka ciekawostek o czarnych kotach

  • Czarne umaszczenie futra spotykane jest oprócz kota domowego u 11 gatunków dzikich kotowatych.
  • Melanizm częściej występuje u kocurów niż u kotek.
  • Nie wszędzie czarny kot przebiegający drogę zwiastuje pecha. W Japonii spotkanie czarnego kota to dobry omen.
  • W Szkocji pojawienie się czarnego kota na progu domu oznacza pomyślność i szczęście. Podobnie w hrabstwie Yorkshire.
  • Mówi się, że czarne koty odbijają negatywne emocje płynące do nas od innych ludzi. W tym m.in. wszelkie klątwy i tzw. „złe oko”. Cóż, a to akurat naprawdę wywodzi się już z okultyzmu.
  • To najrzadziej adoptowany kolor wśród kotów. Z dwoma wyjątkami – w Stanach Zjednoczonych czarne koty są adoptowane najchętniej, a i my z M. adoptowaliśmy jedno po drugim dwa czarne koty.

Nasze czarne koty – Reszka i Lucky

Zatem i my będziemy jutro świętować. No dobra, może i trochę to naciągnąłem. Pierwsza, Reszka, w dzieciństwie przypominała bardziej szylkretkę, a drugi, Lucky, jak na dżentelmena przystało, nosi na co dzień biały krawat i białe skarpetki. Ale co tam, corne te małe diobołki są i basta! Jako, że jestem przesądny – kurcze, naprawdę? – nie mogę już dziś złożyć Wam wszystkim czarnulkom życzenia WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Ale za to wpadliśmy z M. na wspaniały pomysł, jak uczcić czarne koty w naszym kraju. Nie uwierzycie, w ten sekundzie na to wpadliśmy! Otóż…

Postulujemy wpisanie Dnia Czarnego Kota do oficjalnego kalendarza świąt państwowych – na „czerwono”!

I wpisanie do tegoż kalendarza święta „na czerwono”, jako święta narodowego i dnia ustawowo wolnego od pracy! A jeżeli święto wypada w niedzielę, jak w tym roku, z dniem wolnym do wybrania!

Jest to jak najbardziej zasadne, biorąc pod uwagę:

  • jak wiele idiotycznych świąt widnieje w naszym kalendarzu
  • słowa „czarny kot: brzmią dla zdecydowanej większości ludzi bardziej znajomo, niż słowa-nazwy co niektórych oficjalnie obowiązujących świąt
  • jak wiele wspaniałego dają nam czarne koty (sprawdź chociażby wpis: Jak koty poprawiają nastrój. Historia prawdziwa z filmikiem)
  • że można uznać czarne koty za męczenników – tyle wycierpiały przez nas i od nas, ludzi, na przestrzeni dziejów
  • że czarne koty odbijają złą energię – a tej niestety w tym narodzie nie brakuje
  • że jesteśmy przeciwko rasizmowi i za uprawnieniem (no, kto powie, że czarne jest gorsze, no? odważysz się?
  • że okazji do świętowania nigdy za wiele – szczególnie w towarzystwie kotów

Jesteście za? Dopiszcie się, prosimy, w komentarzach na naszych profilach: Kocia Kołyska na Facebooku oraz Kocia Kołyska na Instagramie!

Zobacz również: Czarny kot memy z okazji Dnia Czarnego Kota 2019!

Czarny kot memy z okazji Dnia Czarnego Kota 2019!

Czarny kot to chyba najbardziej z tajemniczych kotów. Pomijając już, że wszystkie koty tajemnicze są. Czarny kot przynosi pecha, czarny kot to nieodłączny towarzysz czarownicy i w ogóle czarci pomiot.

Wiecie, że czarne koty też palono na stosie??? Tak, i do takich idiotyzmów dochodziło w okresie polowań na czarownice.

Dziś też nie ma najlepszej sławy. Wciąż wielu nie pójdzie dalej, jeżeli drogę przebiegnie im czarny kot. Bo to przynosi pecha. Jak się przekonacie z memów, to bzdura. Zresztą, czyż wszystkie zabobony i przesądy nie są jedną wielką bzdurą? Ale to już temat na inną opowieść.

Z drugiej strony, czarny kot to jeden z najukochańszych kotów wielkich, i nierzadko równie tajemniczych, postaci. Czarny kot to też bohater wielu legend, przypowieści, powieści, które weszły do kanonu literatury światowej. Ale to już tym bardziej temat na inną opowieść.

„Czarny kot memy” – to jeden z najpopularniejszych zwrotów w wyszukiwarkach internetowych. Nie, nie dlatego powstał ten wpis, ale dlatego, że i my mamy aż dwa czarne koty. Czy trzeba dodawać, że ukochane czarne koty? Co prawda, nazywane czasami „małymi, czarnymi diobołami” albo wręcz „szatańskim pomiotem”, ale to… w chwilach, kiedy naprawdę już wchodzą na głowę. A i to pieszczotliwie.

Na szczęście Czarny Kot doczekał się swojego święta! Dzień Czarnego Kota obchodzony jest 17 listopada (to już jutro!). Święto to ustanowione zostało dopiero w 2007 roku przez włoskie Krajowe Stowarzyszenie Obrony Zwierząt i Środowiska (AIDAA) oraz Ruch Obrony Czarnych Kotów. Żeby było jeszcze bardziej magicznie i tajemniczo, ustanowiono je w dzień wyjątkowy – w piątek 17 września o godzinie 17 (liczba 17 jest we Włoszech uważana za najbardziej pechową).

Czas zatem, by powalczyć ze stereotypami i udowodnić, że czarny kot nie być kojarzony z pechem! Czarny kot to „the best of the best of the best” (jak mawia M.). Wiemy coś o tym, bo Reszka i Lucky przypominają nam o tym w każdej sekundzie naszego wspólnego życia. Ale… tak, to już wiecie – to już temat na zupełnie inną opowieść.

Zobacz również: Dzień Czarnego Kota 2019 – wszystko o tym święcie!

Czarny kot memy z okazji Dnia Czarnego Kota 2019

 

Jak koty poprawiają nastrój. Historia prawdziwa z filmikiem

Koty poprawiają nastrój lepiej niż prozak, różanecznik i zioła zakonników bosych. O tym wie chyba każdy kociarz, dlatego ten tekst jest raczej przeznaczony dla niezdecydowanych. Dla tych, którzy jeszcze się wahają, którzy jeszcze nie wiedzą, że koty to najlepsze, co może ich w życiu spotkać. Pomijając zdrowie i miłość, ale to się przecież nierozerwalnie łączy.

Miałem naprawdę fatalny dzień. Nie jakiś jeden z tych zwyczajnych złych dni, ale taki, w którym wszystko się wali od samego rana, wszystko leci z rąk i to prosto na głowę. Nikt nie uwierzy w to, co się wydarzyło. Bo brzmi to jak kiepska historyjka wymyślona na potrzeby tego tekstu, na poparcie zawartej w tytule tezy (ale mam świadka!). Kiepska, bo takie rzeczy i aż takie rzeczy nie mają prawa się zdarzyć. Ale już dawno temu przekonałem się, że

jeżeli coś nie ma prawa się zdarzyć, to na pewno zdarzy się to właśnie mnie.

Obudziłem się z potwornym bólem głowy i cały połamany. Mamy wielkie łoże i naprawdę wygodny materac, a mimo to nie mogłem rano ruszyć ręką. Zaspany zalałem wrzątkiem stare fusy po kawie, zamiast świeżo wsypanej do kubka kawy. Tradycyjnie o poranku zrobiłem sobie sieciówkę – przegląd najważniejszych news’ów z interesujących mnie dziedzin. Czy muszę dodawać, że od razu straciłem poranny optymizm? Kto choć trochę orientuje się w bieżącej sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej tego kraju, ten dobrze wie, że 90 proc. codziennych doniesień może wpędzić człowieka myślącego w depresję.

Próbowałem zająć się normalną pracą, ale:

  1. wciąż byłem niewyspany
  2. laptop zaczął rzęzić jak traktor i pędzić niczym ślimak na emeryturze
  3. strona wywaliła komunikat błędu (ciekawe skąd się wziął?)

i zamiast zająć się normalną pracą przez kilka godzin próbowałem

  1. ustalić przyczynę błędu
  2. źródło błędu
  3. wyszukać w sieci informacje „jak to do cholery naprawić”
  4. doprowadzić stronę do stanu używalności

Każdy mój dzień składa się z jakichś takich (…)

Postanowiłem się na chwilę oderwać od pracy i odstresować… zmywając naczynia. Zapomniałem, że jest wśród nich przypalony garnek. To nie był dobry pomysł. Lepszym było wyjście po pyszną drożdżówkę (ser-czekolada, polecam!) do drugiej kawy. Czy uwierzycie, że w drodze do sklepu (ok. 3 minut drogi pieszo) odebrałem aż 3 rozmowy telefoniczne?

  1. propozycja kredytu (chętnie, o ile nie będę musiał go spłacać)
  2. propozycja pakietu TV (nigdzie sobie nie zanotowali, że od lat nie mam w ogóle telewizora?)
  3. urzędowa – niemiła (a są miłe sprawy urzędowe?)

Trudno powiedzieć, która z nich bardziej wyprowadziła mnie z równowagi. Na pewno trzy kolejne, odebrane już w domu

  1. pomyłka (No co tam Wieśka u ciebie zamiast dzień dobry)
  2. towarzyska (bo komuś się nudzi, więc chciał porozmawiać o… czymkolwiek!)
  3. służbowa – bo kocham wręcz rozmowy z ludźmi, którzy nie rozumieją najprostszych rzeczy (albo udają, że nie rozumieją, co bywa jeszcze gorsze).

Dodam, że była dopiero 10 godzina. Żeby już nie zanudzać, w telegraficznym skrócie: nie załatwiłem tego dnia tego, co chciałem, debilnych rozmów przeprowadziłem bez liku, przytknąłem palec do drzwiczek pieca kaflowego (tak, rozpalonego, rozgrzanego), przypaliłem kolejny garnek (a w nim swój -teoretyczny, potencjalny obiad), pojechałem na drugi koniec miasta nadaremno (bo pani urzędniczka nie wiedziała, o czym mówii co robi), jakiś typ przede mną w kolejce zgarnął mi ostatni chlebek żytni, już w okolicach godziny 13-tej dostałem tzw. głupawki, dzięki czemu wyszedłem na idiotę (pierwszy to raz?), bo pomyliłem diametralnie i piramidalnie okienka konwersacji (ciekawe, jak długo rozmówcy zastawiali się „ale o czym on w ogóle gada i czemu do mnie takie teksty?”), a w okolicach godziny 18-tej zacząłem zasypiać nad klawiaturą.

Jak koty potrafią dobić człowieka

Wiem, kociarze się na mnie zaraz oburzą, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, którego choć raz koty nie wyprowadziły z równowagi. One to potrafią, jak mało które stworzenie na ziemi!

Nieważne, że wstałem przed czasem – o 4 nad ranem. Skoro mobilna lodówka (czytaj: ja!) jest już na nogach, znaczy powinna podać żarcie. Wypełzły moje kociaki (nie wszystkie, M. jeszcze spała) niewiadomoskąd i oczywiście hipnotyzują mnie wzrokiem, siedząc przede mną nieruchomo niczym porcelanowe figurki. Nie działa? Przeprowadzimy działania zaczepne! Reszka tradycyjnie i rytualnie staje na paluszkach, i szturcha mnie łapką – zareaguje czy nie? Lucky jest bardziej zdeterminowany – jego zdaniem, zadziała spacer po laptopie i zrzucenie z biurka jak największej ilości przedmiotów w jak najkrótszym czasie. Nie działa? Przeprowadzimy zmasowany atak! Zaczniemy się naparzać między sobą, oczywiście dziko wyjąc, piszcząc, miaucząc i dziko galopując!

jakim cudem 2 małe biegnące kotki wydają odgłosy galopującego stada bawołów pozostaje jedną z największych zagadek wszechświata

Wersja de luxe zmasowanego ataku polega na wgalopowaniu – z dzikim wyciem, piskiem i mauczeniem! – do sypialni, w której jeszcze śpi M. Gwarantowane, że tata zerwie sie z krzesła i pobiegnie za kotkami słodkimi kiciusiami, by je uspokoić i uciszyć, narobi przy tym jeszcze większego hałasu, mama się obudzi i wstanie, oczywiście wściekła i niewyspana, zatem chcąc nie chcąc, a chcąc rozładować napietą atmosferę, tata poleci szybko po miski i zajmie się kuwetami.

Ergo: Cel osiągnięty, 1:0 dla kotów (a bywa kiedykolwiek inaczej?)

Żeby nie zanudzać, w telegraficznym skrócie, co jeszcze kotki słodkie kociaki potrafią nawywijać w ciągu dnia:

  1. Chuligan Lucky zdążył podziurkować, powygryzać, porozrzucać pół kartonika, zanim zdążyłem w ogóle otworzyć paczkę. Dobrze, że jeszcze udało mi się sprawdzić, od kogo ją dostałem.
  2. Księżniczka Reszka zdążyła pożreć całą posypkę z dróżdżówki, którą kupiłem sobie specjalnie do porannej, drugiej kawy.
  3. Oboje razem lub sprawcy nie złapano na gorącym uczynku: wyć, piszczeć, galopować, biegać po klawiaturze laptopa, pokazywać słoneczko w trakcie jedzenia przeze mnie obiadu, rozkopać ziemię w doniczkach, nie trafić do kuwety, zrzucić coś, cokolwiek ze stołu, szafy, regału, domagać się pieszczot i/lub zabawy w momencie, kiedy mnie grunt pali się pod nogami i wszystko z rąk leci, zasnąć na klawiaturze laptopa, porwać wędlinę z kanapki, próbować ucieczki, kiedy otwieram drzwi listonoszowi, przegryźć kabel słuchawek (który to już komplet załatwiony), nadgryźć kabel ładowarki do telefonu (udało mi się przechwycić w trakcie), mordować się dziko i namiętnie (patrz filmik na końcu)

Czy ja już wspominałem, że w międzyczasie wyprowadziło mnie (wyprowadzało równocześnie) z równowagi miliard innych rzeczy? Mówcie, co chcecie, ale w chwilach załamania nerwowego człowiek ma ochotę wziąć za futro te małe, czarne diabły (no, chyba, że ktoś ma kota np. rudego) i zamknąć w transporterze na kilka godzin. Co najmniej.

Śniadanie w miłym towarzystwie (w sensie: możesz człowieku zjeść re(szt)ki)

Nieocenieni pomocnicy biurowi (no sam byś sobie człowieku nie dał rady!)

Jak koty poprawiają nastrój

Paradoksalnie – dla niektórych – koty poprawiają nastrój dokładnie w ten sam sposób, w jaki… potrafią go schrzanić.

Hipnotyzuje Cię, bo już o świcie marzy o jedzeniu, zabawie lub mizianiu? I świetnie! Spójrz w te piękne, szeroko otwarte, niewinne kocie oczy. Nie czujesz się już, natychmiast, od razu lepiej? Na pewno też wzruszysz się od razu, trzeba nakarmić kotka, kotek z głodu pada, taki ma wzrok proszący. Nieważne, że jadł kilka godzin wcześniej, a w misce dalej zalega karma.

Czy te oczy mogą kłamać?

Zastanów się przez chwilę, jak bardzo kot jest wyluzowany! Jak ma wszystko w… głębokim poważaniu. Dlaczego biega po klawiaturze, zrzuca wszystko na ziemię? Bo może! I w tej akurat chwili poczuł taką misję dziejową – Muszę biegać po klawiaturze! Ręka do góry, kto nie chciałby być równie wyluzowany, a przy tym skoncentrowany na realizacji zadań.

Zaczepia Cię, postukuje łapką, pakuje się na kolana? To się ciesz! To znaczy, że Cię kocha! Że potrzebuje Twojej obecności, dotyku, wspólnej zabawy. Doceń to, bo przecież everybody wants somebody to love.

A szalone gonitwy z przewrotkami? Przecież to czysta, żywa, radosna energia, młodość, zabawa, witalność, pierwotna siła natury, ruch, zdrowie, witalność… Długo można by wymieniać same pozytywy. Ilu z nas, obserwując dzikie kocie harce ma ochotę rzucić wszystko w diabły i dołączyć do zabawy. Większość zapewne nie tylko ma ochotę, ale to robi.

Koty nie tylko poprawiają nastrój, ale mają uspokajający, relaksujący, zbawienny, terapeutyczny wpływ na człowieka. Nie muszą nawet nic robić. Wystarczy, że po prostu są. Że są przy nas.

A jeśli nadal jesteś niezdecydowana(y), to jak najszybciej musisz spróbować zapoznać jakiegoś kota. Bo życie sobie marnujesz człowieku!

Koty poprawiają nastrój, bo… SĄ! Z Tobą!

Aż człowiek ma ochotę rzucić wszystko i dołączyć do zabawy

 

 

Karma dla kota Brit – z miłości do zwierząt

Właściwe odżywianie jest podwaliną dobrego zdrowia – zasada ta sprawdza się również w przypadku kotów. Podawanie kotom odpowiednio zbilansowanej karmy dodaje im energii, poprawia stan sierści, narządów zmysłów i ogólnej homeostazy kociego organizmu.

  1. Przede wszystkim ważny jest skład

  2. Dla wszystkich kotów, również tych z alergiami

Pełnowartościowa karma dla kota opiera się głównie na białkach zwierzęcych. Koty to drapieżniki, które w warunkach naturalnych odżywiają się głównie upolowanymi zwierzętami roślinożernymi – podawanie im zbyt dużej ilości białek roślinnych jest wbrew ich potrzebom. Zalety wybierania dobrze dopasowanej karmy dla kota doskonale widać na przykładzie karmy Brit.

Przede wszystkim ważny jest skład

Karmy dla kotów Brit wyróżniają się na rynku kociej żywności swoim zbilansowanym, bogatym składem. Opiera się on głównie na wysokiej jakości mięsie, któremu towarzyszą ryby, zioła, owoce, warzywa i inne składniki funkcjonalne, których koty potrzebują na co dzień. Karmy Brit zawierają więc m.in.:

  • mięso jagnięce, dzięki któremu tkanki i mięśnie są odżywione, a co za tym idzie, kot jest w świetnej kondycji fizycznej,

  • mięso łososia, będące źródłem składników poprawiających stan sierści i skóry kotów oraz pomagające utrzymać w dobrym stanie układ sercowo-naczyniowy,

  • składniki wspomagające odporność, np. probiotyki i witaminę C,

  • ostropest plamisty i inne zioła, które pozytywnie wpływają na pracę wątroby i polepszenie metabolizmu.

Podawanie kotu karmy Brit, dopasowanej do jego wieku, wielkości i wagi, zapewnia zwierzęciu pełną gamę składników odżywczych, potrzebnych do zachowania zdrowia i energii przez długi czas.

Dla wszystkich kotów, również tych z alergiami

Brit produkuje różnorodne karmy, dopasowane do potrzeb kotów w każdym wieku, o zróżnicowanej aktywności i z różnymi potrzebami żywieniowymi. Skład każdej mieszanki dobrany jest tak, aby zapewnić kotu potrzebną mu na cały dzień energię. Decydując się na zakup karmy Brit, dostępnej na https://zooart.com.pl/pol_m_Koty_Karma-dla-kotow_Podzial-wedlug-firm_Brit-1520.html można więc nabyć produkty wspierając ciągły rozwój kota.

Niektóre koty, szczególnie te, które przez długi czas otrzymywały nieprawidłowo dobraną karmę, mogą mieć problemy z układem pokarmowym. Również dla nich Brit przygotował specjalną linię produktów – Brit Care – w której znajdują się karmy pozbawione najczęściej spotykanych alergenów i składników drażniących delikatny, koci żołądek. Karmy dla kotów – alergików są więc pozbawione m.in. wieprzowiny, wołowiny, glutenu, soi i kukurydzy.

Materiał Partnera

Plastikowe miski dla kota. Bać się czy kupować?

Być może słyszeliście, że nie należy używać plastikowych misek do karmienia kota. Powszechnie uważa się, że plastikowe miski dla kota wywołują u kotów ropne zapalenie skóry czy trądzik podbródkowy. Niektóre problemy skórne pozwiązane z plastikiem bardzo często pojawiają się u dzieci, zatem obawy te nie są nieuzasadnione. Z drugiej strony, nie ma dokładnych danych naukowych na temat występowania tego typu przypadków u kotów.

William Miller, VMD, DACVD, szef sekcji dermatologii na Uniwersytecie Cornell, mówi: „Przypuszczalne złe reakcje na plastikowe miski były„ powszechne ”w przeszłości i związane były z rodzajem zastosowanego plastiku czy barwnika. Uważano, że czerwony plastik stanowi większy problem. Ponieważ jednak proces wytwarzania tworzyw sztucznych zmieniał się na przestrzeni lat, częstotliwość występowania alergii spadła lub, jak wynika z mojej praktyki, praktycznie całkowicie zaniknęła.”

W plastiku siedzi… BPA!

Bisfenol A (BPA) to substancja chemiczna stosowana w produkcji niektórych tworzyw sztucznych i żywic. Powszechnie spotykana w pojemnikach na napoje, BPA stała się modnym straszakiem, gdyż stwierdzono, że może przenikać do żywności i napojów. CO najgorsze, potencjalnie może mieć negatywny wpływ na mózg, zachowanie i gruczoł prostaty. Przeprowadzone w związku z tymi obawami badania FDA (amerykańska Agencja Żywności i Leków) dowodzą jednak, że „na obecnym etapie produkcji i poziomie występowania w żywności BPA jest bezpieczne”.

Plastikowe miski dla kota to fabryka bakterii!

„Ponieważ plastikowe miski dla kota mają lub mogą mieć porowatą powierzchnię, zastanawiam się, czy obserwowane reakcje alergiczne nie są spowodowane, na przykład, innymi rzeczami przylegającymi do powierzchni miski” – zauważa dr Miller. Porowata powierzchnia niektórych tworzyw sztucznych stanowi idealną przestrzeń życiową dla bakterii, a zarazem może być trudna do czyszczenia. To, w połączeniu z obecnością w misce karmy dla kotów pozwala bakteriom rozwijać się, a następnie przenosić się na podbródek kota podczas jedzenia.

Regularne mycie miseczek kota jest najlepszą obroną przed bakteriami. Połączenie wilgoci, cząstek jedzenia i śliny obecnych w miskach z jedzeniem i wodą tworzy idealne środowisko dla rozrostu bakterii.

Alternatywy

Jeżeli wolisz jednak dmuchać na zimne, istnieje mnóstwwo innych opcji. Może to być plastikowa miska dla kota wolna od BPA (sprawdź oznaczenie na etykiecie), możesz też postawić na miski ze stali nierdzewnej lub ceramiki.

Cornell Feline Health Center (Ośrodek Zdrowia Kotów w Cornell) ostrzega jednak przed używaniem ceramicznych misek jeśli opiekujesz się kotami na zewnątrz. W płytkiej, ceramicznej misce woda szybciej zamarza i tu rozwiązaniem może być użycie użycie grubej plastikowej miski (a idealnym – podgrzewacz wody).

Z kolei miski ze stali nierdzewnej mają wyjątkową trwałość i są łatwe do czyszczenia. Jeśli twój kot lubi bawić się miską z wodą (Lucky uwielbia, większość wylewa), spróbuj użyć miski o szerokiej podstawie z gumą na spodzie. Szeroka podstawa sprawia, że ​​miska jest trudniejsza do przechylenia w porównaniu do misek z poszerzanych u góry, a gumowy spód zapobiega poślizgowi.

źródło: Catwatch., foto: Luisella Planeta Leoni z Pixabay

Koty lubią być wysoko. Dlaczego?

Koty lubią być wysoko. Lubią spoglądać na wszystko i wszystkich z wysoka. Dlaczego?

Żartobliwie można by odpowiedzieć: Bo mogą! To zresztą odpowiedź na większość trywialnych i dziwnych  zarazem pytań dotyczących kocich zachowań.

Koty lubią być wysoko, bo mogą!

Ludzie zazwyczaj nie mają żadnych problemów z poruszaniem się w poziomie. Gorzej w pionie (pomijając oczywiście entuzjastów wspinaczki). Dlatego też wymyślili schody, drabiny, a już najbardziej leniwi – windy. Bez tych wynalazków raczej nie próbujemy piąć się w górę, pomijając zdobywanie górskich szczytów czy wdrapywanie się na drzewa w dzieciństwie. Jednak to, co nam sprawia trudność, dla kota jest dziecinną igraszką. W sensie dosłownym nawet.

Koty mogą wbiec na drzewo niemal tak łatwo, jak biegną przez podwórko. Nie dość, że wspomagają je pazury, to potrafią biegać szybciej niż ludzie, a to daje im większy impet, by wznieść się znacznie wyżej. Bez rozbiegu kot potrafi również wyskoczyć na wysokość przekraczającą… sześciokrotnie długość jego ciała!

Zaobserwujcie zresztą minę Waszego kota w sytuacji, kiedy patrzycie z niedowierzaniem: „Jak on tam wskoczył?” Jego mina mówi wyraźnie: „Mogłem, to wskoczyłem„.

Ze względu na widoki

Komu z Was widok ze szczytu góry nie zaparł choć raz tchu w piersi? Prawda, że to niezapomniane przeżycie? Tak samo dla kota.

Koty lubią widoki z góry. Pozwala im to obserwować swoje terytorium, uciec od niebezpieczeństw i zobaczyć, kto kręci się w ich otoczeniu – ofiarą czy napastnik. Trzymanie się z dala od drapieżników daje im poczucie bezpieczeństwa, którego potrzebują do spania i jedzenia.

Bezpieczeństwo ponad wszystko” – twierdzi certyfikowana behawiorystka kotów Marilyn Krieger z Kalifornii, autorka książki Naughty No More! Mówi, że siedzenie wysoko, możliwość patrzenia w dół, czy to z regału z książkami, czy z drzewa, sprawia, że kot czuje się bezpiecznie.

Warto zauważyć, że kot potrzebuje… drogi ucieczki. Wszystko po to, by nie wpaść w zasadzkę. Dlatego stresująca jest dla niego sytuacja, kiedy ma tylko jedną drogę w dół, jedną w górę. Warto wziąć to pod uwagę podczas urządzanie mieszkania, np. stawiając drapak dla kota. Szczególnie, jeśli mamy w domu więcej niż jednego kota – radzi Marylin.

Kolejny priorytet to oczywiście zdobycie pożywienia. Z wysoka łatwiej zobaczyć i usłyszeć „ofiarę”. Nawet, jeżeli będziesz nią Ty, niosąca miski z karmą.

Ponieważ są elastyczne jak sprężynka

Nie chodzi wyłącznie o giętkość, gibkość, ale i elastyczność w zachowaniu. Możesz się zdziwić, ale dla kotów takie przemieszczanie się po wysokościach jest formą komunikacji. Jeżeli masz, na przykład, dwa koty, być może zaobserwowałeś, że np. kot A rano siedział na szczycie szafy, a kot B na szczycie drapaka, po czym po południu zamieniały się miejscami.

Mogę też siedzieć, leżeć, jeden pod drugim, niczym dzieci na piętrowym łóżku.

Począwszy od okresu dojrzewania takie kocie ustawienia w pionie są niezwykle istotne dla ukazania panującej  w domu hierachii. Pozwalają przy tym uniknąć niepotrzebnej walki.

Drapaki, regały na książki, półki (możesz nawet samemu zrobić „półkowy” tor przeszkód dla kota!) zaspokajają pierwotne instynkty kota, który chce – potrzebuje – skakać i wspinać się. Pionowe punkty umożliwiają także kotom obserwowanie terytorium, zapewniają bezpieczeństwo, a także stanowią znakomite ćwiczenia fizyczne. Nie dziw się zatem, że Twój kot lubi być wysoko. Lubi, bo może. I potrzebuje!

oprac. na podst. Catster

Kocia Kołyska – Wszystko o kotach

Exit mobile version