Twój kot nie pije wody? 10 sposobów, by robił to chętniej!

Twój kot nie pije wody albo pije niewystarczająco dużo? Nie on jeden, zachowuje się tak większość kotów. Jeśli jednak martwi Cię to, że kot nie pije wody, to jest kilka sposobów, by robił to chętnie i częściej!

Wiemy, że koty same dają sobie radę. Zakładamy więc, że kot sam wie, co jest dla niego najlepsze. Również najlepsze dla jego diety czy zdrowia. Niestety, czasami zapominają się do tego stopnia, że kiedy kot nie pije wody, dojść może wręcz do odwodnienia! Jak zatem przekonać kota do picia wody?

1. Wybierz mokrą karmę

Karma mokra (puszki, saszetki) – jak sama nazwa wskazuje – jest mokra! Zdaniem wielu weterynarzy jest to najprostszy sposób, by zachęcić kota do picia i uniknąć odwodnienia.

Jeżeli kot nie chce jeść mokrej karmy (a są takie?), można dodać wodę lub bulion do suchej karmy i sprawdź, czy to zje. Są również specjalne sosy, a nawet zupki dla kotów.

2. Wypróbuj kostki lodu

Dodawanie kostek lodu do karmy ma wiele zalet. W lecie chłodzi, dostarcza wodę, a przy tym jest atrakcyjną i ciekawą zabawką dla kota.

3. Podawaj posiłki częściej i mniejsze porcje

Jedzenie pobudza pragnienie, więc kot, który częściej dostaje pokarm, będzie też pić więcej wody.

4. Ustaw miski na wodę w całym domu

Ułatw swojemu kotu dostęp do wody ustawiając miski w różnych pomieszczeniach, w różnych miejscach. Może to być dla niego również forma zabawy w polowanie na wodę.

5. Zwróć uwagę na lokalizację miski z wodą

Kot, który nie pije wody, może po prostu nie lubić miejsca, w którym ustawiona jest jego miska. Przede wszystkim, trzymaj ją z dala od kuwety. Czy Ty jadasz i pijesz w toalecie?

6. Upewnij się, że miski są regularnie napełniane

Wodę należy zmieniać co najmniej raz dziennie i regularnie myć miskę. Wiesz przecież, że koty to czyściochy. Co nie przeszkadza im… obślinić miseczek.

7. Zabawa z kranem

Bieżąca woda, kapiący kran, to doskonała okazja, aby zachęcić kota do picia! Dla zwierzaka to przede wszystkim jakaś ciekawa nowość, odmiana, okazja do zabawy. Zapewne nie raz widzieliście koty stojące przy zlewozmywaku czy umywalce, które podstawiają pyszczek czy język pod cieknącą z kranu wodę.

8. Dopraw wodę do smaku

Może się to Wam wydawać dziwne, ale niektóre koty lubią wodę smakową! Nie, nie chodzi od razu o słodki syrop malinowy czy wodę o smaku coca-coli. Ale można doprawić ją odrobiną sosu z tuńczyka lub z kurczaka.

9. Postaw fontannę (poidełko)

Wiele kotów lubi pić z fontann. Działa tu podobna zasada, co w przypadku kranu. Poidełka są atrakcyjne, ponieważ poruszająca się woda jest interesująca dla kota, a przy tym stale pozostaje świeża.

10. Eksperymentuj z różnymi rodzajami misek dla kotów

Koty są wybredne (zdziwieni?!). Do listy ich „fochów” śmiało można dodać miski. Przetestuj kilka rodzajów – szkło, stal nierdzewna, ceramika, plastik – bo może się okazać, że Twój kot ma określone preferencje.

Podsumowanie

Jak wiadomo, człowiek potrafi przeżyć bez jedzenia… ileś tam dni. Ale już bez wody się nie da. Tak samo jest w kocim świecie. Zapamiętajcie sobie jeszcze jedno:

Więcej wody = więcej sikania = zdrowszy kotek = szczęśliwsi wszyscy!

Zobacz również: Jak rozpoznać ból u kota?
Photo by Immortal shots from Pexels

Strach przed weterynarzem. Jak przygotować kota na wizytę w gabinecie?

Znaczna część kotów reaguje na gabinet weterynaryjny stresem lub paniką. Podstawowym błędem jest walka z przerażonym zwierzęciem – krzyczenie i narzucanie określonych zachowań może jedynie pogorszyć sytuację.

Spotkanie z weterynarzem może być dla kota bardzo stresujące. Regularnych wizyt trudno jednak uniknąć. Nawet czworonogi będące okazami zdrowia muszą przechodzić rutynowe badania, odrobaczenia czy szczepienia. Jak opanować strach kota i przygotować go do wizyty u weterynarza?

Przed wizytą u weterynarza

Jeżeli kot nie ma kontaktu z ludźmi od wczesnego dzieciństwa, prawdopodobnie już do końca życia będzie zachowywał wobec nich dystans. Największą ufnością wyróżniają się zwierzęta od urodzenia przebywające pod dobrą opieką. Wpływ opiekuna na poziom socjalizacji kota może jednak nie mieć większego znaczenia. Niektóre zwierzęta mają specyficzne predyspozycje osobnicze, o których decydują geny. Przekłada się to na trudności w opanowaniu zachowania kota w obcym otoczeniu, np. gabinecie weterynaryjnym.

Aby temu zaradzić, zwierzę najlepiej jak najwcześniej oswoić z transporterem. Można pozostawić go gdzieś w mieszkaniu i pozwolić kotu na swobodną eksplorację. Wewnątrz warto też włożyć kocyk lub ręcznik, tworząc tym samym komfortowe legowisko. Nie warto oszczędzać na przenośnikach – im solidniejszy, tym mniejsze ryzyko zepsucia w trakcie drogi do weterynarza. Lepiej natomiast unikać stosowania worków iniekcyjnych czy otwartych klatek, które przesadnie siłowo izolują kota.

Pobyt w poczekalni

U niektórych osobników nadmiar stresu negatywnie odbija się na zdrowiu, dlatego bardzo źle znoszą nowe miejsca i osoby. Nierzadko negatywnie wpływa to także na zachowanie opiekuna. W poczekalni lepiej unikać okazywania zdenerwowania. Nastrój może udzielić się kotu, przez co będzie bardziej intensywnie przeżywał całe zdarzenie. Należy też nastawić się na nieprzewidywalne reakcje zwierzęcia w czasie oczekiwania.

Kot może zachować się niespokojnie i agresywnie, często wykazując nietypowe dla siebie cechy charakteru. Warto zwracać uwagę także na pozostałych właścicieli w poczekalni. Należy chronić kota przed przypadkowym głaskaniem i dotykaniem, szybko zwracając uwagę i taktowanie odmawiając innym. Najlepiej mówić, że kot jest chory, nieszczepiony lub źle się czuje i potrzebuje spokoju. Rozwiązaniem problemu może być także zamknięty transporter.

Wizyta w gabinecie

Niestety, znaczna część kotów reaguje na gabinet weterynaryjny stresem lub paniką. Podstawowym błędem jest w takiej sytuacji walka z przerażonym zwierzęciem. Krzyczenie i narzucanie określonych zachowań może jedynie pogorszyć samopoczucie pupila. Zwykle kończy się to wzmocnieniem zachowań obronnych, a tym samym zadrapaniami u właściciela lub weterynarza. Warto więc zachować pełen spokój podczas działań lekarza.

Wywieranie dyskomfortu fizycznego zniechęca czworonoga do kolejnych badań, a jednocześnie zwiększa u niego potrzebę walki. Niektóre koty mogą reagować na weterynarzy neutralnie, a nawet pozytywnie. Kluczowe znaczenie ma odpowiednio wczesne przyzwyczajenie zwierzęcia do wizyt w gabinecie. Kot musi zaakceptować dźwięki i zapachy generowane przez sprzęt weterynaryjny oraz inne obce elementy otoczenia. Na miejscu uspokoić może go karma lub wzięty na drogę przysmak.

Kolejna porcja gadżetów dla miłośników kotów!

Kolejna porcja gadżetów dla miłośników kotów! Mniej lub bardziej potrzebnych, zabawnych i zwariowanych, w każdym razie zawsze z kotami w roli głównej!

Piramida mieszkalna (Pyramid Pet House)

Legowisko dla kotka w kształcie piramidy. Jak najbardziej pasuje, bo przecież piramidy to Egipt, a w prastarym Egipcie koty były bóstwami (a teraz i wszędzie nie są?).  Wykonane z czystej bawełny, elastyczne, łatwe w pielęgnacji – wystarczy stuknąć i kurz znika (tzn. ląduje gdzie indziej). Piramida dostosowana do kotów do 4,5 kg. wagi.

Cena: ok. 123 PLN

Wiszące krzesełko dla kota (Pet Cats Hanging Chair)

Wykonane z nietoksycznego futra, bezpieczne dla zwierząt. Dzięki półeczce, którą można zawiesić dosłownie wszędzie, jest to idealne, mobilne łóżko dla Twoich kotów.
Ultra miękka powierzchnia jest bardzo wygodna, pozwala na komfortowy sen, drzemkę czy chwilę relaksu. Konstrukcja modułowa – koc można zdjąć z półki, na przykład do czyszczenia.

Wymiary:46x30x25 cm
Cena: ok. 77 PLN

Zabawka – podajnik karmy (Shaking Pet Toy)

Nawet w największym kanapowcu czy nakolankowcu tkwią pierwotne instynkty. W tym również instynkt łowiecki. Wciąż silne jest u kotów domowych zamiłownie do polowania na myszy czy inna zdobycz nadającą się do jedzenia lub… zabawy. Shaking Pet Toy gwarantuje zaspokojenie wszystkich tych potrzeb. Umożliwia bowiem zabawę – namiastkę polowania – dzięki której kot sam zdobywa smakołyki.

Wymiary: Mała:8.5 cm
Duża:13.5 cm
Cena: ok. 27 PLN

Drzewodomek (Tree Branch Pet House)

Domek dla kota w kształcie drzewka. Wiadomo, koty lubią wspinać się na drzewa, a raczej trudno byłoby nam posadzić drzewo w mieszkaniu w bloku. Namiastką może być domek dla kota w kształcie drzewa. Wykonany z wysokiej jakości materiału z miękką, wyjmowaną poduszką. Można prać ręcznie i w pralce.

Cena: ok. 174 PLN

Kocie przypinki (Cat Butt Push Pins)

Hm, producent opisuje je jako „przypinki w kształcie kociego grzbietu”. My widzimy tu raczej kocie słoneczko – czyli mówiąc wprost: tyłeczek. Można sobie przypiąć taką przypinką, na przykład niezwykle ważne wiadomości, listę zakupów, albo… cokolwiek. Ważne, że słoneczko będzie nam zawsze świecić. A to dla miłośników kotów najważniejsze.

Cena: ok. 66 PLN

Czapka dla kota Lwia Grzywa (Lion Hat for Cats)

Taaa, czego to ludzie, a raczej producenci i marketingowcy, nie wymyślą… Oto futrzana czapa, która przemieni Twojego kota w lwa, króla zwierząt! Dzięki regulacji rozmiaru grzywa pasuje do większości średnich kotów i małych psów. Klapy boczne mocowane są pod brodą na rzep. Prać delikatnie. Cóż, my (M., ja i nasze koty) tego produktu akurat nie polecamy, bo nie lubimy, jak się z kotów robi idiotów. Na dodatek, nam kot bardziej kojarzy się z tygrysem, niż z lwem. Ale cóż, kwestia gustu.

Cena: ok. 54 PLN

Zobacz również: Nie wiesz co zrobić z pieniędzmi? Mamy dla Ciebie listę ekstrawaganckich kocich gadżetów!

Czego starszy kot może nauczyć młodego. Na przykładzie spaceru z dwoma kotami

Czego starszy kot może nauczyć młodego? Truizmem byłoby powiedzenie, że… wszystkiego. Wszystkiego, czego nie nauczy małego kociaka żaden ludzki opiekun. Dlatego też prawdziwe jest twierdzenie, że od kota w domu lepsze są dwa koty. A od dwóch kotów – trzy, itd. (no, może jednak zachowajmy umiar). Bo starszy uczy młodszego po prostu jak być prawdziwym kotem w stanie czystym.

Przyznaję, że nie wierzyłem w obie te prawdy wyżej objawione. Do czasu, aż wybraliśmy się na spacer wspólnie z M. w dwa koty. Ten spacer wywrócił do góry nogami moje dotychczasowe wyobrażenia. Jak Lucky zachowywał się na pierwszym spacerze możecie przeczytać we wspisie Pierwszy spacer z kotem. Kilka refleksji i fotorelacja w kategorii Wychowanie. Przerażony, zestresowany, ukrywający się i uciekający. „Chodził” na moich rękach, bo sam się bał (nie umiał?). Świat go nie interesował, jedyne, czego pragnął, to uciec i jak najszybciej znaleźć się na własnym fotelu, we własnym domu.

Tym razem do Lucky’ego dołączyła Reszka, która jest już wytrawnym podróżnikiem. Znana Wam zapewne z początków bloga (więcej pod hasłem Reszka), dziewczynka starsza od Lucky’ego o około rok, która swobodnie spaceruje od dawna nie tylko w swoim najbliższym otoczeniu, nie tylko na działce, ale i zaliczyła już wakacje w górach!

Kot starszy kontra młodszy, doświadczenie kontra zadziwienie.

Początki – domowe – nie były łatwe. Kiedy Reszka dołączyła do nas od razu dało się zauważyć kolosalną różnicę pomiędzy stateczną, grzeczną dziewczynką, która woli spędzać czas na kolanach lub na pierzynie a rozbrykanym, wciąż nieco dzikim kocurem. Kiedy on chciał się bawić i ją zaczepiał – ona prychała, syczała, w najlepszym wypadku uciekała i ukrywała się w jakimś trudno dostępnym miejscu. Lucky nie dawał za wygraną, próbował się do niej dostać, machnąć łapką po grzbiecie, cały czas wyjąc tęsknie, bo przecież on zaprasza do zabawy, a ona go ignoruje (albo wręcz odgania). Aha, na zdjęciach (poniżej) tego może tak nie widać, ale gabarytowo Reszka to 1/3, może nawet mniej, Lucky’ego.

Czego starszy kot może nauczyć młodszego

Kiedy jednak wyszliśmy na pierwszy wspólny spacer nastąpiła cudowna metamorfoza, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki! Oto przykłady.

Reszka przyzwyczajona jest do podróżowania na ramieniu, na którym siedzi niczym papuga pirata. Ja nosiłem dotąd kocurka na rękach przed sobą, niczym worek cementu. Próba zarzucenia go sobie na ramię kończyła się wyciem, piskiem, syczeniem i… podrapanymi plecami. Reszka spaceruje dostojnie i równo przy nodze, niczym wytresowany piesek. Lucky – przewraca się na bok i zastyga, ewentualnie czołga się milimetr po milimetrze. Na dzikie harce kiziora (jak na niego czasami mówimy) księżniczka (jak na nią czasami mówimy) patrzyła ze zdziwieniem, może politowaniem, ale i jakby ze współczuciem. Pierwsza zaskakująca przemiana: kiedy Lucky’ego wzięła na ramię M., która na kotach zna się lepiej, niż ja na swojej pracy (a coś o tym wiem, jak mawiał Franz Maurer), ten się uspokoił. Grzecznie siedział. Z zaciekawieniem obserwował świat. I kolejny szok! Mimo, że leżąc na dwóch ramionach prawie stykały się pyszczkami, to koty zachowywały się spokojnie. Mało tego, równie spokojnie przypatrywały się sobie i światu.

Czas był stanąć na własne nogi i trochę pospacerować. I klasyka – Reszka rusza do przodu, szczęśliwa wolnością, zieloną trawkę, roślinkami, a Lucky przewraca się na bok, jak kłoda. Ale też jeszcze nigdy nie widziałem, by zerwał się tak szybko! Kiedy tylko zobaczył, że Reszka idzie a nie czołga się, na dodatek oddala się coraz bardziej od niego, nagle jakby nauczył się chodzić! Skoczył na cztery łapy i ruszył do przodu, niczym czołowy piechur z Legii Cudzoziemskiej. Ba, momentami musiałem za nim prawie biec! I co ciekawe: kiedy jedno kocię przystawało, bo np. zauważyło wyjątkowo interesujący krzaczek czy motylka, drugie również przystawało, w miarę w bliskiej odległości. Kiedy ruszało – drugie wznawiało marsz. Na ogródku działkowym, który Reszka zna jak własną kieszeń, też nastąpiła zamiana ról. W domu to Księżniczka była lekko (momentami mocno) przerażona otaczającym ją światem i wiecznie polującym na nią szalonym tygrysem. Tzn. ona zapewne tak to widziała, on uważał, że proponuje jej niezłą zabawę. Na łonie natury to on, lekko (a może i mocno?) przerażony schował się pod ławkę, a ona co chwila przybiegała po niego, zdziwiona, że ten nie chce z nią biegać po zielonej trawce. Ale wyraźnie widać było i czuć w powietrzu kocią wspólnotę. Już nie były OBOK siebie, ale RAZEM ze sobą.

Nasze koty w domu zazwyczaj unikające się jak ognia, jakby dopiero po wyjściu z bezpiecznych czterech ścian odkryły i poczuły więź.  Że należą do tej samej rodziny, że powinny się wspierać. Śmialiśmy się z M., że zawiązały sojusz – MY (koty) kontra ONI (ludzie i ich świat). Kociaki wspierały się nawzajem, uczyły odpowiedniego zachowania, uczyły co, do czego służy, jak można to wykorzystać do  zabawy.

A co najfajniejsze – taka współpraca, nauka, zabawa, zrozumienie (przyjaźń może nawet?) już im zostały i podobnie – momentami nawet spokojnie – zachowują się i w domu. Nauka, bo uczą się cały czas. Specjalnie użyłem liczby mnogiej, bo i starsza Reszka wiele się ostatnio nauczyła od młodszego kocurka. Przyznaję – nie zawsze dobrych zachowań się nauczyła (np. rozgryzanie kartoników czy wędrowanie po laptopie). Siedzą zgodnie na tym samym parapecie, jedzą z jednej miski, zgodnie wmaszerowują do naszego pokoju, siadają w linii i przedstawiają petycję: „Dajcie jeść!”. I najważniejsze: nie zabijając się przy tym, ani nie wyjąc i sycząc w niebogłosy. No dobrze, przyznaję: wyją, jakby żywcem obdzierane ze skóry, kiedy bawią się w berka. Bo i Reszka się zmieniła. Nie ukrywa się już w ciemnym kącie ciemnej szuflady, ale gania po wszystkich pokojach, raz on ją, raz ona jego.

Czego starszy kot może nauczyć młodego przekonaliśmy się chociażby już na tym spacerze. Chodzenia na czterech łapach, chodzenia przy nodze, poznawania bliższego i dalszego otoczenia, zachowania w różnych warunkach i w różnych miejscach, chodzenia na ramieniu i tego, że nie wszystko na świecie chce go przerazić i pożreć. Może nauczyć wszystkiego! A i sam się niejednego nauczy od młodzieniaszka. Przygarnijcie drugiego kotka, chociażby na chwilę, na wspólny spacer, a przekonacie się sami, jak nieprawdopodobnie potrafią się zachowywać „kotki małe dwa„.

Instacat – 30 najpopularniejszych opisów kocich postów na Instagramie

Instacat czyli – w swobodnej interpretacji – kot instagramowy, kot na Instagramie, koci Instagram. Obrazkowa platforma od pewnego czasu nie tyle szturmem zdobywa Internet, co już w nim rządzi. Podobnie, jak koty, które w ogóle rządzą „wszystkimi internetami”. Nic więc dziwnego, że królują również na Instagramie.

Jeżeli jesteś prawdziwą kociarą, prawdziwym kotoholikiem, zapewne odwiedzasz niejeden koci profil na Insta. Ba, zapewne masz i swój profil, a raczej swojego kota! (Tak przy okazji, nieustannie zapraszamy również na naszego Instagrama: @kocia_kolyska).

O ile z pomysłami na zdjęcie kota nie ma chyba raczej problemów – bo przecież wykonuje on tyle cudownych rzeczy wszędzie i co chwila – o tyle czasami brak pomysłu na dobry opis (ang. captions).

Być może przyda Ci się zatem zestawienie 30 najpopularniejszych opisów kocich postów na Instagramie. Na początek – w języku angielskim. Nie da się bowiem ukryć, że jest to język międzynarodowy i najczęściej stosowany w mediach społecznościowych.

Instacat – Ogólne opisy

  • Me, myself and my cat.
  • Meow! That’s all about me.
  • #Catsgraphy
  • Fascinated with cats.
  • My cat is my bestie.
  • The world of me and my cat.
  • Capturing the world through my cat’s eye.
  • I am a Catwoman.
  • Cat me if you can.
  • My life is cats and paws.
  • Everyday is a cat day for me.
  • A cat’s life.
  • If there’s a cat, there’e me.
  • I’m a cataholic.
  • You gotta be kitten me!
  • I sleep with my cat.
  • My cat makes my house a home.
  • Falling in love with every cat I see.
  • Gift me with a cat.
  • Everbody wants to be a cat!

Instacat – Urocze opisy (głównie dla młodych kociaków)

• You had me at meow.
• Sorry I’m late. My cat was sitting on me.
• Crazy cat lady? I prefer „dedicated feline enthusiast.”
• No matter how bad your day is, your cat will always make you smile.
• All you need is love and a cat.
• „As every cat owner knows, nobody owns a cat.” -Ellen Perry Berkeley

Instacat – Dowcipne opisy

• I was owner three cats ago.
• Home is where the cat is.
• If you don’t like cats, you don’t like me.
• I’m happily owned by a cat.
• The road to my heart is paved with paw prints.
• Visitors must be approved by the cat.
• It came, it purred, it conquered my heart.
• I’m here to pet all of the cats.
• Everybody wants to be a cat.
• The more people I meet, the more I like my cat.
• A home without a cat is just a house.
• Life without cats…I don’t think so.

Instacat -opisy do selfie z kotem

• The only narcissist I have room for in my life is my cat.
• Collect moments, not things. Unless those things are cats.
• Angels don’t always have wings. Sometimes they have whiskers.
• Attitude with fur.
• You say crazy cat lady like it’s a bad thing.
• My cat kneads me.

Instacat – złote myśli

• Happiness is falling asleep to the sound of your cat purring.
• The cats are in charge. I just live here.
• I want to spend all 9 lives with you.
• „What greater gift than the love of a cat.” -Charles Dickens
• Time spent with cats is never wasted.

Jak Wam się podobają? Przydadzą się? Na pewno, jeśli nie celujecie wyłącznie w polskiego odbiorcę. A przecież któż nie chciałby być kocim celebrytą. Dla tych, którzy preferują jednak język ojczysty, przygotuję podobne zestawienie już wkrótce.

Pierwszy spacer z kotem. Kilka refleksji i fotorelacja

Pierwszy spacer z kotem już dawno za nami, a wciąż nie było czasu na jakąś fajną fotorelację. Tyle przecież wokół ciekawych rzeczy do odkrycia i zrobienia – nie tylko przez kota – że aż żal siedzieć przed komputerem. Ale skoro już obiecaliśmy na naszym fanpejdżu pospacerowe refleksje, pora spełnić obietnicę.

Do pierwszego spaceru z kotem podchodziłem jak do jeża. Praktycznie odkąd Lucky trafił pod ten dach zastanawiałem się: wychodzić z nim czy nie wychodzić. Chyba każdy kociarz zna ten odwieczny dylemat: kot wychodzący kontra kot niewychodzący. Rozważania podobne do tych o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia zasługują na osobną historię i taką już przygotowujemy. Spodziewajcie się wkrótce głosu w dyskusji, do której już dziś zapraszamy.

Ad rem. Stanęło na tym, że wychodzimy. Przynajmniej spróbujemy. Na początek kilka żelaznych reguł. Oczywiście, nie samopas, lecz w eleganckich i funkcjonalnych szeleczkach, i na smyczy. Nie spacerujemy po brudnej, hałaśliwej i zatłoczonej  ulicy, nie przebiegamy przed maską samochodu. Nawigujemy w kierunku terenów zielonych, cichych i pachnących. W miarę bezludnych. I tam uczymy się spacerować.

Nowy (Wspaniały) Świat

Tak, uczymy. Wbrew pozorom kot, który dotąd nie opuszczał domowych pieleszy, na łonie natury wcale nie czuje się od razu jak ryba w wodzie. To dla niego zupełnie nowy świat, ogromny, pełen nowych bodźców, doznań. Przerażający. Tak, przerażający. Wyobraźcie sobie, że kot egzystujący dotąd na 40 metrach (no, Lucky ma akurat do dyspozycji więcej) nagle pojawia się w nowym, niczym nieograniczonym uniwersum. Nieograniczonym ścianami ani drzwiami. Gdzie nie spojrzeć, po horyzont rozciąga się świat. Nowy (wspaniały) świat. Nie ma znajomej miski z jedzeniem, znajomego fotela na którym ucina sobie drzemkę, kartonika, w którym można się ukryć. Ten świat obserwował dotąd z wysokości parapetu czy balkonu i ograniczony był on do jednej, dwóch ulic. Teraz wszystko ma na wyciągnięcie łapki. Oczywiście, koty są ciekawskie i na pewno chciałyby ten wszechświat poznać. Ale też ilość rzeczy do odkrycia, ilość bodźców, które na kota oddziałują w jednej sekundzie, naprawdę może przerazić. Wyobraźcie sobie, że los rzucił Was nagle na inną planetę, a będziecie mieli mniej więcej pojęcie, co czuje kot na pierwszym spacerze.

Metamorfoza kota

Zaczęło się komfortowo. Przynajmniej dla kota, którego niosłem na rękach. Mógł obserować z bezpiecznej wysokości, czując moją bliskość. Ale i tak marudził (choć to o niczym jeszcze nie świadczy, bo on w ogóle marudzi). Trudno powiedzieć czy zawodzenie, miauczenie, mruczenie na zmianę było oznaką zadowolenia czy niezadowolenia. Stwierdziłem, że przekonamy się w praniu czyli podczas kolejnych spacerów. Kiedyś musi być ten pierwszy raz. I tu zaskoczenie (choć nie do końca, patrz wyżej wzmiankę o przerażeniu). Otóż Lucky, dziki tygrys w domu, król domowej dżungli, który zdobywa szczyty najwyższych szaf i demoluje każdej wielkości sprzęty stojące mu na drodze na pierwszym spacerze nagle przemienił się w… ukrytego czołgistę. Ukrytego, bo postawiony na nogi natychmiast próbował się ukryć. Gdziekolwiek. Pod murem, krzakiem, w bramie, trawie, pod zaparkowanym samochodem. Byle dawało choć odrobinę osłony. Czołgistę – bo zamiast chodzić, nie mówiąc już o bieganiu, czołgał się brzuchem po podłożu. Spacer przebiegał komfortowo. Przynajmniej dla mnie, bo miałem sporo czasu na myślenie, relaks, odpoczynek, czekając aż Lucky zdecyduje się podnieść pupę i jednak zrobić krok, góra dwa. Po czym ponownie szukał bezpiecznego schronienia, w ostateczności zalegał jak placek.

Pierwszy spacer z kotem – refleksje

Oczywista oczywistość: kot to nie pies! Nie liczcie na to, że na widok smyczy zacznie skakać jak gumowa piłeczka i śliniąc się pobiegnie do drzwi. Sama smycz również „chodzi”, by tak rzec, wprost przeciwnie. Pies szarpie właściciela do przodu, kot szarpie przewodnika do tyłu. Lub zapiera się w miejscu i go nie ruszysz. Próby zmuszenia go do ruchu, pociągnięcia smyczy kończyły się tym, że Lucky przesuwał się, owszem, ale ślizgając brzuchem po trawie. Zachowanie domowe kota nijak się ma do zachowania na łonie natury. Nieustraszony zabójca doniczek i gołębi („atakowanych” przez szybę okienną) w parku tych ptaszków nawet nie zauważa, a wystraszyć może go… kiwająca się na wietrze łodyga dużego kwiatka. Koniec końców obaj zmęczyliśmy się tym spacerem – wracamy. I tu kolejna niespodzianka. Kiedy ponownie wziąłem go na ręce i zabrałem z bajecznie kolorowych ogródków działkowych, to dopiero wszczął raban i zaczął już zdecydowanie protestować. Czyli jednak spodobał mu się ten spacer? Na to wygląda.

Oczywiście, dotyczy to pierwszego spaceru z kotem. Kolejne, to już zupełnie inna bajka, o czym będziecie mogli poczytać – i zobaczyć na własne oczy – już wkrótce na naszym blogu. Szukajcie w kategorii Wychowanie.

Kocia Kołyska – Wszystko o kotach

Exit mobile version