Archiwum kategorii: Porady

Porady dla kociarzy, porady dla opiekunów kotów, jak dbać o kota, jak pielęgnować kota, jak socjalizować kota, jak wychowywać kota, jak dbać o zdrowie kota.

Twój kot nie pije wody? 10 sposobów, by robił to chętniej!

Twój kot nie pije wody albo pije niewystarczająco dużo? Nie on jeden, zachowuje się tak większość kotów. Jeśli jednak martwi Cię to, że kot nie pije wody, to jest kilka sposobów, by robił to chętnie i częściej!

Wiemy, że koty same dają sobie radę. Zakładamy więc, że kot sam wie, co jest dla niego najlepsze. Również najlepsze dla jego diety czy zdrowia. Niestety, czasami zapominają się do tego stopnia, że kiedy kot nie pije wody, dojść może wręcz do odwodnienia! Jak zatem przekonać kota do picia wody?

1. Wybierz mokrą karmę

Karma mokra (puszki, saszetki) – jak sama nazwa wskazuje – jest mokra! Zdaniem wielu weterynarzy jest to najprostszy sposób, by zachęcić kota do picia i uniknąć odwodnienia.

Jeżeli kot nie chce jeść mokrej karmy (a są takie?), można dodać wodę lub bulion do suchej karmy i sprawdź, czy to zje. Są również specjalne sosy, a nawet zupki dla kotów.

2. Wypróbuj kostki lodu

Dodawanie kostek lodu do karmy ma wiele zalet. W lecie chłodzi, dostarcza wodę, a przy tym jest atrakcyjną i ciekawą zabawką dla kota.

3. Podawaj posiłki częściej i mniejsze porcje

Jedzenie pobudza pragnienie, więc kot, który częściej dostaje pokarm, będzie też pić więcej wody.

4. Ustaw miski na wodę w całym domu

Ułatw swojemu kotu dostęp do wody ustawiając miski w różnych pomieszczeniach, w różnych miejscach. Może to być dla niego również forma zabawy w polowanie na wodę.

5. Zwróć uwagę na lokalizację miski z wodą

Kot, który nie pije wody, może po prostu nie lubić miejsca, w którym ustawiona jest jego miska. Przede wszystkim, trzymaj ją z dala od kuwety. Czy Ty jadasz i pijesz w toalecie?

6. Upewnij się, że miski są regularnie napełniane

Wodę należy zmieniać co najmniej raz dziennie i regularnie myć miskę. Wiesz przecież, że koty to czyściochy. Co nie przeszkadza im… obślinić miseczek.

7. Zabawa z kranem

Bieżąca woda, kapiący kran, to doskonała okazja, aby zachęcić kota do picia! Dla zwierzaka to przede wszystkim jakaś ciekawa nowość, odmiana, okazja do zabawy. Zapewne nie raz widzieliście koty stojące przy zlewozmywaku czy umywalce, które podstawiają pyszczek czy język pod cieknącą z kranu wodę.

8. Dopraw wodę do smaku

Może się to Wam wydawać dziwne, ale niektóre koty lubią wodę smakową! Nie, nie chodzi od razu o słodki syrop malinowy czy wodę o smaku coca-coli. Ale można doprawić ją odrobiną sosu z tuńczyka lub z kurczaka.

9. Postaw fontannę (poidełko)

Wiele kotów lubi pić z fontann. Działa tu podobna zasada, co w przypadku kranu. Poidełka są atrakcyjne, ponieważ poruszająca się woda jest interesująca dla kota, a przy tym stale pozostaje świeża.

10. Eksperymentuj z różnymi rodzajami misek dla kotów

Koty są wybredne (zdziwieni?!). Do listy ich „fochów” śmiało można dodać miski. Przetestuj kilka rodzajów – szkło, stal nierdzewna, ceramika, plastik – bo może się okazać, że Twój kot ma określone preferencje.

Podsumowanie

Jak wiadomo, człowiek potrafi przeżyć bez jedzenia… ileś tam dni. Ale już bez wody się nie da. Tak samo jest w kocim świecie. Zapamiętajcie sobie jeszcze jedno:

Więcej wody = więcej sikania = zdrowszy kotek = szczęśliwsi wszyscy!

Zobacz również: Jak rozpoznać ból u kota?
Photo by Immortal shots from Pexels

Strach przed weterynarzem. Jak przygotować kota na wizytę w gabinecie?

Znaczna część kotów reaguje na gabinet weterynaryjny stresem lub paniką. Podstawowym błędem jest walka z przerażonym zwierzęciem – krzyczenie i narzucanie określonych zachowań może jedynie pogorszyć sytuację.

Spotkanie z weterynarzem może być dla kota bardzo stresujące. Regularnych wizyt trudno jednak uniknąć. Nawet czworonogi będące okazami zdrowia muszą przechodzić rutynowe badania, odrobaczenia czy szczepienia. Jak opanować strach kota i przygotować go do wizyty u weterynarza?

Przed wizytą u weterynarza

Jeżeli kot nie ma kontaktu z ludźmi od wczesnego dzieciństwa, prawdopodobnie już do końca życia będzie zachowywał wobec nich dystans. Największą ufnością wyróżniają się zwierzęta od urodzenia przebywające pod dobrą opieką. Wpływ opiekuna na poziom socjalizacji kota może jednak nie mieć większego znaczenia. Niektóre zwierzęta mają specyficzne predyspozycje osobnicze, o których decydują geny. Przekłada się to na trudności w opanowaniu zachowania kota w obcym otoczeniu, np. gabinecie weterynaryjnym.

Aby temu zaradzić, zwierzę najlepiej jak najwcześniej oswoić z transporterem. Można pozostawić go gdzieś w mieszkaniu i pozwolić kotu na swobodną eksplorację. Wewnątrz warto też włożyć kocyk lub ręcznik, tworząc tym samym komfortowe legowisko. Nie warto oszczędzać na przenośnikach – im solidniejszy, tym mniejsze ryzyko zepsucia w trakcie drogi do weterynarza. Lepiej natomiast unikać stosowania worków iniekcyjnych czy otwartych klatek, które przesadnie siłowo izolują kota.

Pobyt w poczekalni

U niektórych osobników nadmiar stresu negatywnie odbija się na zdrowiu, dlatego bardzo źle znoszą nowe miejsca i osoby. Nierzadko negatywnie wpływa to także na zachowanie opiekuna. W poczekalni lepiej unikać okazywania zdenerwowania. Nastrój może udzielić się kotu, przez co będzie bardziej intensywnie przeżywał całe zdarzenie. Należy też nastawić się na nieprzewidywalne reakcje zwierzęcia w czasie oczekiwania.

Kot może zachować się niespokojnie i agresywnie, często wykazując nietypowe dla siebie cechy charakteru. Warto zwracać uwagę także na pozostałych właścicieli w poczekalni. Należy chronić kota przed przypadkowym głaskaniem i dotykaniem, szybko zwracając uwagę i taktowanie odmawiając innym. Najlepiej mówić, że kot jest chory, nieszczepiony lub źle się czuje i potrzebuje spokoju. Rozwiązaniem problemu może być także zamknięty transporter.

Wizyta w gabinecie

Niestety, znaczna część kotów reaguje na gabinet weterynaryjny stresem lub paniką. Podstawowym błędem jest w takiej sytuacji walka z przerażonym zwierzęciem. Krzyczenie i narzucanie określonych zachowań może jedynie pogorszyć samopoczucie pupila. Zwykle kończy się to wzmocnieniem zachowań obronnych, a tym samym zadrapaniami u właściciela lub weterynarza. Warto więc zachować pełen spokój podczas działań lekarza.

Wywieranie dyskomfortu fizycznego zniechęca czworonoga do kolejnych badań, a jednocześnie zwiększa u niego potrzebę walki. Niektóre koty mogą reagować na weterynarzy neutralnie, a nawet pozytywnie. Kluczowe znaczenie ma odpowiednio wczesne przyzwyczajenie zwierzęcia do wizyt w gabinecie. Kot musi zaakceptować dźwięki i zapachy generowane przez sprzęt weterynaryjny oraz inne obce elementy otoczenia. Na miejscu uspokoić może go karma lub wzięty na drogę przysmak.

Czego starszy kot może nauczyć młodego. Na przykładzie spaceru z dwoma kotami

Czego starszy kot może nauczyć młodego? Truizmem byłoby powiedzenie, że… wszystkiego. Wszystkiego, czego nie nauczy małego kociaka żaden ludzki opiekun. Dlatego też prawdziwe jest twierdzenie, że od kota w domu lepsze są dwa koty. A od dwóch kotów – trzy, itd. (no, może jednak zachowajmy umiar). Bo starszy uczy młodszego po prostu jak być prawdziwym kotem w stanie czystym.

Przyznaję, że nie wierzyłem w obie te prawdy wyżej objawione. Do czasu, aż wybraliśmy się na spacer wspólnie z M. w dwa koty. Ten spacer wywrócił do góry nogami moje dotychczasowe wyobrażenia. Jak Lucky zachowywał się na pierwszym spacerze możecie przeczytać we wspisie Pierwszy spacer z kotem. Kilka refleksji i fotorelacja w kategorii Wychowanie. Przerażony, zestresowany, ukrywający się i uciekający. „Chodził” na moich rękach, bo sam się bał (nie umiał?). Świat go nie interesował, jedyne, czego pragnął, to uciec i jak najszybciej znaleźć się na własnym fotelu, we własnym domu.

Tym razem do Lucky’ego dołączyła Reszka, która jest już wytrawnym podróżnikiem. Znana Wam zapewne z początków bloga (więcej pod hasłem Reszka), dziewczynka starsza od Lucky’ego o około rok, która swobodnie spaceruje od dawna nie tylko w swoim najbliższym otoczeniu, nie tylko na działce, ale i zaliczyła już wakacje w górach!

Kot starszy kontra młodszy, doświadczenie kontra zadziwienie.

Początki – domowe – nie były łatwe. Kiedy Reszka dołączyła do nas od razu dało się zauważyć kolosalną różnicę pomiędzy stateczną, grzeczną dziewczynką, która woli spędzać czas na kolanach lub na pierzynie a rozbrykanym, wciąż nieco dzikim kocurem. Kiedy on chciał się bawić i ją zaczepiał – ona prychała, syczała, w najlepszym wypadku uciekała i ukrywała się w jakimś trudno dostępnym miejscu. Lucky nie dawał za wygraną, próbował się do niej dostać, machnąć łapką po grzbiecie, cały czas wyjąc tęsknie, bo przecież on zaprasza do zabawy, a ona go ignoruje (albo wręcz odgania). Aha, na zdjęciach (poniżej) tego może tak nie widać, ale gabarytowo Reszka to 1/3, może nawet mniej, Lucky’ego.

Czego starszy kot może nauczyć młodszego

Kiedy jednak wyszliśmy na pierwszy wspólny spacer nastąpiła cudowna metamorfoza, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki! Oto przykłady.

Reszka przyzwyczajona jest do podróżowania na ramieniu, na którym siedzi niczym papuga pirata. Ja nosiłem dotąd kocurka na rękach przed sobą, niczym worek cementu. Próba zarzucenia go sobie na ramię kończyła się wyciem, piskiem, syczeniem i… podrapanymi plecami. Reszka spaceruje dostojnie i równo przy nodze, niczym wytresowany piesek. Lucky – przewraca się na bok i zastyga, ewentualnie czołga się milimetr po milimetrze. Na dzikie harce kiziora (jak na niego czasami mówimy) księżniczka (jak na nią czasami mówimy) patrzyła ze zdziwieniem, może politowaniem, ale i jakby ze współczuciem. Pierwsza zaskakująca przemiana: kiedy Lucky’ego wzięła na ramię M., która na kotach zna się lepiej, niż ja na swojej pracy (a coś o tym wiem, jak mawiał Franz Maurer), ten się uspokoił. Grzecznie siedział. Z zaciekawieniem obserwował świat. I kolejny szok! Mimo, że leżąc na dwóch ramionach prawie stykały się pyszczkami, to koty zachowywały się spokojnie. Mało tego, równie spokojnie przypatrywały się sobie i światu.

Czas był stanąć na własne nogi i trochę pospacerować. I klasyka – Reszka rusza do przodu, szczęśliwa wolnością, zieloną trawkę, roślinkami, a Lucky przewraca się na bok, jak kłoda. Ale też jeszcze nigdy nie widziałem, by zerwał się tak szybko! Kiedy tylko zobaczył, że Reszka idzie a nie czołga się, na dodatek oddala się coraz bardziej od niego, nagle jakby nauczył się chodzić! Skoczył na cztery łapy i ruszył do przodu, niczym czołowy piechur z Legii Cudzoziemskiej. Ba, momentami musiałem za nim prawie biec! I co ciekawe: kiedy jedno kocię przystawało, bo np. zauważyło wyjątkowo interesujący krzaczek czy motylka, drugie również przystawało, w miarę w bliskiej odległości. Kiedy ruszało – drugie wznawiało marsz. Na ogródku działkowym, który Reszka zna jak własną kieszeń, też nastąpiła zamiana ról. W domu to Księżniczka była lekko (momentami mocno) przerażona otaczającym ją światem i wiecznie polującym na nią szalonym tygrysem. Tzn. ona zapewne tak to widziała, on uważał, że proponuje jej niezłą zabawę. Na łonie natury to on, lekko (a może i mocno?) przerażony schował się pod ławkę, a ona co chwila przybiegała po niego, zdziwiona, że ten nie chce z nią biegać po zielonej trawce. Ale wyraźnie widać było i czuć w powietrzu kocią wspólnotę. Już nie były OBOK siebie, ale RAZEM ze sobą.

Nasze koty w domu zazwyczaj unikające się jak ognia, jakby dopiero po wyjściu z bezpiecznych czterech ścian odkryły i poczuły więź.  Że należą do tej samej rodziny, że powinny się wspierać. Śmialiśmy się z M., że zawiązały sojusz – MY (koty) kontra ONI (ludzie i ich świat). Kociaki wspierały się nawzajem, uczyły odpowiedniego zachowania, uczyły co, do czego służy, jak można to wykorzystać do  zabawy.

A co najfajniejsze – taka współpraca, nauka, zabawa, zrozumienie (przyjaźń może nawet?) już im zostały i podobnie – momentami nawet spokojnie – zachowują się i w domu. Nauka, bo uczą się cały czas. Specjalnie użyłem liczby mnogiej, bo i starsza Reszka wiele się ostatnio nauczyła od młodszego kocurka. Przyznaję – nie zawsze dobrych zachowań się nauczyła (np. rozgryzanie kartoników czy wędrowanie po laptopie). Siedzą zgodnie na tym samym parapecie, jedzą z jednej miski, zgodnie wmaszerowują do naszego pokoju, siadają w linii i przedstawiają petycję: „Dajcie jeść!”. I najważniejsze: nie zabijając się przy tym, ani nie wyjąc i sycząc w niebogłosy. No dobrze, przyznaję: wyją, jakby żywcem obdzierane ze skóry, kiedy bawią się w berka. Bo i Reszka się zmieniła. Nie ukrywa się już w ciemnym kącie ciemnej szuflady, ale gania po wszystkich pokojach, raz on ją, raz ona jego.

Czego starszy kot może nauczyć młodego przekonaliśmy się chociażby już na tym spacerze. Chodzenia na czterech łapach, chodzenia przy nodze, poznawania bliższego i dalszego otoczenia, zachowania w różnych warunkach i w różnych miejscach, chodzenia na ramieniu i tego, że nie wszystko na świecie chce go przerazić i pożreć. Może nauczyć wszystkiego! A i sam się niejednego nauczy od młodzieniaszka. Przygarnijcie drugiego kotka, chociażby na chwilę, na wspólny spacer, a przekonacie się sami, jak nieprawdopodobnie potrafią się zachowywać „kotki małe dwa„.

Pierwszy spacer z kotem. Kilka refleksji i fotorelacja

Pierwszy spacer z kotem już dawno za nami, a wciąż nie było czasu na jakąś fajną fotorelację. Tyle przecież wokół ciekawych rzeczy do odkrycia i zrobienia – nie tylko przez kota – że aż żal siedzieć przed komputerem. Ale skoro już obiecaliśmy na naszym fanpejdżu pospacerowe refleksje, pora spełnić obietnicę.

Do pierwszego spaceru z kotem podchodziłem jak do jeża. Praktycznie odkąd Lucky trafił pod ten dach zastanawiałem się: wychodzić z nim czy nie wychodzić. Chyba każdy kociarz zna ten odwieczny dylemat: kot wychodzący kontra kot niewychodzący. Rozważania podobne do tych o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia zasługują na osobną historię i taką już przygotowujemy. Spodziewajcie się wkrótce głosu w dyskusji, do której już dziś zapraszamy.

Ad rem. Stanęło na tym, że wychodzimy. Przynajmniej spróbujemy. Na początek kilka żelaznych reguł. Oczywiście, nie samopas, lecz w eleganckich i funkcjonalnych szeleczkach, i na smyczy. Nie spacerujemy po brudnej, hałaśliwej i zatłoczonej  ulicy, nie przebiegamy przed maską samochodu. Nawigujemy w kierunku terenów zielonych, cichych i pachnących. W miarę bezludnych. I tam uczymy się spacerować.

Nowy (Wspaniały) Świat

Tak, uczymy. Wbrew pozorom kot, który dotąd nie opuszczał domowych pieleszy, na łonie natury wcale nie czuje się od razu jak ryba w wodzie. To dla niego zupełnie nowy świat, ogromny, pełen nowych bodźców, doznań. Przerażający. Tak, przerażający. Wyobraźcie sobie, że kot egzystujący dotąd na 40 metrach (no, Lucky ma akurat do dyspozycji więcej) nagle pojawia się w nowym, niczym nieograniczonym uniwersum. Nieograniczonym ścianami ani drzwiami. Gdzie nie spojrzeć, po horyzont rozciąga się świat. Nowy (wspaniały) świat. Nie ma znajomej miski z jedzeniem, znajomego fotela na którym ucina sobie drzemkę, kartonika, w którym można się ukryć. Ten świat obserwował dotąd z wysokości parapetu czy balkonu i ograniczony był on do jednej, dwóch ulic. Teraz wszystko ma na wyciągnięcie łapki. Oczywiście, koty są ciekawskie i na pewno chciałyby ten wszechświat poznać. Ale też ilość rzeczy do odkrycia, ilość bodźców, które na kota oddziałują w jednej sekundzie, naprawdę może przerazić. Wyobraźcie sobie, że los rzucił Was nagle na inną planetę, a będziecie mieli mniej więcej pojęcie, co czuje kot na pierwszym spacerze.

Metamorfoza kota

Zaczęło się komfortowo. Przynajmniej dla kota, którego niosłem na rękach. Mógł obserować z bezpiecznej wysokości, czując moją bliskość. Ale i tak marudził (choć to o niczym jeszcze nie świadczy, bo on w ogóle marudzi). Trudno powiedzieć czy zawodzenie, miauczenie, mruczenie na zmianę było oznaką zadowolenia czy niezadowolenia. Stwierdziłem, że przekonamy się w praniu czyli podczas kolejnych spacerów. Kiedyś musi być ten pierwszy raz. I tu zaskoczenie (choć nie do końca, patrz wyżej wzmiankę o przerażeniu). Otóż Lucky, dziki tygrys w domu, król domowej dżungli, który zdobywa szczyty najwyższych szaf i demoluje każdej wielkości sprzęty stojące mu na drodze na pierwszym spacerze nagle przemienił się w… ukrytego czołgistę. Ukrytego, bo postawiony na nogi natychmiast próbował się ukryć. Gdziekolwiek. Pod murem, krzakiem, w bramie, trawie, pod zaparkowanym samochodem. Byle dawało choć odrobinę osłony. Czołgistę – bo zamiast chodzić, nie mówiąc już o bieganiu, czołgał się brzuchem po podłożu. Spacer przebiegał komfortowo. Przynajmniej dla mnie, bo miałem sporo czasu na myślenie, relaks, odpoczynek, czekając aż Lucky zdecyduje się podnieść pupę i jednak zrobić krok, góra dwa. Po czym ponownie szukał bezpiecznego schronienia, w ostateczności zalegał jak placek.

Pierwszy spacer z kotem – refleksje

Oczywista oczywistość: kot to nie pies! Nie liczcie na to, że na widok smyczy zacznie skakać jak gumowa piłeczka i śliniąc się pobiegnie do drzwi. Sama smycz również „chodzi”, by tak rzec, wprost przeciwnie. Pies szarpie właściciela do przodu, kot szarpie przewodnika do tyłu. Lub zapiera się w miejscu i go nie ruszysz. Próby zmuszenia go do ruchu, pociągnięcia smyczy kończyły się tym, że Lucky przesuwał się, owszem, ale ślizgając brzuchem po trawie. Zachowanie domowe kota nijak się ma do zachowania na łonie natury. Nieustraszony zabójca doniczek i gołębi („atakowanych” przez szybę okienną) w parku tych ptaszków nawet nie zauważa, a wystraszyć może go… kiwająca się na wietrze łodyga dużego kwiatka. Koniec końców obaj zmęczyliśmy się tym spacerem – wracamy. I tu kolejna niespodzianka. Kiedy ponownie wziąłem go na ręce i zabrałem z bajecznie kolorowych ogródków działkowych, to dopiero wszczął raban i zaczął już zdecydowanie protestować. Czyli jednak spodobał mu się ten spacer? Na to wygląda.

Oczywiście, dotyczy to pierwszego spaceru z kotem. Kolejne, to już zupełnie inna bajka, o czym będziecie mogli poczytać – i zobaczyć na własne oczy – już wkrótce na naszym blogu. Szukajcie w kategorii Wychowanie.

Jak ulżyć kotu w upały. Sprawdź, co możesz zrobić, by pomóc kotu przetrwać upały

Jak ulżyć kotu w upały? Przyznam, że nie zastanawiałem się nad tym wcześniej. Obudziło mnie dopiero dziwne zachowanie Lucky’ego. Mały rozbójnik nagle stracił zainteresowanie zabawkami, demolowaniem mieszkania, szalonymi galopadami. Głównie leżał w zacienionych miejscach rozciągnięty na całą długość, jadł niewiele. 

Jako urodzony – nie tylko koci – panikarz i hipochondryk od razu zacząłem podejrzewać chorobę. A potem przyszło olśnienie: skoro ja ledwo żyję i dycham podczas takich upałów, jakimi raczy nas tegoroczna wiosna, to co dopiero kot z jego puchatym futerkiem! My możemy postawić sobie wentylator za plecami, położyć mokry i zimny ręcznik na karku, wejść pod prysznic, a kot? Kotu trzeba pomóc. Sprawdźmy zatem, co możemy zrobić, by ulżyć kotu w upały.

Jak ulżyć kotu w upały

Nie będzie to odkrycie, ale podobnie, jak i sobie samym. Człowiek szuka cienia, przeciągów, powiewu powietrza, mokrego i zimnego. Do upałów niejako dostosowujemy nasz rozkład dnia, nawyki żywieniowe, aktywności, ubiór czy miejsce pracy i odpoczynku. Kotu akurat futerka nie zmienimy, choć opiekunowie kotów długowłosych mogą rozważyć przystrzyżenie bujnych loków. Możemy natomiast, a raczej powinniśmy zapewnić kotu odpowiednie warunki w domu (jeżeli jest to kot niewychodzący), odpowiednią dietę, a także zmienić nieco sposób, w jaki wspólnie spędzamy czas.

Jeżeli nasz kot jest wychodzący, nie wybieramy się na spacer w południe, kiedy żar leje się z nieba. Unikajmy dłuższych podróży. O pozostawianiu kota w zamkniętym samochodzie chyba nikomu przypominać nie trzeba. Odpuśćmy sobie również absorbujące zabawy. Czy Tobie chce się biegać i szaleć w taką pogodę? Przygotujmy się również na udzielenie doraźnej pomocy, kiedy nasz kot zaczyna mieć objawy wskazujące na to, że wyjątkowo źle znosi upały.

Komfortowe otoczenie

Postaraj się wygospodarować jakieś zacienione, chłodne miejsca. Okno otwarte, zapewniające dopływ świeżego powietrza (o ile takie jest w naszej okolicy). Oczywiście zabezpieczone! Specjalną siatką i nigdy nie zostawiamy na tzw. uchył, w którym kot może się wręcz śmiertelnie zakleszczyć! Jeżeli mamy rolety czy żaluzje, warto nimi okno zasłonić lub przynajmniej przysłonić. Ok, promienie słonka wpadające do pokoju są bardzo fajne, ale też bardzo szybko nagrzewają pokój do temperatury piekarnika.

Kocie legowiska warto przenieść wyżej, np. ustawić na krześle, regale. Choć i tak wiadomo, że legowisko to w przypadku kota rzecz umowna. I tak będzie leżał, gdzie chce.

Jeżeli mamy w domu klimatyzację, nie przesadzajmy z ustawieniami. Nadmierne wychłodzenie może bowiem doprowadzić do tego, że kot się po prostu przeziębi. Tak, pomimo afrykańskich upałów.

Kocia dieta na lato

Woda to życie, woda to podstawa. Kot cały czas powinien mieć dostęp do czystej, świeżej wody. Latem warto dodatkowo dorzucić do niej 2-3 kostki lodu. Jeżeli lubi się przemieszczać – a który kot nie lubi? – można wystawić nawet kilka misek w różnych pokojach, tak by zawsze miał je pod ręką.

Kiedy żar leje się z nieba z reguły jemy mniej. Po prostu nie chce nam się przeżuwać gorącego obiadu w taki upał. Z kotami jest podobnie. Jeżeli je mniej lub niechętnie, nie wpadajmy od razu w panikę. Kot sam się nie zagłodzi, za to sam reguluje ile i kiedy zje. To „kiedy” jest bardzo ważne w przypadku mokrej karmy, która w upały szybko się psuje.  Pozostawione resztki to też cudowny wabik na muchy. Zostaw miskę z mokrym jedzeniem na całym dzień, a zatrucie pokarmowe i biegunkę masz jak w banku. Dlatego też w takie dni należy podawać mniejsze ilości pożywienia (resztki chowając do lodówki) i częściej dokładnie myć miskę. Można też rozważyć serwowanie jedzenia wieczorem, kiedy jest chłodniej.

Doraźna pomoc podczas upałów

Na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc wentylator. Nie zaszkodzi, o ile będziemy go mieć pod kontrolą. Wiadomo, że kot jest zdolny do wszystkiego, szczególnie kiedy wpadnie mu coś do głowy. A może mu wpaść cokolwiek – np., by zapolować na wirujące skrzydełka wiatraczka.

I znowu woda. Możemy kota delikatnie skraplać niewielką ilością nie za zimnej wody. Pamiętając o tym, by go nie wystraszyć, nie wywołać szoku, w tym również termicznego. Możemy też przecierać futerko wilgotnym ręcznikiem. Wrażenie i efekt podobny do naturalnego wylizywania, tylko że traktujemy w ten sposób od razu całą, większą powierzchnię, świeżą, orzeźwiającą wodą.

Niepokojące objawy

Jeżeli Twój kot wykazuje któryś z poniższych objawów, to już jest powód do niepokoju:

  • niecodzienne dyszenie
  • problemy z oddychaniem
  • zianie podobne do psiego
  • otępiałość
  • okazywanie lęku
  • przyspieszone bicie serca
  • ciemnoczerwone dziąsł

W pierwszej kolejności należy kota przenieść do cienia, przymusić wręcz do wypicia wody i schłodzić, np. zawijając w mokre ręczniki. Nie za zimne, by nie wywołać szoku. I nie polewać wodą! A następnie, jak najszybciej zabrać do weterynarza. Przegrzanie może bowiem doprowadzić wręcz do udaru cieplnego, a ten i do… śmierci.

Jak ulżyć kotu w upały – podsumowanie

Koty, jak ludzie, różnie znoszą wysokie czy niskie temperatury. Teoretycznie koty powinny przebywać w środowisku, w którym temperatura wynosi 10 – 35 stopni Celsjusza. Ale też ich odporność na wysokie temperatury zależy od wieku kota, jego wagi, aktywności, przechodzonych chorób, aktywności. Podsumowując, co możesz zrobić, by pomóc kotu przetrwać upały?

  • cień, przewiew i chłód
  • miska/miski świeżej, czystej wody
  • zmiejszona aktywność, np. w formie zabawy
  • unikanie podróży
  • usuwanie psującej się karmy
  • wyrozumiałość! Kot też się męczy, a kiedy się męczy – okazuje to na swój sposób. Podobnie, jak Ty, prawda?

5 rzeczy w twoim domu, które są niebezpieczne dla kotów!

Dbacie o bezpieczeństwo Waszych kotów, szczepicie je, nie wypuszczacie ich samopas na dwór, żeby nie groziło im żadnee niebezpieczeństwo. A czy wiecie, że Wasz dom to również dżungla pełna niebezpieczeństw czyhających na kota? Tak, zwykłe drobiazgi, na które my sami nie zwracamy na co dzień uwagi mogą być niebezpiecznie albo wręcz śmiertelnie groźne dla naszych futrzaków. 

Oto 5 rzeczy w twoim domu, które są niebezpieczne dla kotów!

Sznurki, gumki, sznurowadła

Zdziwieni? Przecież koty uwielbiają bawić sie sznurkami, gumkami, kłębkami wełny. Tak śmiesznie się zwijają i można na nie zapolować. Ok, jeżeli bawimy się nimi razem z kotem, jeżeli mamy go na oko, nie powinno stać się nic złego. Gorzej, jeżeli takie kłębowiska sznurków, sznurowadeł czy gumek pozostawimy na podłodze lub w łatwo dostępnych miejscach pod naszą nieobecność, dojść może do tragedii. Znane są przypadki, kiedy to kot zaplątał się w sznurek tak, że zawisł na nim niczym na szubienicy! To oczywiście sytuacja ostateczna, drastyczna. Ale wystarczy, że kot połknie kawałek sznurka czy gumki. Może to spowodować poważne problemy przewodu pokarmowego, w tym nawet perforację jelita. Uwaga gitarzyści bałaganiarze! Znane są również przypadki kotów, które udusiły się… struną!

Środki czystości

Pamiętajmy, że to, co pomaga nam utrzymać czystość samo w sobie może być trujące. Niektóre środki czystości zawierają w swoim składzie bardzo toksyczne składniki. Kot może mieć z nimi styczność w trakcie naszego sprzątania, zmywania naczyń, pielęgnacji, albo też spacerując i liżąc np. świeżo oczyszczoną podłogę, umywalkę czy kafelki. podczas pielęgnacji po chodzeniu po świeżo oczyszczonej powierzchni. Amerykańskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu Wobec Zwierząt (ASPCA)  opracowało specjalny przewodnik po środkach czystości bezpiecznych dla kota. Warto się z nim zapoznać i zrobić porządki w swojej szafce.

Ludzkie jedzenie

Koty, co prawda, nie rzucają się na każdy kawałek mięcha na podłodze, jak zazwyczaj robią to psy, ale są za to niezrównanymi łakomczuchami. Są też… nieprzewidywalne. Niektóre nasze pokarmy moga u nich wywołać wymioty, zaburzenia żołądkowo-jelitowe, te najbardziej niebezpieczne – doprowadzić do perforacji przewodu pokarmowego, śpiączki, a nawet śmierci. Na wszelki wypadek, by nie kusić losu, lepiej trzymać nasze smakołyki z dala od kotów. Podręczną ściąga może być dla Was również nasza lista Lista produktów, potraw, pokarmów zakazanych dla kota oraz Świąteczne przysmaki, które są niebezpieczne dla kota.

Trujace rośliny

Koty podgryzają, żują rośliny, co pomaga im przy problemach żołądkowych. Czasami też po prostu dlatego, że są ciekawskie. Jednak wiele popularnych roślin domowych może być toksycznych (a nawet śmiertelnych) dla Twojego małego przyjaciela. Na wszelki wypadek zapoznaj się z naszą listą doniczkowych roślin trujących dla kota. Jeśli zaś chcesz mieć w domu coś zielonego, a zarazem bezpiecznego – zainwestuj w kocimiętkę albo trwę dla kota.

Śmieci, odpadki

Czy Tobie również zdarza się nie domykać pokrywy kosza na śmieci? Oducz się tego jak najprędzej! Śmieci, odpadki to mega zagrożenie dla kota! Śmieci, a jak wiadomo, różne rzeczy wrzucamy do kosza, mogą doprowadzić do zaburzeń żoładkowo-jelitowych, niedrożności przewodu pokarmowego, ran szarpanych, a nawet śmierci.

Jak zatem zapewnić kotu bezpieczeństwo we własnym domu?

Najlepszym sposobem jest patrzenie na rzeczy z perspektywy kota. Poznanie naturalnych instynktów, zachowań, np. żądzy eksploracji otoczenia, instynktu polowania, wyczucia smaków. Rozejrzyj się po domu, zastanów się, co by Cię zainteresowało, skusiło, gdybyś był(a) kotem? I sprawdź czy jest to dla kota bezpieczne. Jeżeli odpowiedź jest negatywna, usuń takie przedmioty, jeśli już nie z domu, to przynajmniej z zasięgu wzroku, języka i łapek Twojego kota.

zdjęcia: Min An , Fancycrave.com from Pexels, , Hans Braxmeier z Pixabay