Archiwum kategorii: Porady

Porady dla kociarzy, porady dla opiekunów kotów, jak dbać o kota, jak pielęgnować kota, jak socjalizować kota, jak wychowywać kota, jak dbać o zdrowie kota.

Jak prawidłowo karmić kota?

Prawidłowe karmienie kota wcale nie jest łatwe. Należy bowiem nie tylko dobrać odpowiedni rodzaj karmy, ale również jej proporcje. Na jakie jedzenie warto stawiać? Ile powinien jeść kot? Czym różni się żywienie kotów rasowych od dachowców? Na te pytania odpowiadamy w naszym artykule.

Karma dostosowana do wieku i warunków kota

Karma dla kota powinna zostać w szczególności dostosowana do wieku i warunków pupila. Zupełnie inne są potrzeby małych kotków, a inne dorosłych kotów. Kocięta mają zdecydowanie większe zapotrzebowanie na energię, niż koty dorosłe. Za koty dorosłe uważa się natomiast te, które ukończyły 12 miesięcy życia. Poza tym istotna jest waga pupila. Nieco więcej będzie jadł ten, mający 5 kilogramów, niż ten ważący niecałe 2 kilogramy. Kluczowe znaczenie mają też przebyte choroby oraz ewentualna sterylizacja kota. No i oczywiście nie można zapominać o szczególnych potrzebach kotów rasowych. Niektóre są na przykład mniej odporne na określone schorzenia, dlatego wymagają specjalistycznej karmy.

Karma o dobrym składzie

Prawidłowe żywienie pupila wymaga też użycia odpowiedniej jakości karmy. Produkty, dostępne w pierwszym lepszym markecie być może są bardzo tanie, ale nie dostarczają naszemu zwierzakowi wszystkich, potrzebnych do prawidłowego rozwoju składników. Najczęściej w ich składzie nie znajdziemy więcej niż 10-20 procent mięsa. Dodatkowo nie wiadomo jaka to część królika, kurczaka czy innego zwierzaka. Tymczasem kluczowe jest, aby karma dla kota zawierała zarówno czyste mięso, jak i podroby oraz kości. Karmy z marketów mają w swoim składzie ponadto dużą dawkę zbóż, których absolutnie nie powinny spożywać koty. To bowiem bezwzględni mięsożercy, dla których zbyt duża ilość błonnika może okazać się groźna dla zdrowia.

Odpowiednie proporcje są bardzo ważne

Warto też podkreślić, że karma dla kota powinna być podawana zwierzakowi w odpowiednich proporcjach. Wtedy nie narazimy go na otyłość lub niedożywienie. W opisie każdej karmy można najczęściej znaleźć dokładne wytyczne, w jaki sposób ustalić optymalną ilość. Uzależniona jest ona najczęściej od wieku kota, jego wagi i poziomu aktywności fizycznej. Mieszając karmę mokrą i suchą, warto natomiast posiłkować się specjalnymi kalkulatorami, dostępnymi w Internecie. Należy w nich podać informacje na temat kaloryczności karmy, wieku kota, jego wadze, trybie życia i tak dalej. Na podstawie tych danych otrzymamy gotowy wynik, dotyczący tego, ile tak naprawdę powinien jeść kot – z rozróżnieniem na karmę mokrą i karmę suchą.

Artykuł Partnera

Twoje domowe jedzenie może być szkodliwe dla kota

„Domowe lepsze od kupnego” – mawiały nasze babcie i matki, mając na myśli oczywiście jedzonko. Faktem jest, że chyba do końca życia nie zapomnę smaku domowego makaronu do domowego rosołu i nic go nie zastąpi.
Na fali rosnącego zainteresowania zdrowym żywieniem nie tylko sami zaczynamy więcej (albo w ogóle) gotować w domu, ale i gotować dla naszych zwierzaków. W myśl zasady, że domowe mu nie zaszkodzi, a na pewno lepsze niż sklepowa chemia. To nie do końca prawa. Co smaczne i zdrowe dla nas, niekoniecznie musi być takie dla naszych kociaków.

 

Wyniki badań opublikowane niedawno przez Feline Nutrition Foundation dowodzą, że większość domowych posiłków nie zapewnia kotom odpowiedniego żywienia. Co gorsza, popularność domowego jedzenia dla kotów sprawiła, że w Internecie znajdziecie tysiące stron z tysiącami przepisów na „zdrowe kocie jedzenie domowej roboty„.

Problem w tym, że karma dla zwierząt domowych wprowadzana do obrotu handlowego musi spełniać mnóstwo wymogów zarówno żywieniowych jak i dotyczących bezpieczeństwa, a nie ma takiego wymogu w przypadku przepisów, które można znaleźć w Internecie lub w książkach.

Na potrzeby badań grupa weterynarzy pobrała próbki 114 przepisów domowej roboty, które były podstawą codziennego pożywienia dla kotów. Okazało się, że żaden z przepisów nie spełniał w 100 procentach wytycznych National Research Council dotyczących karmy dla zwierząt domowych, a zaledwie pięć (na dodatek autorami tych przepisów byli weterynarze) osiągnęło zadowalający wynik.

Niektóre z brakujących w domowych posiłkach składniki odżywcze to witaminy i minerały, o których możesz nawet na co dzień nie myśleć: na przykład cholina, żelazo, tiamina i cynk. W kilku przypadkach przepisy na karmę dla kotów nie zawierały wystarczającej ilości białka.

Wiele przebadanych przepisów zawierało również niejasne instrukcje. Na przykład to, czy po ugotowaniu odsączasz tłuszcz z mielonej wołowiny, ma duży wpływ na zawartość tłuszczu i witamin w pożywieniu. Niektórzy wzywali do dodania suplementu witaminowego, ale nie mówili, jakiej marki i jakiego rodzaju. W wielu przepisach brakowało instrukcji lub ostrzeżeń, na przykład przepis obejmujący kości bez zwracania uwagi na to, że kości muszą być dokładnie zmielone, aby mieć pewność, że nie wyrządzą krzywdy zwierzęciu.

Autorzy badań sugerują, że jeżeli już naprawdę chcesz karmić kota domowym jedzeniem, to lepiej, a przede wszystkim bezpieczniej, poprosić certyfikowanego dietetyka weterynaryjnego (notabene, są tacy w naszym kraju?) o pomoc w znalezieniu lub napisaniu odpowiedniego przepisu. Jeśli oznacza to dla Ciebie zbyt wiele zachodu i/lub wydatków, to lepiej poprzestań na dotychczasowej karmie sklepowej lub weterynaryjnej.

A Wy częstujecie swoje koty swoim domowym jedzeniem? Tradycyjnie zapraszam do komentowania na naszym fanpejdżu KociaKolyskaCats.

Jeżeli szukasz rankingu dobrych karm dla kotów to zapraszam gorąco!

Koty to lenie! Naukowcy potwierdzają to, co kociarze wiedzą od dawna.

Koty to lenie patentowane! My, kociarze, wiemy o tym od dawna, ale od niedawna mamy na to naukowy dowód. 

Typowy dzień kota: leniwie przechadza się po mieszkaniu, rozgląda za nowymi smakołykami i atrakcjami, pacnie kilka razy myszkę zabawkę,  a kiedy napełni brzuszek natychmiast układa się do drzemki. Strasznie się zmęczył przeżuwaniem i musi odpocząć. Nie udało mi się ich jeszcze przyłapać na tym z obiektywem, ale moje koty wręcz patrzą na mnie zszokowane, kiedy przerywam poobiednią drzemkę wcześniej od nich. Tak, przejąłem od nich ten nawyk. Tylko że moja drzemka trwa jakieś pół godziny. Kiedy ja się podnoszę one podnoszą głowy z wyrazem twarzy, który mówi: „Co? Już wstajesz? Zwariowałeś???”

Jak wiadomo, koty mogą spać ok. 12 godzin na dobę. No, chyba że są wyjątkowo zmęczone, wtedy dłużej. Próbujemy wciągnąć je w zabawę, wymyślamy wciąż nowe atrakcje, ale to na nic. Behawioryści zwierząt polecają różnego rodzaju zabawki interaktywne, w tym najpopularniejsze – podajniki na smakołyki. „Niech kot przypomni sobie, co to polowanie. Niech zapracuje na michę” – mówią.

Ale to też na nic, o czym przekonali się naukowcy z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Wyniki najnowszych badań przedstawione na spotkaniu Animal Behavior Society jasno dowodzą, że koty to małe leniwe dranie, które potrafią wejść na nieznane nam poziomy lenistwa.

Prowadzący badania byli przekonani, że pobudzenie instynktu łowieckiego, chociażby poprzez wspomniane wcześniej zabawki, musi zadziałać. Działa przecież u wielu gatunków zwierząt, zarówno domowych jak i dzikich, poczynając od psów i szczurów po szympansy i ptaki. Może to naturalny instynkt łowcy. Może okazja, by zrobić coś fajnego. A może po prostu jedzenie lepiej smakuje, jeżeli musimy je samemu zdobyć.

Ale koty są inne.

Tak wynika z nowych badań przeprowadzonych przez zespół badawczy UCDavis. Owszem, koty nie zignorowały całkowicie łamigłówek premiowanych jedzeniem, ale wykazały zdecydowanie większe zainteresowanie łatwo dostępną zdobyczą.

Koci behawiorysta Mikel Delgado wraz z ekipą badawczą dał 18 domowym kotom wybór pomiędzy zabawką z jedzeniem i jedzeniem ogólnie dostępnym w misce. Koty, oczywiście, częściej wybierały michę, spędzały też przy niej więcej czasu.

„To nie jest tak, że koty w ogóle nie korzystały z zabawek-łamigłówek, po prostu korzystały z nich rzadziej, jadły z nich mniej i zazwyczaj najpierw zjadały karmę łatwo dostępną” – mówi Mikel Delgado z UC Davis.

Jeśli chodzi o to, dlaczego kotom nie podoba się podajnik jedzenia – oprócz ich wrodzonego lenistwa, oczywiście – jest kilka teorii, które już pobudzają naukowców do przeprowadzenia kolejnych badań. Jedna z teorii głosi, że powodem jest nudna niewola kotów domowych. Inna, że zabawki takie nie mają nic wspólnego z pobudzaniem prawdziwego, dzikiego instynktu łowieckiego.

 

Canadian Cat – żwirek bentonitowy dla wymagających. Nasz test!

Temat żwirków dla kotów poruszany był już na blogu kilkukrotnie. Jest to jednak wiecznie żywy temat wywołujący wieczne dyskusje o wyższości jednego żwirku nad drugim.

My przeprowadzamy testy na żywych organizmach (br, już widzę te miny obrońców zwierząt) wychodząc z założenia, że nikt lepiej od kotów nie wie, co naprawdę dobre dla kotów. Tak się składa, że po raz drugi do testów trafił żwirek dla kota Benek. Poprzednio testowaliśmy żwirek kukurydziany dla kota, dziś jest nowość, żwirek bentonitowy Canadian Cat.

Canadian Cat Super Benek na pierwszy rzut oka

Pierwsza wrażenia: pozytywne i zaskakujące. Bardzo spodobało mi się eleganckie wręcz opakowanie w czarnej tonacji. Psychologia koloru mówi, że czerń jest luksusowa, elegancka, wyszukana i ponadczasowa. Kolor czarny to klasyka odpowiednia do sprzedawania wysokiej jakości produktów. Pomyślicie zapewne – ja też tak w pierwszej chwili pomyślałem – że to trochę zabieg na wyrost w przypadku takiego produktu, jak żwirek dla kota. Ma to jednak swoje uzasadnienie, o czym poniżej.

Odrobinę zaskakujący był dla mnie natomiast sam żwirek – niezwykle drobny, sypki, drobniejszy chyba niż piasek na plaży w Saint Tropez. Pomyślałem, że taki miałki żwirek nie będzie spełniał dobrze swojej roli, ale tu też się myliłem.

O kocich pierwszych wrażeniach trudno mówić, bo wiadomo, że każda nowość jest dla kota absolutnie fascynująca.

Żwirek potrójnie aktywowany

Producent podaje, że Canadian Cat to „żwirek potrójnie aktywowany”. Świetnie, brzmi super, ale co to tak naprawdę znaczy? Odpowiedź, wbrew pozorom, jest prosta. Dzięki tej metodzie:

  • żwirek szybciej wchłania mocz, a tym samym nie przykleja się do kuwety
  • żwirek formuje się w płaską grudkę, a mocz jest wyłapywany zanim zdąży dotrzeć do dna kuwety.
  • żwirek dodatkowo został pozbawiony frakcji pylistej
  • można go też nasypywać nieco mniej do kuwety, więc w trakcie zakopywania kot mniej rozrzuca żwirek wokół kuwety

Sprawdzone, wszystko zgadza się w 100 procentach. Mieliśmy już na stanie żwirek, do którego trzeba by chyba używać glebogryzarki. Praktycznie nie zbrylał się wokół moczu kota, lecz tworzył błotne kałuże, mocno przywierające do dna kuwety. Ich czyszczenie przypominało bardziej kopanie rowów melioracyjnych (nazwę tej marki, z litości pominę milczeniem).

Czyszczenie kuwety dla kota wypełnionej żwirkiem Canadian Cat to zaledwie kilka ruchów, zero pyłu unoszącego się w powietrzu i co bardzo istotne – przynajmniej dla mnie – nie trzeba za każdym razem zamiatać całego pokoju zasypanego kocim żwirkiem.

Jaki żwirek dla kota, żeby nie śmierdziało?

Takie pytanie bardzo często pada na forach czy grupach dla kociarzy w mediach społecznościowych. Sam byłem ostatnio świadkiem sytuacji, kiedy od tego właśnie pytania pani rozpoczęła rozmowę w sklepie zoologicznym. Nie ma co ukrywać, radosna twórczość kotów w kuwecie może czasami przyprawić o… powiedzmy, że ból głowy. W przypadku Canadian Cat z pomocą przyszły najnowsze technologie, dzięki którym ten żwirek naprawdę doskonale maskuje przykre zapachy. Wiem, co mówię, bo moje kotki potrafią nieraz „dać czadu”. Producent zapewnia również, że unikalna formuła produkcji i specjalnie wyselekcjonowany materiał użyty do produkcji ogranicza również rozwój bakterii, które są główną przyczyną brzydkich zapachów. Tego akurat nie sprawdziłem, nie chciało mi się szukać bakterii z mikroskopem w ręku.

Czy żwirek może być ekskluzywny?

Wydawać by się mogło, że samo pytanie brzmi śmiesznie, by nie rzec – głupio. Żwirek w eleganckim opakowaniu, dedykowany najbardziej wymagającym… Ludzie, przecież to tylko kocia toaleta! Może powinniśmy dokupić do niego jeszcze pozłacaną kuwetę?

Ekskluzywność żwirku bentonitowego Super Bene Canadian Cat nie przejawia się jednak w nikomu niepotrzebnym i niczemu nie służącym blichtrze. Wręcz przeciwnie – ekskluzywność to w tym przypadku użytkowość!

O praktycznych cechach żwirku powiedziałem już sporo powyżej, teraz małe podsumowanie.

  • Maskuje zapachy, co jest szczególnie istotne dla osób wrażliwych, o czułym powonieniu.
  • Drobniutkie ziarenka idealnie formują się wokół kocich pozostałości, co ułatwia czyszczenie kuwety. W połączeniu z wyjątkowym wchłanianiem sprawiają, że Canadian Cat jest wyjątkowo wydajny i ekonomiczny. Jest to jak najbardziej w duchu „zero waste” – nie marnujemy żwirku wygarniając za jednym razem pół kuwety. Drobne, delikatne ziarenka to także cudowna sprawa dla kotów, a dokładniej – ich delikatnych łapek! Zauważyłem, że po styczności z tym żwirkiem koty tak często, jak dotąd, nie czyszczą łap – czyli najwyraźniej ten żwirek nie przyczepia się do nich.
  • Nie pyli się, co jest szczególnie ważne dla zarówno dla właścicieli, jak i kotów z astmą.
  • Nie roznosi się! A to piękna wiadomość dla osób, które podobnie jak ja, za sprzątaniem nie przepadają (delikatnie mówiąc).

Koty wiedzą lepiej!

Mamy 3 kuwety dla 2 kotów. Specjalnie dla celów testu tylko 1 kuwetę wypełniłem żwirkiem Canadian Cat. Jaki efekt? Od ponad dwóch tygodni czyli od momentu, kiedy zaczęliśmy go testować, czyszczę tylko jedną kuwetę – tę ze żwirkiem Super Benek Canadian Cat. Dobra wiadomość dla kotów, gorsza dla mnie, bo zostałem z zapasem poprzedniego żwirku, co nie jest już takie „zero waste”. Ale przecież koty nie mogą się mylić.

Andrzej

Żwirek Canadian Cat dostępny jest w wersjach baby powder, lavender oraz unscented.

 

Czy koty widzą w nas swojego Pana czy… Pupila?

Na pewno nie raz zastanawialiście się, jak postrzegają nas koty? Z psami – z całym szacunkiem, nie obraźcie się psiarze – sprawa jest prosta. Może to i politycznie niepoprawne, ale sprawa jest jasna: jest Pan i jest Pies (żeby już nie powiedzieć sługa). W naszym, kociarzy przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana. Zastanówmy się zatem wspólnie czy koty widzą w nas swojego Pana czy może raczej… Pupila? Kto ma kota (a nie dopiero o nim marzy), ten wie o czym mówię.

Czy kot przybiegnie na każde Wasze zawołanie? Czy ślini się na Wasz widok? Czy kot potulnie skuli pod siebie ogon, kiedy coś nabroi? Czy kot aportuje na rozkaz? Czy kot wie, że wolno mu leżeć tylko na specjalnie wyznaczonym legowisku? Tak… i w tym miejscu rozlega się chóralny i gromki śmiech wszystkich kociaciarzy.

Bo wiemy, że kot, niczym wiatr, chodzi gdzie chce, robi co chce, a na dodatek uważa to za zupełnie naturalne. Wszyscy znamy chyba ten wyraz kociego niedowierzania, „a co się stało, że niby coś złego zrobiłem, że niby ja???” Po doświadczeniach z naszymi kotami wiem, że owszem, reagują na swoje imię, ale głównie wtedy, kiedy dotyczy to napełniania miski z karmą albo czyszczenia kuwet. Ba, nasza Reszka i Lucky nawet aportują! I to jak! Z biegiem z przeszkodami, z przewrotkami, z aportem pod same ręce, nogi. Problem w tym, że głównie wtedy, kiedy Gytha Ogg wybiera się do pracy albo robi obiad, a ja siedzę przed monitorem przygotowując kolejny niezwykle interesujący, fascynujący, no piękny po prostu koci artykuł specjalnie dla Was.

Dość gadania, przechodzimy do konkretów. Zatem: Czy koty widzą w nas swojego Pana czy Pupila?

Przede wszystkim, koty nie są zwierzętami stadnymi, dlatego też nie ma wśród nich jasnej hierarchii.  Oczywiście, istnieją koty dominujące i koty uległe, ale w przeciwieństwie do psów rzadko można znaleźć wśród nich osobnika w rodzaju „kota alfa”. Udowodniły to liczne obserwacje w kocich enklawach, jak na przykład na Aoshimie, jednej z japońskich „kocich wysp” (swoją drogą, fajna ciekawostka, kiedyś do niej wrócimy!).

To już pierwszy powód, dla którego w ogóle nie powinniśmy używać określenia „Pan” w stosunku do kotów. Jeżeli już koniecznie chcecie się jakoś nazwać, określić w tym ludzko-kocim związku, to najbardziej właściwe będzie określenie „życzliwy dostawca”. Wy zapewniacie im miejsce do spania, jedzenie, rozrywkę i towarzystwo, a to zachęca kota do pozostania z Wami. [1]

Jednym z zabawniejszych aspektów relacji człowiek-kot, jest to, że niektóre koty postrzegają nas jako… opóźnionych w rozwoju i niekompetentnych.

Czy komuś z Was zdarzyło się, że kot przyciągnął do domu na wpół martwe zwierzę? Myśleliście, że to prezent? Przemyślcie to sobie jeszcze raz. Kot zapewnia w ten sposób łatwą zdobycz, uważając Was za zbyt głupich lub nieudolnych, by złapać żywą, zdrową mysz. Myli się? Złapaliście kiedyś mysz?

Nawet miauczenie jest również – w pewnym sensie – oznaką tego, że kot uważa Was za upośledzonych na umyśle. Koty komunikują się miedzy sobą mową ciała, zwłaszcza ogonem. [2]
Ludzie na ogół kiepsko interpretują to, co koty chcą nam powiedzieć, więc jedyną opcją jest krzyczenie na nas. Biorąc pod uwagę długą historię wspólnego życia kotów i ludzi stało się to już standardem.

A czy ktoś z Was kiedykolwiek pomyślał, że kot może uważać nas za swojego zwierzaka? Przecież kotom nie tylko brakuje wiedzy na temat zwierząt domowych i ich roli na Ziemi, ale też jesteśmy zbyt duzi, zbyt potężni i zbyt „uparci”, aby być zwierzętami domowymi (na pewno?). To bardzo skomplikowana relacja. Koty postrzegają nas jako większe koty, ale jednocześnie uznają, że nie jesteśmy tacy sami jak one.

Ok, było trochę zabawnie, na koniec poważny fakt dotyczący relacji człowiek-kot, o którym niestety zbyt często zapominamy.

Pamiętajcie, jak wspaniała oznaką wielkiego zaufania jest to, że kot w ogóle zbliża się do człowieka. Brutalnie mówiąc, fizycznie jesteśmy w stanie zabić kota domowego znajdującego się w zasięgu ręki, a mimo to kot leży na naszych kolanach i pozwala się głaskać. Wyobraźcie sobie, że dla kotka nowego domownika jest to doznanie takie, jakbyście Wy siedzieli na kolanach niedźwiedzia Grizzly albo czyścili swoją szczoteczkę zęby rekina żarłacza białego.
Więc kiedy następnym razem będziecie głaskać kotka, zastanówcie się przez chwilę nad tym, jakim zaufaniem musi Was darzyć, jak wielką w Was wiarę pokłada, że ten mały drapieżnik jest w stanie – dla Was! pokonać instynkt walki lub ucieczki.

Tak, koty są inne. Jak mawia Eli, „koty to czuby„. Na szczęście, mówi to pieszczotliwie, więc jej wybaczamy.

[1] Można to zastosować tylko do kotów, które mają dostęp na zewnątrz, w przeciwnym razie kot nie ma tak naprawdę wyboru.
[2] Dobrym porównaniem byłaby tu osoba, która mówi monotonnym głosem i nie porusza twarzą. Utrudniłoby to jakąkolwiek interakcję społeczną.

Andrzej

Jak sprawić, by dwa koty się polubiły – głosy w odwiecznej dyskusji

Co może być lepsze od kota? Dwa koty! Tak, to odwieczny dylemat, wieczna dyskusja wśród kociarzy. Każda opcja – jeden kot lub więcej kotów – ma równie wielu zwolenników, co przeciwników. Jednym z najczęstszych argumentów „przeciw” jest to, że koty się nie polubią. Że dojdzie do konfliktów, by nie powiedzieć zażartej walki o terytorium, jedzenie i codzienne pieszczoty.

Poruszaliśmy już ten temat we wpisieDwa koty w domu – dają radę? (…) na naszym własnym przykładzie Reszki i Lucky’ego, ale jak wynika z rozmów i szperania w sieci, temat wciąż jest żywy i mocno komentowany.

Skorzystaliśmy z serwisu Reddit, agregującego linki do najróżniejszych informacji, które ukazały się w Internecie. Nie mogło tam oczywiście zabraknąć informacji i o kotach. Reddit ma około 174 miliony zarejestrowanych użytkowników, jest więc z czego wybierać. Kilka porad, naszym subiektywnym zdaniem najciekawszych, najbardziej trafnych, wybraliśmy dla Was. Jeżeli macie problemy ze swoimi miziakami, może się Wam przydadzą.

Użytkownik cputnik proponuje proste rozwiązanie: wielokrotnie drapać je czule pod brodą tą samą ręką. Spowoduje to zmieszanie ich feromonów i ostatecznie pomyślą, że pochodzą z tej samej paczki i same dzielą się feromonami.

Inni użytkownicy reddit’a twierdzą, że działa to nawet z innymi zwierzętami, np. psami. Jeden z nich do ukrywającego się w łazience kota wpuszczał pojedynczo psy (ma 3 psy i 1 kota). Następnie głaskał jednocześnie psa i kota obiema rękami na zmianę. W ten sposób też zmieszały się psie i kocie feromony. Podobno teraz cała banda zwierzaków je razem, śpi razem i… rozrabia w całym domu również razem.

Zmodyfikowaną wersję proponuje chefyaboy_rd. U niego podziałało podawanie tą samą ręką w tym samym czasie suchej karmy albo kocich przysmaków. Po pierwsze, zmusiło to dwa koty, które jak wiadomo są łakomczuchami, do podejścia do niego jednocześnie. Koty są też ciekawskimi łakomczuchami, dlatego też z czasem zaczęły się obwąchiwać i pocierać pyszczkami. Przecież trzeba sprawdzić czy on/ona nie dostali czegoś lepszego, prawda? I w ten sposób także dochodzi do mieszania feromonów, a co najważniejsze, rozkwita poczucie bliskości. 

Bardzo wiele, w zasadzie wszystko, zależy od nas. To nas najpierw kot musi polubić (jak do tego dojść opowiemy wkrótce). Jeżeli nie lubi nas, nie ufa nam, na niewiele zdadzą się nasze zabiegi. Po prostu je zignoruje. To my musimy zadbać o to, by każdy z naszych kotów czuł się komfortowo na swoim terytorium. Musimy je także zachęcać do interakcji, która pomaga kotom poczuć się częścią tego samego stada, a nie konkurencją lub potencjalnym drapieżnikiem.

Jak my poradziliśmy sobie z naszymi dwoma kotami, które w pierwszych dniach pałały do siebie nienawiścią i agresją, a teraz kochają się jak wariaty? Poczytajcie o tym we wspomnianym wpisieDwa koty w domu – dają radę? (…) . Zdradzimy tylko tyle, że postawiliśmy na… naturalność!