kot leży

Co naprawdę kryje się w kociej karmie? Triki producentów ujawnione

Co znajdziemy w kociej karmie? UWAGA: MOŻE BYĆ NIESMACZNIE!

Sklepowe półki uginają się od kolorowych paczek z napisami „naturalna”, „bio”, „eko”, „holistyczna” i „premium”. Na etykietach widzimy pieczonego kurczaka, świeże warzywa, a czasem nawet soczystego łososia. Ale… no cóż, nie łudźmy się. W większości przypadków różnica między taką karmą a najtańszą, pełną produktów ubocznych, jest mniejsza, niż myślisz.

I tu robi się ciekawie, bo to, co nazywamy „kurczakiem” czy „wołowiną” na etykiecie, nie ma wiele wspólnego z filetem, który kładziesz sobie na patelnię.

Co kryje się w karmie twojego kota?

Koty – tak jak ich dzicy krewni – uwielbiają mięso. Ale jeśli wyobrażasz sobie kotlety z piersi kurczaka w karmie, to… myślisz bardziej niż człowiek niż jak mruczek.

Jak piszą Marion Nestle i Malden Nesheim w swojej książce o karmach dla zwierząt:

„Jeśli kupujesz komercyjne karmy dla zwierząt, kupujesz składniki, których ludzie nie chcą jeść.”

I od razu dodają, że nie ma w tym nic złego – po 300 stronach analiz stwierdzają, że komercyjne karmy są zasadniczo w porządku. Po prostu większość „mięsnych” składników to elementy, których nie znajdziesz w supermarkecie.

Dla przykładu definicja wołowiny według AAFCO to: „czyste mięso pochodzące od ubitych ssaków, ograniczone do mięśni szkieletowych lub tych z języka, przepony, serca czy przełyku; z tłuszczem, skórą, ścięgnami, nerwami i naczyniami krwionośnymi, które naturalnie towarzyszą mięsu”. U drobiu może się to dodatkowo wiązać z obecnością zmielonych kości.

Czyli jeśli karma ma w składzie „kurczaka” jako pierwszy składnik, to w praktyce najczęściej oznacza to papkę mięsa, skóry i chrząstek oddzielonych mechanicznie z resztek szyjek i grzbietów. Smacznego… dla kota oczywiście.

Produkty uboczne, mączki i inne tajemnicze dodatki w kociej karmie

Kilka terminów, które warto znać:

  • Produkty uboczne (by-products) – to czyste części zwierząt rzeźnych, które są jadalne dla zwierząt, ale nie liczą się jako mięso. Mogą to być płuca, śledziona, nerki, mózg, wątroba, krew, kości i tłuszcz. W przypadku drobiu: głowy i łapy.
  • Mączka mięsna czy rybna (meal) – to efekt przetwarzania (renderingu), czyli gotowania i suszenia części jadalnych (mięsa lub produktów ubocznych) na proszek.

A co z pięknymi „kawałkami mięsa” w karmie mokrej? Nestle i Nesheim piszą:

„Konserwy dla zwierząt zwykle zaczynają się od niskiej jakości przycinków mięsnych, które są rekonstruowane w kawałki wyglądające jak mięso. Wymaga to zawieszenia cząstek mięsa w żelach, podgrzewania ich, by się ścięły w kawałki, lub użycia białka roślinnego, by symulować mięso. Niektóre ‘premium’ karmy faktycznie zawierają prawdziwe kawałki mięsa, ale wiele z nich – nie.”

Brzmi jak kuchnia molekularna… tylko w wersji dla kotów.

Zboża, warzywa i wielkie słowa na etykiecie

Producenci karm chętnie wrzucają na opakowanie marchewki, jabłuszka i groszek, ale prawda jest taka, że najczęściej występują one w śladowych ilościach – zwykle gdzieś po soli na liście składu (a soli w karmie jest ok. 1 proc., więc łatwo policzyć, ile tam faktycznie tych warzyw).

Czy zboża w karmie są złe? Niekoniecznie. Psy i koty potrafią je trawić i jeśli skład jest zbilansowany, to wszystko gra. Co najwyżej kot będzie miał więcej… no cóż, „efektów ubocznych w kuwecie”, bo im więcej błonnika w karmie, tym więcej kup.

A te modne hasła?

  • „Naturalna” – definicja jest tak rozmyta, że niewiele znaczy.
  • „Holistyczna” – nie ma oficjalnej definicji.
  • „Organiczna” – tu są luki prawne, które pozwalają producentom używać tego słowa, choć nie zawsze spełniają standardy z żywności dla ludzi.
  • „Human-grade” (klasa spożywcza dla ludzi) – według AAFCO to słowo bywa mylące i nie oddaje rzeczywistości.

Podsumowanie: czy naprawdę jest się czego bać?

Choć internet huczy od plotek o „butach w karmie” czy „oleju silnikowym”, Nestle i Nesheim uspokajają: nie ma tam włosów, rogów, zębów ani starych butów. Ale przyznają, że czasem składniki pochodzą z zakładów, które przerabiają też zwierzęta uśpione w schroniskach – i to już brzmi nieco mniej komfortowo. Ślady środków do eutanazji wykrywano, choć na bardzo niskim poziomie.

Dobra wiadomość? Twój kot naprawdę nie ma nic przeciwko takim „składnikom”. My byśmy się skrzywili, ale dla mruczka to po prostu jedzenie, pełne tego, co lubi najbardziej – białka i tłuszczu. A marketingowe słówka? Cóż, one są głównie dla nas, żebyśmy kupowali karmę z przekonaniem, że to niemalże niedzielny rosół w wersji kociej.

Zobacz również:

Alergie u kotów. Jak rozpoznać, że Twój kot ma alergie

Żwirek dla kota z kukurydzy. Nasz test!