Mój Lucky ma swoje rytuały. Codzienne, niezmienne, jak dobrze wyreżyserowany spektakl: poranne mruczenie pod drzwiami sypialni, kontrola misek, a potem moment, na który czekam i którego trochę się boję – inspekcja mojej twarzy. Podchodzi, wącha mój oddech, jakby sprawdzał paszport. Pepe robi to samo, choć mniej dyplomatycznie. I szczerze? Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zastanowić się, co ja właściwie wącham, kiedy oddają mi tę przysługę.
Jak pachnie twój kot? To ważny sygnał
Zacznijmy od oczywistego. Koty nie pachną fiołkami. Rybny oddech po misce z tuńczykiem, charakterystyczna nuta po wizycie w kuwecie – to wszystko wpisane jest w umowę, którą podpisujemy, zapraszając drapieżnika do domu. Nikogo to nie dziwi, nikogo nie alarmuje. Problem zaczyna się tam, gdzie zapach jest... przyjemny. Słodkawy, trochę jak syrop klonowy. I właśnie tu większość z nas, opiekunów, popełnia błąd – uznajemy to za coś bez znaczenia, może nawet uroczego. W końcu kto się niepokoi, gdy kot pachnie ładnie?
Otóż ja bym się zaniepokoił. I weterynarze też, bo to właśnie ten rodzaj sygnału, który łatwo przegapić, bo nie wygląda na alarmujący.
Skąd właściwie bierze się słodki zapach kota?
Tu zaczyna się detektywistyczna część tej historii, bo zapach może pochodzić z dwóch zupełnie różnych miejsc – z oddechu albo z sierści – i każde z nich prowadzi do innej diagnozy.
Jeśli słodycz unosi się z pyszczka, najczęściej oznacza to, że w organizmie kota dzieje się coś na poziomie metabolizmu. Gdy organizm nie potrafi prawidłowo wykorzystać glukozy jako paliwa, zaczyna rozkładać tłuszcze. W efekcie powstają ketony – związki chemiczne, które pachną słodko, niemal jak aceton. To zresztą ten sam mechanizm, który stoi za owocowym oddechem u ludzi z niewyrównaną cukrzycą.
U kotów ten sygnał wskazuje zwykle na jedną z dwóch sytuacji.
Cukrzyca u kota?
Cukrzyca u kotów zdarza się częściej, niż większość z nas się spodziewa – mówi się o jednym koto-pacjencie na dwieście, a koty z nadwagą są w grupie znacznie podwyższonego ryzyka. U większości chorych kotów pojawia się typ II, w którym trzustka wciąż produkuje insulinę, ale tkanki organizmu nie potrafią jej efektywnie wykorzystać.
Tu jest jednak rzecz, którą warto sobie dobrze zapamiętać: sam słodki oddech nie jest objawem cukrzyzny jako takiej. To sygnał, że choroba wymknęła się spod kontroli – że została niezdiagnozowana albo że dotychczasowe leczenie przestało działać. Kot może wtedy wejść w stan zwany kwasicą ketonową, czyli DKA – stan poważny i potencjalnie zagrażający życiu. Słodki, owocowy oddech to jeden z jego objawów, obok apatii, wymiotów, spadku wagi, utraty apetytu oraz wzmożonego pragnienia i oddawania moczu. Kwasica ketonowa to stan nagły. Tu nie ma miejsca na "zobaczymy, jak będzie rano" – to wizyta u weterynarza tego samego dnia.
Przewlekła choroba nerek kotów
Druga możliwość to przewlekła choroba nerek, która dotyka przede wszystkim koty starsze, choć młodszych też nie omija. Szacuje się, że problem ten ma od 30 do 40 procent kotów po dziesiątym roku życia, a po piętnastym odsetek ten skacze do nawet 80 procent. Pomyślałem sobie, czytając to, o naszej Grubci z Krety – ileż tam kreteńskich kotów-seniorów grzeje się na tarasach, nie mając pojęcia, że ich nerki mogą cichutko zwalniać tempo.
Nerki w tym schorzeniu z czasem coraz słabiej filtrują produkty przemiany materii z krwi. Te zaczynają się gromadzić, prowadząc do stanu zwanego mocznicą, który potrafi nadać oddechowi nutę delikatnie słodkawą, choć zarazem nieprzyjemną – czasem bardziej przypominającą amoniak niż syrop. W obu wariantach to sygnał, że dzieje się coś, czego nie należy odkładać na później.
A jeśli zapach idzie od sierści?
Nie każdy słodki zapach oznacza kryzys metaboliczny. Czasem źródłem jest po prostu futro, a nie oddech – i tu sprawy są zwykle mniej dramatyczne, choć wciąż warte sprawdzenia.
Infekcje drożdżakowe czy niektóre infekcje bakteryjne skóry mogą zmienić zapach kociej sierści, czasem właśnie w stronę tej charakterystycznej słodyczy. Bywa też zupełnie prozaicznie – kot otarł się o coś pachnącego i tyle. Pamiętam, jak Pepe wrócił raz z ogródków działkowych pachnący czyimś perfumowanym balsamem do ciała – też się zaniepokoiłem, zanim zrozumiałem, o co chodzi. Problem w tym, że zmiany zapachu skóry bywają wierzchołkiem głębszego, ogólnoustrojowego problemu, więc nawet gdy futro wydaje się najbardziej prawdopodobnym źródłem, wizyta u weterynarza wciąż ma sens.
Słodki zapach u kota. Co z tym zrobić
Słodki zapach to z tych sygnałów, które kuszą, żeby je zignorować – nie wygląda tak groźnie jak wymioty czy kulawizna. A jednak, skoro najczęściej wiąże się z niewyrównaną cukrzycą albo postępującą chorobą nerek – obiema chorobami, w których wczesna interwencja robi ogromną różnicę – warto się tym zająć na serio.
Jeśli zapach idzie z pyszczka, wizyta u weterynarza nie powinna czekać. Jeśli wydaje się, że to sierść, kontrolne badanie też ma sens, zwłaszcza u starszych kotów albo tych, u których zauważyliście jakiekolwiek inne zmiany w zachowaniu czy nawykach. W obu przypadkach – im wcześniej, tym łatwiej sobie z tym poradzić.
Więcej porad dla kociarzy? Sprawdź poradnik "Mruczenie wymaga miłości".