Teraz do tej niezwykle ludzkiej obsesji dołącza sztuczna inteligencja. Nowe urządzenie, o którym informują już zachodnie media, ma analizować kocie dźwięki i zachowanie, a następnie podpowiadać, co zwierzę może próbować przekazać. Do prawdziwej rozmowy z kotem wciąż jednak daleka droga.
Sztuczna inteligencja próbuje zrozumieć kocie miauczenie
Urządzenie o nazwie PettiChat pojawiło się na rynku wiosną 2026 roku. Jest noszone na obroży zwierzęcia i wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizowania wokalizacji oraz informacji dotyczących zachowania kota lub psa. System ma na tej podstawie generować interpretacje dotyczące prawdopodobnego stanu emocjonalnego lub intencji zwierzęcia.
Pomysł szybko wzbudził zainteresowanie właścicieli zwierząt. Jednocześnie rozpoczęła się dyskusja wśród weterynarzy, behawiorystów i naukowców. Najważniejsze pytanie brzmi bowiem nie tyle, czy technologia potrafi "tłumaczyć" koty, ale czy rzeczywiście pomaga nam lepiej rozumieć sygnały, które zwierzęta wysyłają od dawna.
Koty od dawna próbują się z nami porozumieć
Problem wcale nie polega na tym, że koty nie mają nam nic do powiedzenia. Przeciwnie. Ich komunikacja jest niezwykle rozbudowana, tylko człowiek nie zawsze potrafi ją właściwie odczytać.
Koty wykorzystują nie tylko dźwięki. Znaczenie mają również ułożenie ciała, pozycja ogona, ruchy uszu, mimika, zapachy i dotyk. Miauczenie jest więc zaledwie jednym elementem znacznie większej układanki.
Co więcej, dorosłe koty miauczą znacznie częściej podczas kontaktu z ludźmi niż w relacjach z innymi kotami. Zwierzęta żyjące u naszego boku przez tysiące lat najwyraźniej przystosowały część swoich sposobów komunikacji właśnie do kontaktów z człowiekiem.
To samo miauczenie może znaczyć coś zupełnie innego
Sztuczna inteligencja może być przydatna właśnie dlatego, że nie powinna analizować wyłącznie pojedynczego dźwięku. Ten sam odgłos może mieć różne znaczenie zależnie od sytuacji, otoczenia, mowy ciała kota i tego, co wydarzyło się chwilę wcześniej.
Koty doskonale uczą się również, które dźwięki przynoszą oczekiwany efekt. Miauczenie przy pustej misce może różnić się od tego, którym zwierzę domaga się uwagi albo chce, aby człowiek otworzył zamknięte drzwi. Człowiek natomiast z czasem uczy się rozpoznawać te różnice. Kot najwyraźniej po prostu zakłada, że powinno nam to zająć mniej czasu.
Zobacz również: Co oznaczają dźwięki wydawane przez kota?
"Tłumacz kota" to jednak zbyt daleko idące określenie
Entuzjazm związany z nową technologią nie powinien przesłaniać jednego ważnego faktu. Nie ma obecnie naukowych dowodów na to, że pojedyncze "miau" jest odpowiednikiem kompletnego ludzkiego zdania, które wystarczy odpowiednio rozszyfrować.
Kocie wokalizacje przekazują przede wszystkim informacje dotyczące stanu emocjonalnego, motywacji, pobudzenia czy bieżących potrzeb. Dlatego określanie urządzeń takich jak PettiChat mianem translatorów zwierzęcej mowy jest uproszczeniem.
Sztuczna inteligencja może jednak nauczyć się rozpoznawać wzorce związane między innymi z głodem, stresem, zadowoleniem, frustracją czy podekscytowaniem. To byłoby już bardzo istotne osiągnięcie, nawet jeśli nadal nie oznaczałoby możliwości prowadzenia z kotem rozmowy o pogodzie, rachunkach i jego wyjątkowo niesprawiedliwym harmonogramie karmienia.
Technologia może pomóc szybciej zauważyć chorobę
Największy potencjał takich rozwiązań może wcale nie dotyczyć rozmowy z kotem. Chodzi o obserwowanie jego zdrowia i samopoczucia.
Koty słyną z ukrywania oznak choroby, bólu i stresu. Pierwsze sygnały problemu bywają bardzo subtelne. Mogą dotyczyć aktywności, snu, korzystania z kuwety, zachowań społecznych albo codziennej rutyny. W zabieganym domu łatwo je przeoczyć.
Jeżeli systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję będą potrafiły wiarygodnie rozpoznawać nietypowe wzorce zachowania i wokalizacji, mogą w przyszłości pomóc opiekunom szybciej zauważać, że ze zwierzęciem dzieje się coś niepokojącego. W konsekwencji mogłyby skłaniać do wcześniejszej konsultacji weterynaryjnej.
Nie oznacza to jednak, że urządzenie może diagnozować choroby albo zastąpić lekarza weterynarii. Jego rola miałaby polegać raczej na dostarczaniu dodatkowych informacji o zachowaniu zwierzęcia.
Przed nami jeszcze długa droga
Czy PettiChat rzeczywiście okaże się przełomem? Na razie nie wiadomo. Potrzebne są niezależne badania oraz publikacje naukowe, które pozwolą ocenić, czy tego typu systemy potrafią konsekwentnie i dokładnie interpretować kocie wokalizacje oraz zachowania.
Jedno wydaje się jednak pewne: zainteresowanie komunikacją między ludźmi a zwierzętami rośnie, a rozwój sztucznej inteligencji daje naukowcom narzędzia do analizowania zjawisk, które wcześniej były znacznie trudniejsze do zbadania.
Do prawdziwej rozmowy z kotem wciąż więc daleko. Być może jednak najważniejszym osiągnięciem nie będzie stworzenie urządzenia, które pozwoli nam usłyszeć po polsku, czego chce kot. Znacznie cenniejsze może okazać się nauczenie ludzi dostrzegania tego, co ich zwierzęta mówią im już teraz.