Anthony Hopkins i Niblo

Oni mają kota: sir Anthony Hopkins i gwiazdor Niblo

Z prawdziwą radością przedstawiam Wam nowy, weekendowy cykl na Kociej Kołysce pod nieco przewrotnym tytułem „Oni mają kota”.

Oni — znani, lubiani i podziwiani. Koty — są ich oczkiem w głowie. Kochają je, rozpieszczają, z dumą prezentują je całemu światu. Czy mają też kota na punkcie kota? W to nie wnikam, przekonajcie się sami.

Trudno chyba o lepszych bohaterów pilotażowego odcinka jak Sir Anthony Hopkins i jego kot Niblo.

Ten pierwszy: walijski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, kompozytor i artysta malarz, niezapomniany filmowy Hannibal Lecter. Uważany za jednego z najwybitniejszych aktorów współczesnych, laureat Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego (1992), trzech nagród BAFTA, dwóch nagród Emmy i Nagrody im. Cecila B. DeMille’a. Uhonorowany Odznaką Rycerza Kawalera, Kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego.

Ten drugi: węgierski, niegdyś bezpański, porzucony kociak, dziś żyjąca w prawdziwym luksusie gwiazda mediów, w tym również mediów społecznościowych.

Jak do tego doszło, jaka jest ich historia? Znamy ją dzięki relacji Bernarda Fekete, węgierskiego marszanda sztuki, udostępnionej później przez magazyn Szeretlekmagyarorszag.

Fekete został zaproszony do domu aktora w Malibu w sprawie obrazu przedstawiającego gwiazdę filmu „Dwóch papieży” z żoną i kotem. Wówczas Hopkins opowiedział, jak doszło do tego, że walijski aktor adoptował węgierskiego kota.

Pewnego dnia do konsjerża hotelu, w którym Anthony Hopkins przebywał podczas kręcenia zdjęć w Budapeszcie, przyniósł bezdomnego kotka, z prośbą, by znajomy konsjerż znalazł właściciela tego biednego zwierzaka. Już następnego dnia Hopkins wraz z żoną urządzili pokój dla kociaka i zamówili samochód ze wszystkim, czego tylko koty potrzebują. Czekali, aż pojawi się właściciel, ale na próżno. W międzyczasie, jak mówi Bernard, sir Anthony Hopkins i jego żona Stella oszaleli na punkcie kota do tego stopnia, że ​​w końcu zdecydowali się zabrać go ze sobą do Malibu.

Życie pokrzywdzonego przez los zwierzaka zmieniło się w jednej chwili o 180 stopni. Dotąd bezpański kociak stał się pełnoprawnym domownikiem prowadzącym godne pozazdroszczenia luksusowe życie.

Jak ogromne panuje między nimi przywiązanie, jak wielką rolę Niblo odgrywa w jego życiu, o tym aktor nie raz opowiadał na swoich profilach w mediach społecznościowych.

Chyba wszyscy znają też filmik, na którym Sir Anthony Hopkins gra na pianinie swojemu kotu. Wzruszający post w ciągu niecałej doby zebrał prawie 150 tysięcy „lajków” (dziś jest ich już ponad milion!), a fani w komentarzach chwalili aktora nie tylko za piękne wykonanie, ale przede wszystkim za podejście do zwierząt.

 

Niblo dba o mój stan zdrowia, w zamian oczekuje, żebym go zabawiał. Koty…” – wyjaśnia w powyższym wpisie gwiazda „Milczenia owiec”.

Kotek jest nie tylko melomanem, ale i… modelem! Został już uwieczniony na kilku obrazach, które trafiły w ręce prestiżowych handlarzy dziełami sztuki, były też wystawiane w galeriach.

Hopkins i Niblo wspólnie zabawiają swoich fanów w mediach społecznościowych. Przytulają się do siebie na Instagramie, bawią w filmikach na Facebooku, w ciężkich czasach pandemii koronawirusa podtrzymują na duchu. I muszę przyznać, że codzienna, naturalna radość Anthony’ego Hopkinsa i Niblo jest zaraźliwa.

Czy Kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego ma kota na punkcie kota? Nawet jeśli tak, to jest to na pewno zdrowy i szczęśliwy kot!

Andrzej

 

Facebookpinterestmail
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Przewiń do góry