O nas

Kocia Kołyska to dwie dziewczyny i dwa chłopaki: księżniczka Reszka i łobuz Lucky

oraz ich wierni poddani:  M. (alias Gytha Ogg) i Andrzej.

Kiler – The Boxer

Blog szalonego kociarza, który kiedyś był szalonym psiarzem.

Tak, takie rzeczy się zdarzają. Moja przygoda ze zwierzętami zaczęła się od słodkiego boksera o słodkim imieniu… Kiler. Tak naprawdę zaczęła się od goniącego mnie po podwórku indyka, kiedy byłem małym brzdącem, ale to już zupełnie inna historia. Zawsze chciałem mieć psa tej rasy. Kiedy nadarzyła się okazja, by przygarnąć i uratować takiego szczeniaka boksera, przyznaję, wahałem się. Ale tylko chwilę. Wystarczyło, że natychmiast wskoczył mi na kolana i oczywiście… obślinił. Ile myśmy razem przeżyli! Może warto to gdzieś, kiedyś upamiętnić? Pozostały jedynie wspomnienia i zdjęcia Kilera (zapraszam do oglądania!).

Kiedy odszedł za Tęczowy Most postanowiłem, że nigdy już nie przygarnę żadnego zwierzaka. Zbyt wielkie było, jest poczucie straty. Aż los postawił na mojej drodze szaloną Kociarę. I oczywiście odwieczny dylemat „o wyższości kotów nad psami i odwrotnie”. Ona nie mogła żyć bez kota, ja nie mogłem żyć z kotem. Nie, że ich nienawidziłem, byłem tolerancyjny – niech sobie ludzie trzymają te kotki, byle z dala ode mnie.

Ba! Przez te koty, to o mało się nie rozstaliśmy! Postawiłem sprawę na ostrzu noża – „Wybieraj! Ja albo kot!„. Całkiem poważnie to rozważała… Domyślacie się, na czyją korzyść? Ale jak to z facetami bywa, zmiękłem i poszedłem na kompromis – „ok, niech będzie kot, ale pod pewnymi warunkami„:

  • kot nie je z talerza
  • kot nie wchodzi na stół
  • kot nie wchodzi do łóżka
  • kot nie miauczy mi w nocy i nie hałasuje

Jak to z kobietami bywa, znalazła na mnie sposób. Postawiła mnie przed faktem dokonanym, pewnego dnia informując po prostu: „Zabieramy się za generalne porządki, generalne sprzątanie mieszkania„. „Po co??” – zapytałem, jako że posprzątane było zawsze, a ja sprzątać nienawidzę. „Bo dzisiaj przyjeżdża do nas pani z Domu Tymczasowego przywieźć nam kotka„.

Księżniczka Reszka

I co dalej? Oczywiście, historia się powtórzyła. Kiedy zobaczyłem taki mały kłębuszek, mieszczący się w dłoni, który natychmiast zapuścił usypiająco-kojący „motorek”, to już wiedziałem – kupiła mnie! Kotka Reszka (podziwiajcie jej fotki!) przewróciła mój świat, światopogląd i mózg do góry nogami. Z piszczącego i siusiającego do doniczek kiciusia szybko zamieniła się w prawdziwą Księżniczkę łaskawie nam panującą w całym królestwie. A głównie panującą nade mną. Notabene, to dzięki niej i dla niej powstał ten blog.

Nic jednak nie trwa wiecznie. Rozstania nadszedł czas, o podziale majątku nawet nie było mowy, chociaż o kota kłóciliśmy się bardziej, niż niejedna para o dom na Lazurowym Wybrzeżu.

Wiadomo, jak już ktoś raz dostał kota na punkcie kota, to ma go do końca świata i jeden dzień dłużej. Szukałem oczywiście na zasadzie podobieństwa: musi to być wyłącznie kotka i wyłącznie czarna (choć Reszka to taka prawie szylkretka). Ale kiedy wspaniałe Panie z bytomskiego oddziału TOZ wysłały mi takie zdjęcie (poniżej) takiego niewiadomocoto, chudzinki z wielkimi łapami, uszami i wieeeelgaśnymi wąsiskami to pękając ze śmiechu (czyż on nie jest przezabawny?) natychmiast wstukałem sms-a: „Jest mój! Kiedy mogę odebrać???

Lucky – takie toto kiedyś było małe…

Kilka godzin później Lucky był już u mnie. O naszym pierwszym dniu, pierwszych dniach więcej poczytacie w artykule „Nowy kot w domu – Lucky(…)„. Chociaż piszę o wszystkich kochanych kotach małych i dużych, to oczywiście Lucky jest bohaterem tego bloga. I Bohaterem Domu.

Kociarzom chyba nie muszę tłumaczyć, że wszystkie moje niegdysiejsze zasady, przekonania, powędrowały do kosza. Dom jest kota, a ja tu tylko mieszkam. Śpi w łóżku, nie tylko miauczy w nocy, ale i stara się rozwalić przy okazji, czego jeszcze w domu nie zdemolował, wchodzi nie tylko na stół, ale i drzwi (250 cm wysokości! zmierzyłem), je z talerza, a nawet garnka. Zrobił się z niego prawdziwy tygrys (fotka aktualna na 1 maja 2019 poniżej).

Żyje jak na kota przystało. Mam nadzieję, że szczęśliwie.

Nie, nie jestem taki gruby! To „stary”, jak zwykle, zrobił kiepskie zdjęcie z kiepskiej perspektywy!

Aktualizacja

Napisałem powyżej (ja, Andrzej), że nic nie trwa wiecznie. Myliłem się. albo w momencie, kiedy to pisałem byłem w wyjątkowo fatalnym nastroju. Jest coś, co trwa wiecznie. Nie napiszę, co to takiego, by nie zabrzmieć górnolotnie i banalnie, bo to blog dla kociarzy, a nie miłośniczek tanich romansów 😉 Domyślacie się już o co chodzi?

Tak, Reszka i Lucky są razem. My wszyscy jesteśmy razem. Staro-nowe początki nie były łatwe – kociaki początkowo zapałały do siebie jednostronnym uczuciem (o czym na pewno napiszemy na blogu). Z czasem wiele się od siebie nauczyły (tutaj znajdziesz więcej: „Czego starszy kot może nauczyć młodego. Na przykładzie spaceru z dwoma kotami”), dziś można powiedzieć, że są już nierozłączne. Z M. mówimy o nich „Banda Dwojga”, tak zgraną tworzą ekipę (o czym też pewnie nie raz napiszemy).

Żyją jak na koty przystało. Mamy nadzieję, że szczęśliwie. Tak jak my z nimi. Czego i Wam wszystkim gorąco życzymy.

Reszka (po prawej) i Lucky podczas tradycyjnej kociej sjesty

Kocia Kołyska – Wszystko o kotach, kotkach, kociakach. Kocie porady, koty zdrowie, wychowanie, kocie zachowanie, koty pielęgnacja, galerie kotów, kot w domu, koty adopcje.

Znajdziesz tu także recenzje książek o kotach, karm dla kotów i produktów dla kotów i ich właścicieli.

Rozpoznasz objawy kociej choroby, zrozumiesz kocie zachowania i znajdziesz rozwiązania wielu kocich problemów. Dużo ważnych, ciekawych, nieznanych, a także śmiesznych – memy z kotami! – ciekawostek o kotach.

Przez to całe zamieszanie z RODO komentowanie na blogu jest wyłączone, ale zawsze i z miłą chęcią czytamy Wasze komentarze, opinie i uwagi na Fanpejdżu KociaKolyskaCats na Facebook’u. Zapraszamy również na nasze konto na Instagram’ie: @kocia_kolyska.

Gorąco pozdrawiają Was: Reszka, Lucky, M. (alias Gytha Ogg) i Andrzej.

Zapraszamy do kontaktu z nami i współpracy!