Czy koty widzą 2

Czy koty widzą w nas swojego Pana czy… Pupila?

Na pewno nie raz zastanawialiście się, jak postrzegają nas koty? Z psami – z całym szacunkiem, nie obraźcie się psiarze – sprawa jest prosta. Może to i politycznie niepoprawne, ale sprawa jest jasna: jest Pan i jest Pies (żeby już nie powiedzieć sługa). W naszym, kociarzy przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana. Zastanówmy się zatem wspólnie czy koty widzą w nas swojego Pana czy może raczej… Pupila? Kto ma kota (a nie dopiero o nim marzy), ten wie o czym mówię.

Czy kot przybiegnie na każde Wasze zawołanie? Czy ślini się na Wasz widok? Czy kot potulnie skuli pod siebie ogon, kiedy coś nabroi? Czy kot aportuje na rozkaz? Czy kot wie, że wolno mu leżeć tylko na specjalnie wyznaczonym legowisku? Tak… i w tym miejscu rozlega się chóralny i gromki śmiech wszystkich kociaciarzy.

Bo wiemy, że kot, niczym wiatr, chodzi gdzie chce, robi co chce, a na dodatek uważa to za zupełnie naturalne. Wszyscy znamy chyba ten wyraz kociego niedowierzania, „a co się stało, że niby coś złego zrobiłem, że niby ja???” Po doświadczeniach z naszymi kotami wiem, że owszem, reagują na swoje imię, ale głównie wtedy, kiedy dotyczy to napełniania miski z karmą albo czyszczenia kuwet. Ba, nasza Reszka i Lucky nawet aportują! I to jak! Z biegiem z przeszkodami, z przewrotkami, z aportem pod same ręce, nogi. Problem w tym, że głównie wtedy, kiedy Gytha Ogg wybiera się do pracy albo robi obiad, a ja siedzę przed monitorem przygotowując kolejny niezwykle interesujący, fascynujący, no piękny po prostu koci artykuł specjalnie dla Was.

Dość gadania, przechodzimy do konkretów. Zatem: Czy koty widzą w nas swojego Pana czy Pupila?

Przede wszystkim, koty nie są zwierzętami stadnymi, dlatego też nie ma wśród nich jasnej hierarchii.  Oczywiście, istnieją koty dominujące i koty uległe, ale w przeciwieństwie do psów rzadko można znaleźć wśród nich osobnika w rodzaju „kota alfa”. Udowodniły to liczne obserwacje w kocich enklawach, jak na przykład na Aoshimie, jednej z japońskich „kocich wysp” (swoją drogą, fajna ciekawostka, kiedyś do niej wrócimy!).

To już pierwszy powód, dla którego w ogóle nie powinniśmy używać określenia „Pan” w stosunku do kotów. Jeżeli już koniecznie chcecie się jakoś nazwać, określić w tym ludzko-kocim związku, to najbardziej właściwe będzie określenie „życzliwy dostawca”. Wy zapewniacie im miejsce do spania, jedzenie, rozrywkę i towarzystwo, a to zachęca kota do pozostania z Wami. [1]

Jednym z zabawniejszych aspektów relacji człowiek-kot, jest to, że niektóre koty postrzegają nas jako… opóźnionych w rozwoju i niekompetentnych.

Czy komuś z Was zdarzyło się, że kot przyciągnął do domu na wpół martwe zwierzę? Myśleliście, że to prezent? Przemyślcie to sobie jeszcze raz. Kot zapewnia w ten sposób łatwą zdobycz, uważając Was za zbyt głupich lub nieudolnych, by złapać żywą, zdrową mysz. Myli się? Złapaliście kiedyś mysz?

Nawet miauczenie jest również – w pewnym sensie – oznaką tego, że kot uważa Was za upośledzonych na umyśle. Koty komunikują się miedzy sobą mową ciała, zwłaszcza ogonem. [2]
Ludzie na ogół kiepsko interpretują to, co koty chcą nam powiedzieć, więc jedyną opcją jest krzyczenie na nas. Biorąc pod uwagę długą historię wspólnego życia kotów i ludzi stało się to już standardem.

A czy ktoś z Was kiedykolwiek pomyślał, że kot może uważać nas za swojego zwierzaka? Przecież kotom nie tylko brakuje wiedzy na temat zwierząt domowych i ich roli na Ziemi, ale też jesteśmy zbyt duzi, zbyt potężni i zbyt „uparci”, aby być zwierzętami domowymi (na pewno?). To bardzo skomplikowana relacja. Koty postrzegają nas jako większe koty, ale jednocześnie uznają, że nie jesteśmy tacy sami jak one.

Ok, było trochę zabawnie, na koniec poważny fakt dotyczący relacji człowiek-kot, o którym niestety zbyt często zapominamy.

Pamiętajcie, jak wspaniała oznaką wielkiego zaufania jest to, że kot w ogóle zbliża się do człowieka. Brutalnie mówiąc, fizycznie jesteśmy w stanie zabić kota domowego znajdującego się w zasięgu ręki, a mimo to kot leży na naszych kolanach i pozwala się głaskać. Wyobraźcie sobie, że dla kotka nowego domownika jest to doznanie takie, jakbyście Wy siedzieli na kolanach niedźwiedzia Grizzly albo czyścili swoją szczoteczkę zęby rekina żarłacza białego.
Więc kiedy następnym razem będziecie głaskać kotka, zastanówcie się przez chwilę nad tym, jakim zaufaniem musi Was darzyć, jak wielką w Was wiarę pokłada, że ten mały drapieżnik jest w stanie – dla Was! pokonać instynkt walki lub ucieczki.

Tak, koty są inne. Jak mawia Eli, „koty to czuby„. Na szczęście, mówi to pieszczotliwie, więc jej wybaczamy.

[1] Można to zastosować tylko do kotów, które mają dostęp na zewnątrz, w przeciwnym razie kot nie ma tak naprawdę wyboru.
[2] Dobrym porównaniem byłaby tu osoba, która mówi monotonnym głosem i nie porusza twarzą. Utrudniłoby to jakąkolwiek interakcję społeczną.

Andrzej

Facebookpinterestmail
Przewiń do góry