Czego starszy kot może nauczyć młodego. Na przykładzie spaceru z dwoma kotami

Czego starszy kot może nauczyć młodego? Truizmem byłoby powiedzenie, że… wszystkiego. Wszystkiego, czego nie nauczy małego kociaka żaden ludzki opiekun. Dlatego też prawdziwe jest twierdzenie, że od kota w domu lepsze są dwa koty. A od dwóch kotów – trzy, itd. (no, może jednak zachowajmy umiar). Bo starszy uczy młodszego po prostu jak być prawdziwym kotem w stanie czystym.

Przyznaję, że nie wierzyłem w obie te prawdy wyżej objawione. Do czasu, aż wybraliśmy się na spacer wspólnie z M. w dwa koty. Ten spacer wywrócił do góry nogami moje dotychczasowe wyobrażenia. Jak Lucky zachowywał się na pierwszym spacerze możecie przeczytać we wspisie Pierwszy spacer z kotem. Kilka refleksji i fotorelacja w kategorii Wychowanie. Przerażony, zestresowany, ukrywający się i uciekający. „Chodził” na moich rękach, bo sam się bał (nie umiał?). Świat go nie interesował, jedyne, czego pragnął, to uciec i jak najszybciej znaleźć się na własnym fotelu, we własnym domu.

Tym razem do Lucky’ego dołączyła Reszka, która jest już wytrawnym podróżnikiem. Znana Wam zapewne z początków bloga (więcej pod hasłem Reszka), dziewczynka starsza od Lucky’ego o około rok, która swobodnie spaceruje od dawna nie tylko w swoim najbliższym otoczeniu, nie tylko na działce, ale i zaliczyła już wakacje w górach!

Kot starszy kontra młodszy, doświadczenie kontra zadziwienie.

Początki – domowe – nie były łatwe. Kiedy Reszka dołączyła do nas od razu dało się zauważyć kolosalną różnicę pomiędzy stateczną, grzeczną dziewczynką, która woli spędzać czas na kolanach lub na pierzynie a rozbrykanym, wciąż nieco dzikim kocurem. Kiedy on chciał się bawić i ją zaczepiał – ona prychała, syczała, w najlepszym wypadku uciekała i ukrywała się w jakimś trudno dostępnym miejscu. Lucky nie dawał za wygraną, próbował się do niej dostać, machnąć łapką po grzbiecie, cały czas wyjąc tęsknie, bo przecież on zaprasza do zabawy, a ona go ignoruje (albo wręcz odgania). Aha, na zdjęciach (poniżej) tego może tak nie widać, ale gabarytowo Reszka to 1/3, może nawet mniej, Lucky’ego.

Czego starszy kot może nauczyć młodszego

Kiedy jednak wyszliśmy na pierwszy wspólny spacer nastąpiła cudowna metamorfoza, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki! Oto przykłady.

Reszka przyzwyczajona jest do podróżowania na ramieniu, na którym siedzi niczym papuga pirata. Ja nosiłem dotąd kocurka na rękach przed sobą, niczym worek cementu. Próba zarzucenia go sobie na ramię kończyła się wyciem, piskiem, syczeniem i… podrapanymi plecami. Reszka spaceruje dostojnie i równo przy nodze, niczym wytresowany piesek. Lucky – przewraca się na bok i zastyga, ewentualnie czołga się milimetr po milimetrze. Na dzikie harce kiziora (jak na niego czasami mówimy) księżniczka (jak na nią czasami mówimy) patrzyła ze zdziwieniem, może politowaniem, ale i jakby ze współczuciem. Pierwsza zaskakująca przemiana: kiedy Lucky’ego wzięła na ramię M., która na kotach zna się lepiej, niż ja na swojej pracy (a coś o tym wiem, jak mawiał Franz Maurer), ten się uspokoił. Grzecznie siedział. Z zaciekawieniem obserwował świat. I kolejny szok! Mimo, że leżąc na dwóch ramionach prawie stykały się pyszczkami, to koty zachowywały się spokojnie. Mało tego, równie spokojnie przypatrywały się sobie i światu.

Czas był stanąć na własne nogi i trochę pospacerować. I klasyka – Reszka rusza do przodu, szczęśliwa wolnością, zieloną trawkę, roślinkami, a Lucky przewraca się na bok, jak kłoda. Ale też jeszcze nigdy nie widziałem, by zerwał się tak szybko! Kiedy tylko zobaczył, że Reszka idzie a nie czołga się, na dodatek oddala się coraz bardziej od niego, nagle jakby nauczył się chodzić! Skoczył na cztery łapy i ruszył do przodu, niczym czołowy piechur z Legii Cudzoziemskiej. Ba, momentami musiałem za nim prawie biec! I co ciekawe: kiedy jedno kocię przystawało, bo np. zauważyło wyjątkowo interesujący krzaczek czy motylka, drugie również przystawało, w miarę w bliskiej odległości. Kiedy ruszało – drugie wznawiało marsz. Na ogródku działkowym, który Reszka zna jak własną kieszeń, też nastąpiła zamiana ról. W domu to Księżniczka była lekko (momentami mocno) przerażona otaczającym ją światem i wiecznie polującym na nią szalonym tygrysem. Tzn. ona zapewne tak to widziała, on uważał, że proponuje jej niezłą zabawę. Na łonie natury to on, lekko (a może i mocno?) przerażony schował się pod ławkę, a ona co chwila przybiegała po niego, zdziwiona, że ten nie chce z nią biegać po zielonej trawce. Ale wyraźnie widać było i czuć w powietrzu kocią wspólnotę. Już nie były OBOK siebie, ale RAZEM ze sobą.

Nasze koty w domu zazwyczaj unikające się jak ognia, jakby dopiero po wyjściu z bezpiecznych czterech ścian odkryły i poczuły więź.  Że należą do tej samej rodziny, że powinny się wspierać. Śmialiśmy się z M., że zawiązały sojusz – MY (koty) kontra ONI (ludzie i ich świat). Kociaki wspierały się nawzajem, uczyły odpowiedniego zachowania, uczyły co, do czego służy, jak można to wykorzystać do  zabawy.

A co najfajniejsze – taka współpraca, nauka, zabawa, zrozumienie (przyjaźń może nawet?) już im zostały i podobnie – momentami nawet spokojnie – zachowują się i w domu. Nauka, bo uczą się cały czas. Specjalnie użyłem liczby mnogiej, bo i starsza Reszka wiele się ostatnio nauczyła od młodszego kocurka. Przyznaję – nie zawsze dobrych zachowań się nauczyła (np. rozgryzanie kartoników czy wędrowanie po laptopie). Siedzą zgodnie na tym samym parapecie, jedzą z jednej miski, zgodnie wmaszerowują do naszego pokoju, siadają w linii i przedstawiają petycję: „Dajcie jeść!”. I najważniejsze: nie zabijając się przy tym, ani nie wyjąc i sycząc w niebogłosy. No dobrze, przyznaję: wyją, jakby żywcem obdzierane ze skóry, kiedy bawią się w berka. Bo i Reszka się zmieniła. Nie ukrywa się już w ciemnym kącie ciemnej szuflady, ale gania po wszystkich pokojach, raz on ją, raz ona jego.

Czego starszy kot może nauczyć młodego przekonaliśmy się chociażby już na tym spacerze. Chodzenia na czterech łapach, chodzenia przy nodze, poznawania bliższego i dalszego otoczenia, zachowania w różnych warunkach i w różnych miejscach, chodzenia na ramieniu i tego, że nie wszystko na świecie chce go przerazić i pożreć. Może nauczyć wszystkiego! A i sam się niejednego nauczy od młodzieniaszka. Przygarnijcie drugiego kotka, chociażby na chwilę, na wspólny spacer, a przekonacie się sami, jak nieprawdopodobnie potrafią się zachowywać „kotki małe dwa„.

Podziel się z innymi: