Nowy kot w domu – Lucky – pierwsza galeria

Do mego domu zawitał nowy kotek. Tym razem kocurek i tym razem chyba jeszcze mniejsze maleństwo. Z pomocą przyjaciół z Facebook’a (konkurs na imię dla kota) zyskał miano LUCKY i mam nadzieję, że będzie z niego prawdziwy „szczęściarz”.

Trafił do mnie odratowany przez wspaniałe Panie z bytomskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Co prawda, wcześniej upierałem się „wyłącznie na kotkę, wyłącznie na czarną” – z sentymentu do Reszki – ale kiedy zobaczyłem takiego chudego patyczaka, z nieprawdopodobnie długimi, białymi, jak u staruszka wąsami, to od razu skradł moje serce i wiedziałem już – TO JEST TO!

Tradycyjnie, pierwsze godziny nie były łatwe – Lucky spędzał je w najciaśniejszym kącie pokoju, ukryty za regałem, tęsknię miaucząc. Skusiła go dopiero miska – okazał się małym żarłokiem, ale mam nadzieję, że po prostu był wygłodniały po swojej tułaczce, a nie że zamierza się – z moja pomocą  – utuczyć 😉

Wieczorem zaczął już sobie poczynać coraz śmielej, wskoczył na fotel, z fotela na stół i na parapet. W nocy spacerował już po biurku, obwąchując laptopa. Dzień później już szalał – z podartym prześcieradłem i „złotkiem” po czekoladzie. Tak, tak, okazało się, że mały „dzikus” ma w nosie specjalnie kupione zabaweczki, a woli zabawić się tym, co znajdzie w swoim otoczeniu, co go zaciekawi, przyciągnie.

A już hitem okazał się – jasna sprawa! – kartonik! Zacząłem się już bać, że dostanie zawrotów głowy, takie kręćki i kołowrotki wyczyniał! (będzie filmik niedługo, zapraszam!)

Dzisiaj o świcie – przełom! Nie dość, że dał się posmyrać za uszkami, to jeszcze zapuścił „motorek”! Czyż może być lepszy sposób na przebudzenie, jak parujący kubek kawy i rozkoszne mruczenie kotka na kolanach?!

Oczywiście, jako że nie może być za słodko, to zaczęło się też rozrabianie. Najpierw ściągnął obrus ze stołu, kiedy go z powrotem nakładałem siedział z miną zaciekawionego sfinksa, a kiedy tylko wróciłem do biurka… ściągnął go ponownie 🙂 Wie chyba, że powinienem się odchudzać i stara się zapewnić mi odrobinę ruchu 😉 Z kolei próba ściągnięcia dżinsów z wieszaka była chyba sygnałem: „Stary rusz się i przynieś michę, bo znowu jestem głodny„.

Oj, będzie z niego chuligan, już ja to czuję!

p.s. Zdjęcia kiepskiej jakości, bo robione dzień po przybyciu, więc jeszcze bez lampy i raczej z daleka, żeby kota nie stresować.